*15*
-Znam go. Chodźmy stąd.
-Kto to jest? Boisz sie?
-Załatwiałam mu towar... Pod koniec naszej współpracy oszukałam go, pojebany ćpunek, ale może mieć broń...
-Stare dzieje, daj spokój. - Justin pociągnął dziewczynę za rękę idąc do przodu. Gdy mijali tajemniczego chłopaka, ten dokładnie przyglądał się Jo. Dziewczyna spojrzała w dół.
-Jo? - zapytał chłopak.
-Chodźmy, Jus. - szepnęła dziewczyna, przyśpieszając.
-Czekaj... -złapał ją i nie pozwolił odejść. - Znacie się?
-Tak, byliśmy kiedyś razem. - zawiadomił brunet cały czas zerkajac na Jo.
-Jo? To prawda? - zapytał Jus.
-Taak, ale dawno.
-Co u Ciebie, Jo? Nadal bierzesz? Pewnie Twój kochaś wszystko wie? - zapytał ironicznie.
-Tak, wiem wszystko. Nie martw się. Tak na marginesie, jestem Justin.- wyciągnął ręke.
-Stephen.- kiwnął głową. - Miło mi. Jak tam twoje kradzieże? Co, mała?
-Nie kradnę już, zamknęłam ten rozdział wiele lat temu. - odpowiedziała głośno.
-A jak się zeszliście? - wypytywał dalej chłopak.
-Nie interesuj sie. - Justin zaczął się irytować natarczywością chłopaka.
-Rozmawiam z Jo. - spojrzał mu w Oczy Stephen.
-Jus, mówiłam. Chodźmy stąd. - nalegała Jo.
-Księżniczko, mam do Ciebie sprawę. - przybliżył się do niej dawny znajomy, Justin nie wytrzymał i odepchnął Stephena z całej siły po czym go uderzył. Chłopak zatoczył się i upadł. Po kilku sekundach zerwał się na nogi i rzucił na Justin'a. Zaczęli się szarpać. Jo w swojej szerokiej bluzie i obcisłych spodenkach nie wiedziała co ma robić, zaczęła się powoli odsuwać. W końcu się odwróciła i odbiegła jak najdalej. Wiedziała, że jej przeszłość teraz nie da jej spokoju. Justin nie mógł się dowiedzieć. W tym samym czasie, gdy dziewczyna zostawiła bijących się wrogów Justin uderzył przeciwnika z całej siły. Zmęczony rozejrzał się, ale jego dziewczyny nigdzie nie było. Ruszył powoli w stronę domu.
Justin wszedł do domu i napisał sms'a do Jo. "Wszystko w porządku? Gdzie jesteś?", po kilku chwilach otrzymał odpowiedź "Tak. " Uspokoiło go to trochę i mimo, że nie dostał odpowiedzi na drugą część pytania udał się już spokojniejszy do pokoju. W innej części miasta Jo siedziała w barze, czekając za Stephen'em. Musiała z nim porozmawiać. Dowiedzieć się, czego chce. Zauważyła go w wejściu i powrócił dawny sentyment, jednak zaraz się ulotnił. Czuła tylko nienawiść, nie wiedziała, że po spotkaniu nasili się. Chłopak usiadł obok niej i zaczął temat.
-Chyba niedokładnie mu wszystko o nas powiedziałaś.
-Co z tego?
-Może powinienem mu objaśnić całość? Sens naszego związku?
-Tylko spróbuj.
-Taki mam zamiar. - Stephen wstał, ale Jo szybko go złapała.
-Czego chcesz, co? - zapytała z wrogością.
-Ciebie, ale wiem, że to niemożliwe, ale skoro mam wpływ na twoje życie to na związek z kochasiem też.
-O co ci chodzi? Czego ode mnie oczekujesz?
-Hm. Pomyślmy. - chłopak usiadł ponownie, udawając głębokie zamyślenie. - Gdyby tak Justin się dowiedział, zerwałby, mam rację?
-Tak... - powiedziała cicho Jo patrząc w swojego drinka.
-Ale gdyby nie dowiedział, byłoby wszystko świetnie?
-Raczej. Gdyby nie było ciebie.
-Wychodzę ci z propozycją. Wróc do mnie, a on się nie dowie o twoim sekreciku.
-Nie ma mowy. Nigdy. Zapomnij.
-Okej, wiedziałem, że tak będzie. Mam jechać do niego czy sama mu powiesz?
-Nie chce żeby cokolwiek wiedział. Po co?!
-Czyli mam ja jechać.
-Nie! Dogadajmy się...
-Naprawdę? Pójdziesz na kompromis? - zapytał z sarkazmem.
-Tak. Dla niego zrobię wszystko. Może beze mnie będzie mu lepiej. Ma dosyć zmartwień... Tak by sie wszystko pewnie sypnęło, przynajmniej będzie miał o mnie dobre zdanie.
-Mądra dziewczynka.
-Będę z Tobą, jeżeli mu nic nie powiesz. Ale musisz mi dać czas.
-Ile dokładnie chcesz?
-Starczy tydzień.
-Dobra. Nawet lepiej. Wyjeżdżam na jakiś czas, gdy wrócę będziesz moja.
-Umowa stoi.
-A tak z innej beczki... Jak z twoim nałogiem?
-Nie biorę, dla niego.
-Zobaczymy jak długo. Do zobaczenia za tydzień, kochanie.
Gdy Stephen zniknął Jo poleciały łzy. Wstała i ruszyła biegiem do Justina. Wzięła taksówkę i podała jego adres. 40 min później stała pod jego domem. Zadzwoniła dzwonkiem i czekała. Otworzył jej sam Justin. Rzuciła się na niego z płaczem.
-Mogę u Ciebie nocować? Proszę... Nie chcę być sama.
-Zawsze. - Jus przytulał dziewczynę mocno do siebie.
*
Brak czasu, przepraszamy. / K&S
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz