wtorek, 26 listopada 2013

INFORMACYJNA


 NOTKA 

INFORMACYJNA





Cześć wszystkim. Chciałam wam podziękować za to, że mimo dużych odstępów czasowych między notkami, które do tego są nieco krótsze niż powinny nadal jesteście z nami, dodajecie komentarze, czytacie i nabijacie wyświetlenia naszego bloga. W przerwie świątecznej będzie na pewno więcej czasu, więc będą częściej dodawane notki + na pewno dłuższe. :) Dziękujemy i zachęcamy do zostawienia komentarza, to bardzo motywuje i chętnie je czytamy, odpowiadamy na nie :) Moje GG 46319932. Zawsze możecie napisać z propozycjami itp. :) Po prawej stronie macie także nasze twittery, gdzie zawsze informujemy, gdy dodamy rozdział. Pozdrawiam. /K.

środa, 20 listopada 2013

*15*



*15*



Justin i Jo krążyli po parku, przytulając się i rozmawiając. Na zewnątrz było ciepło, a Jo była w świetnym humorze. Śmiała się z żartów, które opowiadał Jus i pokazywała swoje białe zęby. Z naprzeciwka szedł chłopak, kilka metrów za nimi spacerowało starsze małżeństwo. Jo spojrzała na chłopaka i uśmiech zszedł z jej twarzy, odwróciła głowę w stronę Jus'a i chwyciła go za rękę.
-Znam go. Chodźmy stąd.
-Kto to jest? Boisz sie?
-Załatwiałam mu towar... Pod koniec naszej współpracy oszukałam go, pojebany ćpunek, ale może mieć broń...
-Stare dzieje, daj spokój. - Justin pociągnął dziewczynę za rękę idąc do przodu. Gdy mijali tajemniczego chłopaka, ten dokładnie przyglądał się Jo. Dziewczyna spojrzała w dół.
-Jo? - zapytał chłopak.
-Chodźmy, Jus. - szepnęła dziewczyna, przyśpieszając.
-Czekaj... -złapał ją i nie pozwolił odejść. - Znacie się?
-Tak, byliśmy kiedyś razem. - zawiadomił brunet cały czas zerkajac na Jo.
-Jo? To prawda? - zapytał Jus.
-Taak, ale dawno. 
-Co u Ciebie, Jo? Nadal bierzesz? Pewnie Twój kochaś wszystko wie? - zapytał ironicznie.
-Tak, wiem wszystko. Nie martw się. Tak na marginesie, jestem Justin.- wyciągnął ręke.
-Stephen.- kiwnął głową. - Miło mi. Jak tam twoje kradzieże? Co, mała?
-Nie kradnę już, zamknęłam ten rozdział wiele lat temu. - odpowiedziała głośno.
-A jak się zeszliście? - wypytywał dalej chłopak.
-Nie interesuj sie. - Justin zaczął się irytować natarczywością chłopaka.
-Rozmawiam z Jo. - spojrzał mu w Oczy Stephen.
-Jus, mówiłam. Chodźmy stąd. - nalegała Jo.
-Księżniczko, mam do Ciebie sprawę. - przybliżył się do niej dawny znajomy, Justin nie wytrzymał i odepchnął Stephena z całej siły po czym go uderzył.  Chłopak zatoczył się i upadł. Po kilku sekundach zerwał się na nogi i rzucił na Justin'a. Zaczęli się szarpać. Jo w swojej szerokiej bluzie i obcisłych spodenkach nie wiedziała co ma robić, zaczęła się powoli odsuwać. W końcu się odwróciła i odbiegła jak najdalej. Wiedziała, że jej przeszłość teraz nie da jej spokoju. Justin nie mógł się dowiedzieć. W tym samym czasie, gdy dziewczyna zostawiła bijących się wrogów Justin uderzył przeciwnika z całej siły. Zmęczony rozejrzał się, ale jego dziewczyny nigdzie nie było. Ruszył powoli w stronę domu.




Justin wszedł do domu i napisał sms'a do Jo. "Wszystko w porządku? Gdzie jesteś?", po kilku chwilach otrzymał odpowiedź "Tak. " Uspokoiło go to trochę i mimo, że nie dostał odpowiedzi na drugą część pytania udał się już spokojniejszy do pokoju. W innej części miasta Jo siedziała w barze, czekając za Stephen'em. Musiała z nim porozmawiać. Dowiedzieć się, czego chce. Zauważyła go w wejściu i powrócił dawny sentyment, jednak zaraz się ulotnił. Czuła tylko nienawiść, nie wiedziała, że po spotkaniu nasili się. Chłopak usiadł obok niej i zaczął temat.
-Chyba niedokładnie mu wszystko o nas powiedziałaś.
-Co z tego?
-Może powinienem mu objaśnić całość? Sens naszego związku?
-Tylko spróbuj.
-Taki mam zamiar. - Stephen wstał, ale Jo szybko go złapała.
-Czego chcesz, co? - zapytała z wrogością.
-Ciebie, ale wiem, że to niemożliwe, ale skoro mam wpływ na twoje życie to na związek z kochasiem też.
-O co ci chodzi? Czego ode mnie oczekujesz?
-Hm. Pomyślmy. - chłopak usiadł ponownie, udawając głębokie zamyślenie. - Gdyby tak Justin się dowiedział, zerwałby, mam rację?
-Tak... - powiedziała cicho Jo patrząc w swojego drinka.
-Ale gdyby nie dowiedział, byłoby wszystko świetnie?
-Raczej. Gdyby nie było ciebie. 
-Wychodzę ci z propozycją. Wróc do mnie, a on się nie dowie o twoim sekreciku.
-Nie ma mowy. Nigdy. Zapomnij.
-Okej, wiedziałem, że tak będzie. Mam jechać do niego czy sama mu powiesz?
-Nie chce żeby cokolwiek wiedział. Po co?!
-Czyli mam ja jechać.
-Nie! Dogadajmy się... 
-Naprawdę? Pójdziesz na kompromis? - zapytał z sarkazmem.
-Tak. Dla niego zrobię wszystko. Może beze mnie będzie mu lepiej. Ma dosyć zmartwień... Tak by sie wszystko pewnie sypnęło, przynajmniej będzie miał o mnie dobre zdanie. 
-Mądra dziewczynka.
-Będę z Tobą, jeżeli mu nic nie powiesz. Ale musisz mi dać czas.
-Ile dokładnie chcesz?
-Starczy tydzień.
-Dobra. Nawet lepiej. Wyjeżdżam na jakiś czas, gdy wrócę będziesz moja.
-Umowa stoi.
-A tak z innej beczki... Jak z twoim nałogiem?
-Nie biorę, dla niego.
-Zobaczymy jak długo. Do zobaczenia za tydzień, kochanie.
Gdy Stephen zniknął Jo poleciały łzy. Wstała i ruszyła biegiem do Justina. Wzięła taksówkę i podała jego adres. 40 min później stała pod jego domem. Zadzwoniła dzwonkiem i czekała. Otworzył jej sam Justin. Rzuciła się na niego z płaczem.
-Mogę u Ciebie nocować? Proszę... Nie chcę być sama.
-Zawsze. - Jus przytulał dziewczynę mocno do siebie.


*




Brak czasu, przepraszamy. / K&S

środa, 30 października 2013

*14*




*14*



Justin wysiadł z auta i udał się w stronę domu byłej dziewczyny. Przeszedł kilka kroków po czym się zatrzymał. Nie wiedział, po co właściwie tu jest. Czego pragnie i czego oczekuje? Jo nie może nim tak manipulować. Odwrócił się i chciał wracać do samochodu, lecz coś go powstrzymywało. To, że z nią zerwał i kazał trzymać się z dala od Lizz nic nie zmieniło. Siostra nadal ćpała, a on nie mógł nic na to poradzić. Znalazła kogoś innego. To w końcu Nowy Jork. Wiedział, że Jo żałowała i nie popełni więcej tych samych błędów, ale sama też brała. Jego serce było rozdarte. Była jeszcze Cassie, która nie przepadała za Jo, a jej zdanie było dla Jus'a ważne, to najlepsza przyjaciółka. Poza tym poznał Brendę, uroczą walijkę. Była piękną dziewczyną. Podobała mu sie. Z Lizz kontakt był coraz gorszy, ale to nie zależało od niego... Nic do niej nie docierało. Skończył rozmyślać i spojrzał się w jedno z okien, w którym paliło się światło. Możliwe, że to pokój Jo... Wyjął szybko telefon i napisał SMS'a. "Wyjdziesz na papierosa?". Długo nie musiał czekać, kilka minut później stał już z Jo na dworze i rozmawiali. Była świeżo po kąpieli. Mokre włosy opadające na czoło, twarz naturalnie zarumieniona, lekko mokra bokserka, pod którą na pewno nie było stanika, to Justin zauważył na początku, majtki i bose stopy. Okrywał ją tylko krótki szlafrok. Siedziała na krześle, nogi, idealnie wydepilowane oparła na stoliku. Patrzyła się w dal paląc papierosa i rozmawiając z Jus'em.
-Po co przyjechałeś? - spojrzała mu w oczy, jej twarz nie miała cienia falszywości. Była zdziwiona.
-Sama mi to sugerowałaś w samochodzie.
Dziewczyna odwróciła twarz i zaciągnęła się fajką.
-Po prostu chciałam wzbudzić zazdrość tych dwóch, nie myślałam, że przyjedziesz. Taka gra, rozumiesz.
-Ale po co ci to? Za wszelką cenę chcesz coś sobie udowodnić?
-Nie... Może niekoniecznie sobie.
-Komu w takim razie, Cassie? Wiesz, co do mnie czuła.
-Chyba czuje...
-Nieważne, wiesz o co chodzi.
-Ta, może to ma coś wspólnego ale nie do końca.
-Wytłumacz mi. - zgasił niedopałek w stojącej na stole popielniczce. Oparł łokcie na nogach i spojrzał się na Jo.
-Tęsknie za tobą.
-Nie zmieniaj tematu. - Justin przewrócił oczami i oparł się o krzesło.
-Ale tylko o to chodzi. Chce, żebyśmy znowu byli razem. Nadal cie kocham.
-Zraniłbym tym Cassie...
-Cały czas to robisz?
-Nie!
-Jasne, a flirt z Brendą był jej obojętny... To, że zostawiliście ją samą w wesołym miasteczku...
-Pewnie już o tym nie pamięta, nie znasz jej.
-Nie chce poznawać.
-Jo. Po tym, co się wydarzło... Z Lizzie...
-Zrozumiałam, okej!? Człowiek uczy się na błędach, dostałam nauczkę! - dziewczyna wstała. - Jedź już, jeżeli masz pieprzyć bez sensu.
-Nie chce, uspokój się. To nie jest bez sensu.
-Zapomnij o tym co powiedziałam, chyba będzie lepiej.
-Jo... - Jus wstał i podszedł do dziewczyny. Przytulił ją od tyłu i szepnął na ucho. - Kocham Cię. Nadal. Rozumiesz? Nie chce krzywdzić ludzi, na których mi zależy. W tym ciebie. Ale co ja mam zrobić?
-Przestać myśleć o innych i zacznij o sobie! - odepchnęła go i szybko wbiegła do domu, zostawiając Justin'a samego. Chłopak chwilę się wahał, jednak wrócił do auta i odjechał do domu. Długo myślał nad tym, co powiedziała Jo. Chciał z nią być. Każda jego cząstka jej pragnęła. Jej obecności, jej zapachu, jej śmiechu, jej błysku w oczach. Nie wiedział co ma robić, kogo miał się poradzić?!



We wtorek późnym popołudniem Jus siedział w salonie z Azylis, która oglądała coś w TV. Chłopak nie mógł się skupić, cały czas jego myśli zaprzątała Jo. Chyba zwariował. Westchnął ciężko. Az spojrzała się na niego, wzięła do ręki pilota i wyłączyła telewizor.
-Co jest? Dawno razem nie rozmawialiśmy...
-Mini problemy, nic poważnego.
-Mam się przejmować?
-Raczej nie.
-I tak chce wiedzieć o co chodzi, może pomogę.
-Po prostu mam kryzys w kontaktach towaszyskich...
-Dokładniej?
-Chciałbym z kimś się spotykać, ale boje się, że inni ważni dla mnie ludzie nie będą zadowoleni...
-Jeżeli jesteś dla nich ważny to zrozumieją. Najwyżej się nie odezwą.
-Ale to mogłoby ich zranić.
-Nie dogodzisz wszystkim. Przyjaciele to nie problem do bycia szczęśliwym, Justin.
-Nie tylko przyjaciół może to zranić.
-Cóż, zrób tak, abyś później  nie żałował podjetej decyzji.
Nagle w pokoju rozdźwięczał sygnał SMS. Justin sprawdził telefon, to nie jego. Macocha odblokowała komórkę, jej twarz zastygła po czym rozpromieniła się.
-Przepraszam, musze zadzwonić.
-Jasne...
-Powodzenia.




Justin przemyślał wszystko i zdecydował. Stał w parku i czekał za Jo. Gdy zauważył ją, ruszył w jej kierunku. Stanęli naprzeciw siebie. Jus wyjął zza pleców czerwoną różę. Jo nie wiedziała skąd ta zmiana. Uśmiechnęła się krzywo, podeszłą do chłopaka i dała mu buziaka. Była szczęśliwa.


*



Mamy nadzieję, że pozytywnie po rozdziale? :) /K&S

czwartek, 24 października 2013

*13*



*13*



-Jesteśmy, zbierać się, dziewczyny! - Jus zawiadomił Cass i Brendę.
-Nareszcie! - westchnęła Brenda i wyskoczyła z samochodu. - Ale to wszystko wielkie... U mnie nie ma takich luksusów.
-Tak właściwie to gdzie mieszkasz? - zapytał z uśmiechem Justin, gdy wysiadł z auta.
-Wielka Brytania, dokładniej Walia. - odpowiedziała.
-Zawsze chciałem zwiedzić UK, ale raczej Anglię...
-No to fajnie... - odwróciła głowę i udała się w stronę wejścia do miasteczka. Jus pobiegł za dziewczyną.
-Brenda, do kiedy tu zostajesz?
-Góra 2 miesiące, będziesz tęsknić jak będę musiała wrócić? - mrugnęła do niego. Cassie spojrzała się na kuzynke z grymasem, po czym odwróciła szybko głowe w drugą stronę.
-Jaka pewna siebie! - zaśmiał sie.-Pewnie, już tęsknie.
-Tak ma być! - wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Idziemy już? - szybko zagadnęła Cassie odchodząc kilka kroków.
-Tak, gdzie najpierw?
-Rollercoaster! - zawołała głośno Brenda i pociągnęła Jus'a za rękę.
-Trzy bilety prosze. Stawiam. - zajmować miejsca! - Brenda usiadła, ale Cassie ominęła ja i zajęła miejsce z tyłu. Justin jednak wybrał siodełko obok kuzynki. Cassie zrobiło się przykro. Kolejka ruszyła, słyszała krzyk Brendy i zauważyła, że Justin trzyma ją za rękę. Ogarnęło ją poczucie winy, ten wieczór miał przyjacielowi poprawić humor, a ona wszystko zepsuje. Musi się ogarnąć. Kilka minut później rollercoaster się zatrzymał.
-Jezu, ale było zajebiście! - powiedziała z entuzjazmem brunetka.
-Też tak sądzę. -uśmiechnęła się delikatnie Cassie. -Chcecie popcorn?
-Chętnie.
-No to zaczekajcie chwilkę.
Gdy Cassandra oddaliła się na odległość kilku metrów Brenda zaproponowała Jus'owi, by poszli na młyńskie koło.
-Ale...
-Zdążymy wrócić, no chodź! Proszę, dla mniee!
-No dobra, ale szybko.
-Jesteś świetny! - cmoknęła go w policzek. Ruszyli w stronę koła. Nie mieli pojęcia, że ktoś ważny ich zobaczył. Blond włosy i zgrabna sylwetka ruszyły powoli za nimi. Kupili bilety, wsiedli do jednej z kabiny i po chwili koło ruszyło. Na samej górze zauważyli, że niedaleko koła idzie Cassie, mieli świetne humory, zaczęli jej machać i krzyczeć. Po chwili ich zauważyła. Mina jej zrzedła, ale odmachała. Zaraz odwrócili wzrok. Cassie chciała odejść i poczekać na ławce, ale dostrzegła znajomą twarz. Jo. Także patrzyła sie na pare w kabinie. Westchnęła i odeszła. Jo popłynęła łza z oka. Miała tego dość, wiedziała, że popełniła błąd, przez który straciła wszelkie szanse na odzyskanie zaufania chłopaka i jego miłości.. Chociaż... Straciła tylko zaufanie, które da rade odbudować. Chciała wyjść z wesołego miasteczka, lecz zobaczyła Cassie. Uśmiechnęła się szyderczo, otarła łzę i podeszła do ławki, na której siedziała samotna dziewczyna. Usiadła obok i wzięła garśc popcornu.
-Co tam, co tak siedzisz? - wsadziła sobie popcorn do ust.
-Nie twój interes.
-Ojej, twój przyjaciel cię zostawił? Smuteczek...
-Ojej, twój chłopak cie zostawił? Smuteczek... - przedrzeźniała Jo Cassie.
-Możliwe. Tyle, że ja na towarzystwo nie narzekam książniczko. A co tutaj masz? - wzięła rękę Cassie i pokazała rany. Blondynka szybko cofnęła rękę.
-Spierdalaj, nie masz własnych problemów?
-Moim problemem jesteś ty i twoja mała przyjaciółka.
-Zazdrosna? Że ktoś inny niż ty jest szczęśliwy?
-Ty nie wyglądasz na szczęśliwą.
-Ale Brenda tak.
-Ona wyjedzie, a on i tak cie nie pokocha.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Bo on nie chce nic więcej. Zgadłam? Rozumiem te rany. - uśmiechnęła się.
-Myślisz, że mam tylko takie problemy? Mylisz sie. Nic o mnie nie wiesz, nie znasz mnie.
-Jus mi dużo opowiedział, wystarczająco.
-Chcesz go tak bardzo? To sobie go bierz, nie jest mnie warty. Za to ciebie tak.
-No i wszystko, miło, że się zgadzamy.
-Niestety z Brendą nie będzie ci tak łatwo. A na pewno ja tego dopilnuje.
-Ta mała dziunia? Przestań mnie rozśmieszać.
-Zawsze dostaje to, czego chce. - spojrzała Jo w oczy. Nagle zauważyli zbliżających się znajomych. Gdy Jus dojrzał Jo serce mu zabiło 2 razy szybciej. Zwolnił kroku. Miał ochotę ją przytulić. Jo zareagowała podobnie, oczy jej się zaszkliły, ale nie okazała tęsknoty. Wstała i podeszła do Brendy.
-Cześć. Jestem Jo.
-Brenda, miło mi. - uśmiechnęła się.
-Jestem byłą dziewczyną Justina, niedawno się rozstaliśmy. I znajomą Cassie, prawda? Justin?
-Tak. Prawda.
Brendy mina wskazywała na małe rozczarowanie.
-Rozumiem. Jedziemy do domu?
-Podwieziesz mnie, Jus? Boje sie iść sama.
-Oczywiście, nie macie nic przeciwko?
Dziewczyny spojrzały na siebie, ale nie odezwały się. Jo poszła z nimi. Usadowiła się na przednim siedzeniu, obok Jus'a. Chłopak ruszył. Kilkanaście minut byli pod dużym domem w bogatej dzielnicy.
-Tu mieszkasz? - spytała z niedowierzaniem Cassie.
-Tak, czemu pytasz? Może wejdziecie?
Justin chciał się zgodzić, połowa jego ciała mówiła tak, lecz połowa wołała nie.
-My musimy wracać. - z zamyśleń wyrwała go Brenda. Jo dała buziaka w policzek Jus'owi. Wyskoczyła z auta i udała się do budynku. Chłopak odwiózł koleżanki i ruszył do siebie. W głowie huczał mu szept Jo. "Czekam...". Zdecydował. Zawrócił i udał się do byłej dziewczyny.


*


Przepraszamy, że tyle musieliście czekać. To się już nie powtórzy! /K&S

środa, 25 września 2013

*12*



*12*



-Justin, stój! Nie chciałam!
-Daj mi spokój! - Jus odwrócił się i powiedział - Z nami koniec. Zapomnij o mnie. I nie zbliżaj sie do mojej siostry.
-Wytłumaczę Ci to!
-Ja rozumiem. Pieniądze. Ale to moja siostra... Nie wiedziałem, że stać cię na coś takiego.  - i odszedł zostawiając płaczącą dziewczynę.
-Ale ja cie kocham!
-To juz jest nieważne.


-Lizzie, musimy pogadać, poważnie.
-Wychodzę. - przeszła obok niego żując gumę.
-Nie, teraz musimy. - złapał ja za rękę i pociągnął.
-Dobra... ale szybko.
-Koniec dostawy.
-O co ci chodzi? -  dziewczyna zmarszczyla brwi.
-Rozstałem się z Jo. Ma sie do ciebie nie zbliżać.
-Ale... Jak to?! Dlaczego?! Co sie stało?!
-Nie będę chodzić z dziewczyną, która sprzedaje narkotyki mojej siostrze. - Lizz otwarła szeroko oczy i zastygła. - Niech wszystko wróci do normy... Tak bardzo bym chciał. Ale to nie zależy ode mnie. To nie ja sprawiam przykrość Azylis. - rzucił Jus i odszedł. Lizzie stała oparta o framuge drzwi. Nie wiedziała co sie właśnie wydarzyło. Zbiegła szybko po schodach, wbiegła do kuchni i przytuliła macochę. Zaczęła płakać.
-Lizzie, co sie stało?! - powiedziała wystraszona Az.
-Przepraszam Cię, za wszystko! To wszystko mnie przerosło! Nie wiem co sie ze mną dzieje! Tak bardzo chciałabym by wszystko było jak przedtem... Nim to sie wydarzyło! Nie chce cie tak traktować! Czuje sie tak podle!
-O czym ty mówisz? Co sie wydarzyło?! Nie mam ci tego za złe! Kocham cię!
-Na imprezie, już dawno... Zostałam zgwałcona i... od tamtego czasu nie radze sobie z niczym... Nie chcialam wam mówić... Nie mów tacie! Prosze! Wszystko jest okej!
-Boże! To straszne! Nic nie wiedzialam! Obiecuje, że nie powiem, ale dlaczego?! Nadal malo rozumiem. Mi mogłaś zaufać! Myślałam, że mamy dobry kontakt... Wiem, że nie zastąpie ci...
-Przestań... Nie chciałam cie urazić. Jesteś najlepsza na świecie, kocham cie mocno! Zapomnij o tych wszystkich złych słowach i przykrościach... Nie chciałam...
Azylis przytuliła do siebie Lizzie jeszcze mocniej, w końcu dziewczyna wykończona płaczem łkała cicho. Az zaprowadziła ją do pokoju i zostawiła tam. Nastolatka położyła się do łóżka i zasnęła. Ciężki dzień.
W tym samym czasie Justin był w drodze do Cassie. Zapukał do drzwi jej domu. Otworzyła mu Ela i wpuściła do środka. Patrzyła na niego z uśmiechem i nieskrywaną sympatią.
-Cassie jest do góry, u siebie.
Justin wszedł po schodach i udał się do pokoju dziewczyny.
-Cześć... Jak się czujesz?
-Hej. Całkiem dobrze, coraz lepiej. A ty?
-Tak sobie. Zerwałem z Jo. - powiedział. Cass podniosła się z łóżka i usiadła.
-Jak to...
-Narkotyki... Dłuższa sprawa. Nie chce cię w to mieszać, masz dosyć swoich kłopotów.
-Tak... W każdym razie na pewno wszystko będzie dobrze.
-Teraz już tak. Przynajmniej powinno.
-Ale jednak chciałabym się dowiedzieć wszystkiego, jeśli mogę.
Chłopak streścił jej wydarzenia z ostatnich dni, zachowania Lizzie, problemy Jo, kradzież i całą reszte.
-Nie wiem co powiedzieć... To okropne.
-Wiem. Wiedziałem od początku w co się mieszam. Nie wiedziałem jednak, że posunie sie tak daleko. Wiedziała, że to moja siostra i robiła to nadal.
-Różni są ludzie... Wiesz, nie przepadam za nia, ale może na naprawdę miała ku temu powody...
-Bronisz jej...?
-Nie! Tylko patrząc na to z boku mogę inaczej to ocenić... Skoro sama bierze, nie ma wyjścia. To jest właśnie uzależnienie. Inaczej musiałaby robić coś innego dla pieniędzy. Chciałbyś tego? Na pewno nie było jej z tym łatwo... Ale była do tego zmuszona...
-Ale mojej siostrze?! Wie, jak ją kocham! To nie są jakieś kapsylki na gardło! Tylko heroina!
-Wiem... Mówie tylko, ze jej też nie jest łatwo... Ale Lizzie ma Ciebie. Ma Brauna i Azylis... A Jo?
-Miała mnie...
-A teraz nie ma nikogo. Ona też ma uczucia, nie jest robotem. Nie wyjdzie sama z nałogu.
-Cassie, namieszałaś mi w głowie, nie wiem już co robić!
-To, co uznasz za słuszne! W szpitalu dużo myślałam, nie patrz na innych... Tylko na siebie!
-Ja wiem! Ale to takie trudne wybrać między nią, a Lizzie.
-Justin! Nikt ci nie każe wybierać!
-Gdybym zaczął pomagać Jo to tak, jakbym zdradził Lizz. A to jej chce pomóc.
-Ona jest mądra... Nie odbierze tego tak. Porozmawiaj z nią...
-Nie wiem, muszę pomyśleć. Dzięki za rozmowę. - Jus pocałował przyjaciółkę w policzek i wyszedł. 
Cassie wiedziała, że sama sobie wbija nóż w serce.

Justin przygotował się na rozmowę z Lizzie. Wszedł po schodach i zapukał do niej. Nie odpowiedziała, więc zajrzał co robi siostra. Spała. A miała wyjść. Zszedł na dół do salonu.
-Cześć Az...
-Nie wiesz co sie dzisiaj stało, Lizzie mnie przeprosiła, wszystko wreszcie staje sie normalne!
Jus ucieszył się, ale zrozumiał, że po części to Jo stwarzała problemy. A na pewno ich dokładała. Westchnął, skinął głową i wrócił do siebie.
Kolejnego dnia w szkole było głosowanie na przewodniczącego szkoły, dla chłopaka nie miało to wiekszego znaczenia. Rozmawiał z Cassie o jesiennym balu, który zbliżał się wielkimi krokami. Niezbyt go to wszystko interesowało, ale przyjaciółka mówiła o przygotowaniach z pasją i zawzięciem. Pomagała w dekoracji sali. Sam nie wiedział jeszcze czy na niego pójdzie, ale stwierdził, ze będzie musiał się poświęcić dla Cass. Nagle podbiegła do nich Steph, przyjaciółka Lizzie.
-Cześć  Cassie, gratuluje! Jak przygotowania do balu?
-Cześć Stephanie! Wszystko idzie tak jak powinno, ale czekaj... Czego mi gratulujesz?
-Wywiesili już liste z kandydatkami na Królową Balu. Jesteś jedną z księżniczek. Masz szanse na wygraną!
-To musi być jakaś pomyłka...
-Nie! Na pewno mój głos masz! - zaśmiała się po czym zwróciła się do Justina. - Możemy porozmawiać?
-Tak, jasne, o co chodzi? - zapytał.
-O Lizz. Jak sie trzyma?
-Właściwie sama ją o to zapytaj.
-Nie rozmawiałam z nią od wielu tygodni.
-Najwyższy czas, idzie tu.
Stephanie odwróciła się szybko i zobaczyła przyjaciółkę, podbiegła do niej i przytuliła ją.
-Widzę, że wszystko z nią w porządku? - zapytała z lekkim uśmiechem Cassie.
-Tak... Powoli w strone światła.
-A co z Jo...?
-Nie rozmawiałem z nią i chyba nie mam zamiaru. Najlepiej będzie, jak o niej zapomne.
-Chcesz tego?
-Wiesz, po tym co zrobiła mojej siostrze...
-Nie pytam o Lizzie. Czy Ty tego chcesz?
-Nie wiem. Nadal mi na niej zależy.
-Więc powiedz jej to.
-Ale co z tego? I tak nic, a nic to nie zmieni. Takie są fakty Cassie. Chce sie dobrze bawić na balu, nie rozmawiajmy o tym więcej.
-Okej, rozumiem. Hej! - klasnęła w dłonie. - Co ty na to, żeby poprawić sobie humor... wesołym miasteczkiem?
-Ej, całkiem niezły pomysł. Dobra, możemy jechać.
-A czy mógłby z nami pojechać ktoś jeszcze?
-Kto taki?
-Przyjechała moja kuzynka, na wymiane. Zostanie u nas jakieś 2 miesiące. Jest naprawdę fajna. Rok młodsza. Będzie mieszkała u mnie. Nikogo nie zna, więc pomyślałam, że może mogłaby...
-Nie ma najmniejszego problemu. Dzisiaj?
-Może być dzisiaj. Uciekam na lekcje, przyjedź po nas o 18. Buziaki!


Kilka minut po 18 Justin zaparkował pod domem Cass. Zadzwonił dzwonkiem i oddalił się od drzwi. 10 minut później wyszły dziewczyny. Cassie z kuzynką. Niższa od Cass, ciemne włosy, ostry, ale nie przesadzony makijaż, piękny uśmiech i zgrabna szczupła sylwetka. Urocza. Nie, śliczna, cudowna.
-Justin, to jest Brenda. Brenda, to Justin.
-Hej, miło mi Cię poznać! - przytuliła Jus'a dziewczyna. - Jesteś przystojniejszy niż Cassie mówiła!
Justinowi spodobała się szczerość Brendy.
-Nie wiedziałem, że moja przyjaciółka ma takie ładne kuzynki! - zażartował. Brenda uśmiechnęła się i usiadła na przednim siedzeniu.
-Jedziemy? - zapytała.
-Tak...
-Zapowiada się super wieczór. - szepnęa do Cass Brenda i posłała Justin'owi uśmiech.


*



Mamy nadzieję, że jest OK. :) Poza tym zapraszamy do Wprowadzenia. Dodałyśmy tam nową bohaterkę. :) Pozdrawiamy i czekamy na wasze komentarze! /K&S

niedziela, 22 września 2013

*11*



*11*



-Przecież Ciebie to i tak nic nie obchodzi... - powiedziała cicho Cassie, wyrwała rękę z uścisku Justina i zniknęła mu z pola widzenia. Wszystko zjebał. Miał wielką ochotę przytulić tę małą, bezbronną dziewczynę. Była mu taka bliska, a teraz wydawalo mu się, że jej w ogóle nie zna, nic o niej nie wie. Uderzył pięścią o drzwi szafki, odwrócił się i wyszedł ze szkoły. Nie wiedział, co wstąpiło w jego przyjaciółke, dlaczego sie okaleczyła? Nie mógł tego tak zostawić. Ale widocznie musiał. Ona nie chce go widzieć. Wyjął telefon i kliknął ikonkę Nowe Wiadomości. Napisze do Jo. Szedł chodnikiem, aż znalazł się za budynkiem szkoły, już miał kliknąć "Wyślij" gdy zauważył Jo z jakąś dziewczyną. Zmarszczył brwi i szybkim krokiem ruszył  w ich stronę. Jo, która była odwrócona do niego twarzą wystraszyła się, gdy zauważyła go. Wyszeptała coś i dziewczyna, która stała z nią uciekła. Jus nie widział jej twarzy. Z pewnością była młodsza.
-Kto to był? Czemu uciekła? - Jus zapytał Jo.
-Jakaś małolata... Nie poznałam cię z daleka, myślałam, że idzie nauczyciel i dowie się co robilyśmy...
-Czyli co...?
-Kupiła trochę ode mnie hery, tak jakby stała klientka. - zaśmiała się.
-Jakoś mnie to nie bawi... Od kiedy sprzedajesz młodszym?
-Od jakiegoś czasu... Właściwie to nie każdemu. Tylko jej, poprosiła mnie o to.
-Nieważne z resztą. Mam zjebany humor.
-Coś się stało? - powiedziała obojętnie, chowając woreczek do torby.
-Cassie wróciła. - Jo spojrzała się na Jus'a po czym wyprostowała się i go przytuliła.
-Co w związku z tym? - powiedziała cicho patrząc sie na jego oczy, nos i usta.
-Miała ślady na rękach...
-Czyżby się buntowała? - Jo uśmiechnęła się słodko.
-Nie mów tak. Już jej nie obchodzę... Urwała kontakt.
-Mhm. - dziewczyna gryzła Jus'a po wargach. - Co ty teraz biedaku zrobisz?
-Jo... Przestań. Nie mam ochoty.
Dziewczyna lekko go pocałowała. Jus mocno ją do siebie przytulił i przygwoździł do muru. Zaczęli się całować.
-Widzę. - zamruczała w międzyczasie. Po chwili chłopak odsunął się od niej.
-Zależy mi na niej, to moja przyjaciółka. - przejechał ręką po włosach.
-To do niej idź, ja pierdole. - dziewczyna podniosła z ziemi torbe i oddaliła się szybkim krokiem.
Jus spojrzał się na nią i zwiesił głowe. Na ten moment to nie było to.


Justin stał pod drzwiami. Nie wiedział czy zadzwonić, czy ktoś otworzy... Wziął głęboki oddech i nacisnął dzwonek. Czekał chwilę, po czym w drzwiach ukazała się Cassie.
-Po co przyszedłeś? - zapytała zimno.
-Porozmawiać. Mogę?- zapytał z nadzieją. Dziewczyna wahała się. Jednak wpuściła chłopaka do środka.
-Jus wszedł do domu i udał się do jej pokoju, w mieszkaniu panowała cisza, nikogo nie było.
-Więc?
-Tęskniłem za Tobą.
-Co w związku z tym? - dziewczyna odwróciła głowę.
-Ty za mną nie?
W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Pytanie zawisło nad Cassie, nie wiedziała co odpowiedzieć. Zdenerwowała się.
-Tęskniłam.
-Domyśliłem się. - posłał w jej strone usmiech.
-Arogancki jesteś. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
-Cassie. Czemu to zrobiłaś? - Jus przysunął się do przyjaciółki i złapał jej ręcę. Przejechał palcem po ranach. Ogarnęła ją fala czułości. Miała ochotę przytulić go, ale wiedziała, że to marne pragnienia. Kilka miesięcy wcześniej zrobiła by to bez wahania. Ale teraz...
-Tak wyszło. - odburknęła. Nagle chłopak ją przytulił, mocno. Cassie przeżyła wielki szok. Nie wiedziała czy odwzajemnić uścisk. Ale tak bardzo tęskniła. Wtuliła się w Jus'a i powiedziała.
-Nie zostawiaj mnie, tak okropnie tęskniłam. Każdego dnia. To był koszmar.
-Nigdy Cie nie zostawie. - głaskał ją po głowie.
-To wszystko jest chore... - szlochała. - Nie wiem już, co mam robić... Co z nami będzie
-Pożyjemy, zobaczymy... Tylko obiecaj, nigdy więcej.
-Obiecuje, przynajmniej... sie postaram...
Stali tak przytuleni kilka minut, nagle do Justina doszedł SMS.
-Poczekaj. - powiedział sprawdzając telefon. To była Azylis. "Nie wiesz co z Lizzie?" odpisał "Nie." i wyłączył telefon. Reszte dnia spędził z dziewczyną.


Justin trzasnął drzwiami wchodząc do domu.
-Jest ktoś? - zawołał zdejmując bluzę. Udał się do kuchni. - Hej Lizz, co tam słychać?
-Nie interesuj się
-O co chodzi...? Spytałem tylko...
-No i chuj Ci do tego!
-Coś jest nie tak, znowu ćpałaś.
-Boże, nasza "rodzina" jest taka popierdolona - zaczęła się śmiać. - A czy wcześniej tego nie robiłam?
-Obiecałaś...
-Obiecanki, cacanki...
-Lizzie. Powiem Braunowi.
-Chuj mnie to boli, wiesz? Co on mi zrobi? Zamknie w pokoju, a sam pójdzie do pracy? Naśle na mnie Azylis, a może ciebie? Nie bądź śmieszny. - zaśmiała się. W tym momencie do kuchni weszla Azylis, uśmiechała się.
-Hej, dzieciaki, co tam słychać?
-Nic szczególnego Az. - odpowiedział Justin.
-A jak tam u Ciebie, Lizz?
-Nie twoja sprawa!
-Lizzie, co w ciebie wstąpiło? Tylko pytam.
-Ale kiedy nie powinnaś się tym w ogóle przejmować?
-Ale sie przejmuje, jestem za ciebie odpowiedzialna!
-Nie jesteś moją matką, nigdy nie będziesz, rozumiesz?! Jesteś beznadziejna, nigdy mi jej nie zastąpisz!  Pogódź się z tym! Nawet nie masz własnych dzieci, mój ojciec cie unika! - wykrzyczała dziewczyna patrząc w oczy macochy. Azylis patrzyła chwilę na Lizzie i wybiegła z kuchni. Jus stał osłupiały. "Jak mogła coś takiego powiedzieć?"
-Lizz... Co ci odbiło...?
-Ona i tak ma nas gdzieś, jest egoistką! Jak ty! Ha... - uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia. Jus przesunął ręką po czole. Miał dosyć siostry. Od kilku tygodni to było nie do wytrzymania. Poszedł za nią i wbiegł do jej pokoju, był pusty. Udał się do łazienki. Ładowała sobie. Jus'a ogarnęła furia. Podbiegł i popchnął siostrę. Wziął od niej strzykawkę oraz wszystko co miała przy sobie. Siostra lezała na podłodze. Zostawił ja tam, a jej "ekwipunek" wyrzucił do pieca. Zaraz jednak przybiegła Lizz.
-Co ty, kurwa, zrobiłeś?! Nie wiesz nawet co! - krzyczała głośno. - Co ja teraz zrobie?!
-Jesteś uzależniona. Musisz z tym skończyć.
Dziewczyna wyjęła telefon i uciekła do siebie. Pół godziny później wyszła z domu. Chłopak zadzwonił do Jo.
"-Cześć, spotkamy się? Najlepiej u mnie.
-Nie ma sprawy, muszę tylko coś załatwić i przyjdę.
-Czekam."


Godzinę później Jus siedział w pokoju z Jo, na dworze zapowiadało się na burze. Wypytywał dziewczyne o narkotyki, zwłaszcza heroine. Wydawała mu się cicha, unikała spojrzeń.
-Jo... Co jest?
-Nic, a co ma być?
-Widzę, że coś nie gra. Stało się...
-Nie, nic! Naprawdę.
-Od kilku dni jesteś taka dziwna. - powiedział przytulając ją od tyłu.
-Wydaje ci sie.
-Nie, raczej nie.
Dziewczyna milczała. Czuła, że już dłużej nie wytrzyma.
-Justin, musimy... się rozstać.
-Co? O czym ty mówisz? Dopiero co odzyskałem jedną osobę, a mam stracić kolejną?
-Tak będzie lepiej. Uwierz...
-Nie, nie będzie. Zależy dla kogo. Co zrobiłem?
-Ty nic, chodzi tu o mnie i... - zamilkła.
-I...? Jest ktoś inny.
-Nie, nie w tym sensie. To dziewczyna.
-Super! Jeszcze lepiej.
Jo zaśmiała się.
-Nie o to chodzi!
-Więc mi wytłumacz.
-Bo... to takie trudne. Chodzi o twoją siostrę. Ale wiedz, że cie bardzo kocham. I będę kochać. Ja po prostu... potrzebuje pieniędzy na narkotyki bardziej niż kiedykolwiek i...
-I?!
-To ja sprzedaje Twojej siostrze heroine... Od początku. Dzisiaj rano... To też była ona.

*


Mam nadzieję, że wam się podoba. Jestem chora i do tego nie mam chęci oraz weny... Musicie mi wybaczyć. Postaram się poprawić w następnych notkach. Poza tym wydaje mi się, że jest dość krótki. No cóż, nie mam humoru.../K.

Zachęcamy do głosowania. /K&S

czwartek, 19 września 2013

*10*



*10*



Jo wyszła z domu Jus'a. Na zewnątrz było chłodno, dało się wyczuć październik. Dostała gęsiej skórki. Było jej cholernie zimno. Nie chciała okłamywać chłopaka. Ogarnął ją nagły smutek. Zależało jej na nim. Wiedziała, że niedługo i tak wszystko się rypnie. Przez nią. I jej ćpanie. Założyła na głowę kaptur. Źle się czuła, chciała to wszystko skończyć.


Justin w tym czasie wszedł do kuchni. Była tam Azylis, płakała. Jego humor automatycznie się zepsuł. Nie lubił patrzeć na macochę w takim stanie. Nie wiedział nawet co się dzieje, skad jej łzy. Kiedy Az go zauważyła szybko otarła oczy i uśmiechnęła się. Udał, że nic nie widział. Było mu głupio. Zapytał ją, kiedy obiad. Próbował być jak najbardziej naturalny i spontaniczny.
-Za pół godziny. - pociągnęła nosem. - Przepraszam, łapie mnie jakieś przeziębienie. - Jej opuchnięte od płaczu oczy zdradzały ją. Jus uśmiechnął się i skinął głową. Chciał udać się do pokoju, ale kobieta go zatrzymała.
-Mógłbyś coś dla mnie zrobić?
-Tak? Co takiego?
-Podwieziesz mnie do szpitala? Kończą mi się leki. Musze jechać do lekarza na wizyte i po recepte.
-No jasne, nie ma sprawy. Kiedy?
-Najlepiej po obiedzie, zanim Braun wróci.
-Dlaczego tak?
-Ostatnio trochę się kłócimy. Wolałabym jechać z kimś innym.
-Unikasz go...
-Tak, można to tak nazwać. - Azylis nawet nie próbowała ukryć faktu, że za wszelką cenę nie chce spotkać Brauna.
-No, nie odmówie przecież. Pojedziemy razem.
-Super. - uśmiechnęła się, chyba pierwszy raz szczerze.
Po obiedzie, Justin i Azylis pojechali do Szpitala św. Piotra. Chłopak zaparkował i wyszedł razem z macochą, trzaskając drzwiami auta.
-A ty dokąd?
-Poczekam za tobą w środku.
Weszli do dużego budynku, gdzie kobieta udała się do recepcji. Pokazała Jus'owi gdzie jest gabinet i zniknęła w jego drzwiach.  Justin rozejrzał się troche po korytarzu i usiadł w końcu w poczekalni. Nagle zauważył znajomą twarz, Ele. Matke Cassie. Wstał i szybkim krokiem poszedł za oddalającą się kobietą. Zaczął biec, może wreszcie dowie się co z jego przyjaciółką?
-A Pan dokąd? To skrzydło wyłącznie dla pacjentów, odwiedzających lub rodziny. Szuka Pan kogoś?
-Nie... Chyba coś mi się przewidziało.
-Może Pan wrócić do poczekalni?
-Tak, już ide. Przepraszam za kłopot.
Pielęgniarka wyglądała nieufnie. Odwróciła się i zniknęła za ścianą. Godzinę później z gabinetu wyszła macocha Justin'a. Wyglądała na odmienioną. Na jej ustach gościł uśmiech. Śladu po łzach nie było widać. W ręku trzymała torebkę i receptę. Wyszli ze szpitala i udali się do domu, najpierw wstępując do apteki po potrzebne rzeczy. Kiedy wrócili chłopak był zmęczony. Miał ochotę położyć się do łóżka i spać. Tak też zrobił.
Obudził się kolejnego dnia.
-Kurwa... - zaklął. Wstał i poszedł wziąć prysznic. W szkole wypadałoby jakoś wyglądać. Może wróci  Cass? Z tą myślą ogarnął siebie, lekcje i pojechał motorem do szkoły. Zawiódł się. Kolejny dzień nie było w szkole przyjaciółki. Dni bez jej uśmiechu wydawały mu się strasznie szare i nudne.


Przez kilka kolejnych dni nic się nie zmieniało. Juz spotykał się z Jo, która także wydawała się smutna i zamknięta w sobie, zdawało mu się, że dziewczyna chce coś przed nim ukryć. Jej twarz wyglądała tak samo, ale spojrzenie gasło. Coraz mniej mówiła i unikała spotkań. Lizzie stawała się agresywna. Azylis nie potrafiąc sobie poradzić z dziewczyną płakała i łykała więcej tabletek niż powinna. Także z Braunem coraz mniej rozmawiała. Ojciec nie przejmował się tym, co działo się w domu. Mimo wszystko macocha wyglądała dobrze. Częściej była w dobrym humorze, zaczęła także wychodzić wieczorami z domu. Próbowała rozmawiać z Lizz, ale bez rezultatów. Dziewczyna odzywkami odbierała jej humor, więc zrezygnowała z prób nawiązania kontaktu. Chociaż nie bardzo jej to pasowało. Bardzo kochała Lizzie.


Justin przeżył szok widząc Cassie w szkole. Szybko do niej podbiegł i przytulił ją. Dziewczyna jednak była zimna. Dużo schudła, nie miała makijażu, była ubrana w golf, a włosy związała w kitkę. Nie wyglądała dobrze. Jus chciał jej oddać całe swoje ciepło, którym kiedyś emitowała ona.
-Gdzieś ty była, Cass?! Byłem u Ciebie, dzwoniłem, pisałem, martwiłem się cholernie!
 -Nic takiego. Wszystko jest w porządku. - odpowiedziała mu oschle. Jus odsunął się i spojrzał jej w oczy.
-Nic takiego? Ty chyba nie wiesz, co mówisz.
-Wiem, doskonale wiem co mówie. - uśmiechnęła się. - Nic, o czym powinieneś wiedzieć się nie wydarzyło.
-O czym powinienem wiedzieć? Nie rozumiem Cię, Cassie, powiedz, gdzie byłaś? Dlaczego nie chodziłaś do szkoły?
-Nie powiem Ci, zapomnij o mnie. Dobrze? - Cass zwiesiła głowe i próbowała odejść. Justin złapał jej ręke, był od niej dużo silniejszy.
-Jak to zapomnij? O czym ty mówisz?! Nic nie rozumiem...
-Normalnie! Nie chce już się z Tobą przyjaźnić. Tylko tyle mam ci do powiedzenia.
-Nie widze sensu! Skąd taka decyzja do chuja!? Zależy mi na Tobie!
-Kurwa, nie denerwuj mnie! Zależy Ci?! Na mnie?! Przecież miałeś mnie w dupie przez ostatnie tygodnie! Zabawiałeś się z Jo! Nie obchodzę Cię! Nie ma już dla mnie miejsca w twoim życiu! Nie chce się czuć, do chuja, jak piąte koło u wozu, rozumiesz?! - ostatnie słowa wykrzyczała, oczy jej się zaszkliły. Justin po usłyszeniu tych słów kompletnie osłupiał. Nie wiedział co wstąpiło w Cass. Ogarnął go strach przed utratą dziewczyny.
-Nie chce cie tracić. Te ostatnie tygodnie były już mega straszne i puste bez ciebie. - powiedział cicho.
-Nie wiesz co ja czuje. Nie bądź egoistą. Daj mi żyć normalnie.
-A nie możesz ze mną?
-Nie. Zrozum, jeżeli chcesz bym była szczęśliwa, zostaw mnie w spokoju. Nie pisz do mnie, nie mów do mnie, nie patrz na mnie, nie mów mi cześć, nie znaj mnie.
-Gadasz głupoty, powiedz, że żartujesz. - Jus szeptał, był załamany.
-Nie, nie żartuje, chce to skończyć. Najwyższy czas. Byłam głupia, ze nie zrobiłam tego wcześniej... Zanim...
-Zanim co? Doszło pomiędzy nami do czegoś?
-Do czegoś? Jesteś beznadziejny. Zostaw mnie już. Wcale nie o to mi chodzi. Nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Z tobą i Jo! - powiedziała, a po policzku popłynęła jej łza. Jus nie wiedział co robić, dziewczyna uciekła. Wpadł w dołek, pobiegł za dziewczyną i desperackim ruchem złapał ją za rękę. Szarpnęła się, a jej rękaw poszedł do góry. Chłopak zauważył ślady na wewnętrznej stronie jej ręki. Blizny, nie do końca zagojone. Nagle wszystko zrozumiał.
-Cassie, coś ty zrobiła...


*



Kolejny, już 10 rozdział za nami. Dużo się wydarzyło, a jeszcze wiecej wydarzy! :) Głosujcie w ankiecie, piszcie na gadu, obserwujcie na Twitterze.
GG -46319932 :) /K&S