piątek, 30 sierpnia 2013

*2*



 *2*



-Dzięki za podwózkę i lody - Cassie cmoknęła Justina w policzek - to jak, wpadasz wieczorem?
-Jasne, pomogę twojemu ojcu i wpadnę do ciebie.
-Genialnie, to do zobaczenia-rzuciła mu jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów i pobiegła do domu.
Justin wsiadł na motor i 10 min później był już u siebie. Odstawił maszyne na wyjazd i wbiegł do domu.
-Co tak późno dzisiaj? - z kuchni usłyszał głos Azylis – obiad ci wystygł.
-Jezu, fajnie mieć takie problemy – zaśmiał się Jus, wchodząc do kuchni i witając się z macochą.-Co na obiad?
-Kurczak, tak jak lubisz, - mrugnęła do niego w odpowiedzi – siadaj.
-Hej, lamusie – przywitała się Lizzie klepiąc go po głowie – jak tam romanse?
-Na pewno lepiej, niż u Ciebie, brzydulo – wywalił na nią język w odwecie.
-Jaki palant! – Lizz rzuciła w niego jabłkiem, które kilka sekund temu chciała ugryźć.
-Bez takich! – Jus zrobił unik, złapał banana i rzucił w siostrę.
-Ałaa! Az, powiedz coś mu, zachowuje się jak totalny głupek! W sumie nim jest, ale mógłby się ogarnąć!
-Koniec, młodzieżo! Uspokójcie się, zanim rozniesiecie kuchnie! Ojciec nie będzie zadowolony! – Azylis podniosła jabłko z ziemi i załagodziła konflikt. – prosił, abym wam przekazała, że dziś wieczorem macie być w domu.
-Nie ma mowy! Miałam iść ze Steph na zakupy! – Lizzie wstała oburzona i zawróciła w strone schodów – ale skoro tak, wychodzę teraz! Wróce późno!
-A ty? Justin, proszę cie, nie chce, żeby Braun się wściekł na mnie, że was nie dopilnowałam…-Azylis spojrzała błagalnie na Justina.
-Przykro mi, wychodzę. – poklepał ją w plecy i wyszedł z kuchni.



-Hej, Cass – przywitał się Justin, rzucając na łóżko paczke chipsów. – jakieś plany?
-Tak, oglądamy film! Już nawet wybrałam, wybacz – zaśmiała się, ukazując perliście białe zęby.
-Boże! – wetchnął Jus, kładąc się na łóżko – tylko nie romantyk!
-Skąd wiedziałeś!? „Tak to się teraz robi” mmm…  - położyła się obok Justina i otwarła paczke chipsów.
-Super, obudź jak się skończy… - odwrócił się na drugi bok, ale zaraz dostał pod żebra – Ała! Za co?
-Masz to ze mną oglądać! – oburzyła się Cassie, siadając po turecku i zakładając ręke na ręke.
-Ej, nie obrażaj mi tu się… - Justin przysunął się do przyjaciółki i odgarnął jej włosy, które opadły na jej twarz.
-Zapomniałeś o mnie podczas lunchu, teraz nie chcesz oglądać filmu… Zastanowię się! – odwróciła twarz w drugą stronę.
-Ej, przecież dostałaś lody…
-Chcesz mnie przekupić lodami? Dzięki!
-To ja nie wiem, Cass… Przepraszam.
-Hahaha, żartowałam durniu – Cassie wybuchnęła śmiechem i rzuciła się na Justina. – Nie ma łaskotek! Juustiiin! Przestań, bierz łapy!
-To przeproś ładnie, że mnie wychujałaś! – przyparł ją do łóżka łaskotając, jego twarz znalazła się tuż nad jej.
-Przepraszam, okej!? – spojrzała na niego i zarumieniła się. Justin przysunął swoją twarz bliżej jej, na co ona go pocałowała. Nagle świat stanął w miejscu. Zaczeli się całować, Justin objął Cassie, a ona przylgnęła do niego. Nagle rozbrzmiał dzwonek telefonu Justina. Odsunęli się od siebie szybko, zawstydzeni.
-Ja… Przepraszam…- bąknęła Cass – to było takie… niezamierzone.
-Musze iść… - Justin wybiegł z pokoju Cass, zostawiając ją upokorzoną.



„Boże, co to było?” myśli Justina nie dawały mu spokoju, co właściwie się wydarzyło? Chociaż powinien się martwić ojcem, jakoś nie przejmował się tym. „Chciałem tego?”



Gdy położył się do łóżka długo myślał o tym, co się wydarzyło 3 godziny wcześniej. Nie mógł zasnąć, nie dawało mu to spokoju. Wyciągnął telefon i chociaż wiedział, że Cassie już śpi wystukał SMS’a : „Między nami wszystko okej? Nadal się przyjaźnimy?” i kilka minut później miał odpowiedź „Tak, cieszę się, że napisałeś, przepraszam Cię za to” krótką chwilę zastanawiał się, co odpisać, w końcu zdecydował się na jedno, proste pytanie „Żałujesz?”


*

Kolejny rozdział, zdecydowałyśmy się opublikować go już dzisiaj. NN będą ukazywać się we wtorki i w piątki. Kolejny będzie naprawdę długi, jest już napisany, czeka tylko na opublikowanie. Mamy nadzieję, że jak na razie nasz blog wam się podoba./K&S

Przypominam też, że możecie pisać na GG (46319932). Jeżeli macie pomysły, sugestie, pytania, lub prosząc o info na temat nowego postu. /K

twitter: @clauudu  & @eskax3

czwartek, 29 sierpnia 2013

*1*

 

*1*

Justin wybiegł z domu i poszedł w stronę garażu.
-No hej, ślicznotko-uśmiechnął się do swojej maszyny siadając na niej i powoli wyjeżdżając z budynku.
-No witam!
Justin spojrzał przez ramie i zobaczył Cassie, która usadowiła się za nim na motorze, przytulając go.
-A ty co byś chciała?-spytał Justin, śmiejąc się.
-Podwózkę do szkoły, tacie wysiadło auto... Znowu. Ale zawsze jeszcze mam Ciebie!
-Jasne, moge zajrzeć do was wieczorem, pokombinujemy co tam wysiadło...
-Dzięki, wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć!-cmoknęła Justina w policzek-a teraz jedziemy.


Justin gwałtownie zahamował w chwili, kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje.
-Ja spadam, do zobaczenia na lunchu!-Cassie wzięła kask pod rękę i pobiegła w stronę szkoły.
-Trzymaj sie!-machnął ręką na Cass. odstawiając motor. Zauważył przy budynku grupke chłopaków, jego kumpli i ruszył w ich stronę. Przywitał się ze wszystkimi po kolei i oparł się o mur, rozglądając sie. Nagle do jego uszu dotarły strzępki rozmowy.
-Ej, jestem troche nie w temacie, o co chodzi?-Justin spojrzał na znajomych, zauważył, że mają niepewne spojrzenia, niektórzy unikali jego wzroku.
-No, jest sprawa... Brian próbował załatwić troche towaru...-zagadnął jeden z chłopaków
-Towaru?-Justin odepchnął się od muru, mało z tego rozumiejąc.
-Troche tabletek, LSD-odpowiedział pewnie chłopak, który był za to odpowiedzialny, Brian
-Okej, co dalej?-zapytał Jus.
-No, dzisiaj mają nam przynieść. Do szkoły...
-Pojebało was? Tutaj? -Justin wpadł w szał-naprawdę jesteście tacy durni?
-I jest jeszcze jedna sprawa... Nie mamy forsy.
Justin wziął głęboki oddech i zaczął:
-Pożyczę wam kase, nie chcemy problemów. Kiedy i gdzie macie to gówno odebrać?
-Podczas przerwy na lunch, za budynkiem szkoły.
-Dobra, ale jest jeden warunek-zagadnął z lekkim uśmiechem-dacie mi spróbować.
Wszyscy  po sobie spojrzeli ze zdumieniem, ale zaraz przerodziło się to w śmiech i poszli na lekcje, chociaż wiedzieli, że ich głowy zajmują zupełnie inne mysli, niż nauka.

Justin stał niepewnie za gmachem budynku czekając za towarem. W kieszeni miał kase. Nagle zauważył cienie i usłyszał czyjś głos.
-Hej, masz kase?-zapytał facet o tępym spojrzeniu, jednak wzbudził w Justinie obawy.
-Ta, jasne, towar za kase.-Justin spróbował dodać sobie odwagi i pewności siebie, niestety przy tym knypku, bez rezultatów.
-Najpierw kasa. - paker przybliżył się do Justina.
Jus spojrzał się na niego i wyjął pieniądze z kieszeni bluzy, przeszły go dreszcze, ale podał je facetowi. Koleś szybko przejrzał, czy wszystko się zgadza, po czym chciał się wycofać.
-Ej, towar, była umowa!-powiedział głośniej niż trzeba było Justin. Nagle zza pleców dilera wyszła szczupła dziewczyna, krótko obcięta. "Kolejna narkomanka" przeszło przez myśl Jus'owi.
-Daj mu to-powiedziała dziewczyna do faceta-przyniósł hajs. Koleś spojrzał się na nią, po czym rzucił Justinowi pod nogi mały pakunek- zbieramy sie.
Mimo, że dziewczyna była dość specyficzna, przykuła uwagę Justina.-Dzięki,-rzucił szybko, śledził ją wzrokiem, nie umknęło jego uwadze, że ma całkiem kształtny tyłek. Odwróciła się na chwilę i ich spojrzenia skrzyżowały się. Wymienili się uśmiechami i zniknęła za murem. Justin stał tam jeszcze kilka sekund, po czym podniósł pakunek i pobiegł za dziewczyną i jej tępym kolegą, niestety, już ich nie było. Wrócił do szkoły zamyślony, zaraz otoczył go wianuszek kumpli, pytających o towar. Justin wszystko im streścił, lecz wersje light, blond dziewczyne zostawił dla siebie.

Po szkole wsiadł na motor i przypomniała mu sie Cassie, poczekał za nią kilka minut, aż w końcu ją zobaczył, jak zawsze śliczna, ubrana skromnie, ale uroczo, nigdy nie patrzył na nią w ten sposób, zeszła schodami ze szkoły i zobaczyła Justina, uśmiech zszedł z jej twarzy. Podeszła do niego i usiadła bez słowa na motorze, nie obejmując chłopaka.
-Mocno zła?
-Troche.
-Może lody poprawią ci humor?-uśmiechnął się do niej spoglądając przez ramię.
-Bardzo możliwe.-odwzajemniła uśmiech i ruszyli.




*

Mamy nadzieję, że spodobał wam się pierwszy rozdział :) Możecie pisać na Gadu gadu (46319932) prosząc o nn. Chętnie będziemy wszystkich zainteresowanych informować o nowych wpisach. :) Na tt także znajdziecie tweet'y odnośnie bloga i nowych postów, linki do tt znajdziecie w poprzednim wpisie. Buziaki! /K&S

Wprowadzenie

 

WPROWADZENIE

główni bohaterowie i autorki bloga

 

 

                    Justin Bieber - lat 19

          Lizzie Bieber - lat 16

          Młodsza siostra Justina.

 

 

 

 

 

 

 

          Azylis Bieber- lat 35

          Macocha Justina i Lizzie

 

 

          Cassandra "Cassie" Jones  - lat 19

          Najlepsza przyjaciółka Justina,
          znają się od małego. 

 

 

 

 

                     Jo Stone - lat 19

                











           Stephanie "Steph" McQueen - lat 16











Brenda Grenger - lat 18
Kuzynka Cassie.











Wymieniłyśmy tu kilku, najważniejszych bohaterów. :) Na pewno będą pojawiać się nowi, więc przed samymi postami będziemy ich opisywać. :)  Nie są dokładnie przedstawieni, sami ich poznacie, a nie chcemy zdradzać fabuły. :) Chcemy podziękować FP na facebook'u "Justin Bieber - Poland" i zachęcamy do like'owania. :) Komentarze mile widziane, to motywuje do dalszego pisania. :)

 

Autorki

Klaudia
twitter : @clauudu
gg : 46319932

Sandra
twitter : @eskax3

Buziaki!

PROLOG

 

PROLOG





Justin zbiegł na dół, tak jak codziennie. Porwał plecak z przedpokoju i ucałował Azylis, swoją macochę. Ojciec był już w pracy.
-Jak się spało?-uśmiechnęła się do niego Azylis podając mu świeżo wyciśnięty sok i naleśniki.
-Całkiem spoko, pół nocy zarwałem pisząc wypracowanie, tragedia...-westchnął, chowając głowe w rękach opartych o blat.
-Widać... Nie postawiłeś nawet włosów na żel. Jedz, bo się spóźnisz.
-Dzięki-uśmiechnął się krzywo w odpowiedzi- Jadę dzisiaj motorem.
-Ojciec nie będzie zadowolony, gdy sie dowie...-spojrzała się na niego.
-To sie nie dowie, tak?-ucałował Azylis i wybiegł z domu, popychając lekko w przejściu młodszą siostrę.
 -Palaaaant! - krzyknęła beztrosko Lizzie, nawet się nie odwracając.




Dzień wydawał się taki piękny, nie zapowiadało się na nic
 szczególnego, na coś, co zupełnie odmieniłoby życie Justina...