wtorek, 26 listopada 2013

INFORMACYJNA


 NOTKA 

INFORMACYJNA





Cześć wszystkim. Chciałam wam podziękować za to, że mimo dużych odstępów czasowych między notkami, które do tego są nieco krótsze niż powinny nadal jesteście z nami, dodajecie komentarze, czytacie i nabijacie wyświetlenia naszego bloga. W przerwie świątecznej będzie na pewno więcej czasu, więc będą częściej dodawane notki + na pewno dłuższe. :) Dziękujemy i zachęcamy do zostawienia komentarza, to bardzo motywuje i chętnie je czytamy, odpowiadamy na nie :) Moje GG 46319932. Zawsze możecie napisać z propozycjami itp. :) Po prawej stronie macie także nasze twittery, gdzie zawsze informujemy, gdy dodamy rozdział. Pozdrawiam. /K.

środa, 20 listopada 2013

*15*



*15*



Justin i Jo krążyli po parku, przytulając się i rozmawiając. Na zewnątrz było ciepło, a Jo była w świetnym humorze. Śmiała się z żartów, które opowiadał Jus i pokazywała swoje białe zęby. Z naprzeciwka szedł chłopak, kilka metrów za nimi spacerowało starsze małżeństwo. Jo spojrzała na chłopaka i uśmiech zszedł z jej twarzy, odwróciła głowę w stronę Jus'a i chwyciła go za rękę.
-Znam go. Chodźmy stąd.
-Kto to jest? Boisz sie?
-Załatwiałam mu towar... Pod koniec naszej współpracy oszukałam go, pojebany ćpunek, ale może mieć broń...
-Stare dzieje, daj spokój. - Justin pociągnął dziewczynę za rękę idąc do przodu. Gdy mijali tajemniczego chłopaka, ten dokładnie przyglądał się Jo. Dziewczyna spojrzała w dół.
-Jo? - zapytał chłopak.
-Chodźmy, Jus. - szepnęła dziewczyna, przyśpieszając.
-Czekaj... -złapał ją i nie pozwolił odejść. - Znacie się?
-Tak, byliśmy kiedyś razem. - zawiadomił brunet cały czas zerkajac na Jo.
-Jo? To prawda? - zapytał Jus.
-Taak, ale dawno. 
-Co u Ciebie, Jo? Nadal bierzesz? Pewnie Twój kochaś wszystko wie? - zapytał ironicznie.
-Tak, wiem wszystko. Nie martw się. Tak na marginesie, jestem Justin.- wyciągnął ręke.
-Stephen.- kiwnął głową. - Miło mi. Jak tam twoje kradzieże? Co, mała?
-Nie kradnę już, zamknęłam ten rozdział wiele lat temu. - odpowiedziała głośno.
-A jak się zeszliście? - wypytywał dalej chłopak.
-Nie interesuj sie. - Justin zaczął się irytować natarczywością chłopaka.
-Rozmawiam z Jo. - spojrzał mu w Oczy Stephen.
-Jus, mówiłam. Chodźmy stąd. - nalegała Jo.
-Księżniczko, mam do Ciebie sprawę. - przybliżył się do niej dawny znajomy, Justin nie wytrzymał i odepchnął Stephena z całej siły po czym go uderzył.  Chłopak zatoczył się i upadł. Po kilku sekundach zerwał się na nogi i rzucił na Justin'a. Zaczęli się szarpać. Jo w swojej szerokiej bluzie i obcisłych spodenkach nie wiedziała co ma robić, zaczęła się powoli odsuwać. W końcu się odwróciła i odbiegła jak najdalej. Wiedziała, że jej przeszłość teraz nie da jej spokoju. Justin nie mógł się dowiedzieć. W tym samym czasie, gdy dziewczyna zostawiła bijących się wrogów Justin uderzył przeciwnika z całej siły. Zmęczony rozejrzał się, ale jego dziewczyny nigdzie nie było. Ruszył powoli w stronę domu.




Justin wszedł do domu i napisał sms'a do Jo. "Wszystko w porządku? Gdzie jesteś?", po kilku chwilach otrzymał odpowiedź "Tak. " Uspokoiło go to trochę i mimo, że nie dostał odpowiedzi na drugą część pytania udał się już spokojniejszy do pokoju. W innej części miasta Jo siedziała w barze, czekając za Stephen'em. Musiała z nim porozmawiać. Dowiedzieć się, czego chce. Zauważyła go w wejściu i powrócił dawny sentyment, jednak zaraz się ulotnił. Czuła tylko nienawiść, nie wiedziała, że po spotkaniu nasili się. Chłopak usiadł obok niej i zaczął temat.
-Chyba niedokładnie mu wszystko o nas powiedziałaś.
-Co z tego?
-Może powinienem mu objaśnić całość? Sens naszego związku?
-Tylko spróbuj.
-Taki mam zamiar. - Stephen wstał, ale Jo szybko go złapała.
-Czego chcesz, co? - zapytała z wrogością.
-Ciebie, ale wiem, że to niemożliwe, ale skoro mam wpływ na twoje życie to na związek z kochasiem też.
-O co ci chodzi? Czego ode mnie oczekujesz?
-Hm. Pomyślmy. - chłopak usiadł ponownie, udawając głębokie zamyślenie. - Gdyby tak Justin się dowiedział, zerwałby, mam rację?
-Tak... - powiedziała cicho Jo patrząc w swojego drinka.
-Ale gdyby nie dowiedział, byłoby wszystko świetnie?
-Raczej. Gdyby nie było ciebie. 
-Wychodzę ci z propozycją. Wróc do mnie, a on się nie dowie o twoim sekreciku.
-Nie ma mowy. Nigdy. Zapomnij.
-Okej, wiedziałem, że tak będzie. Mam jechać do niego czy sama mu powiesz?
-Nie chce żeby cokolwiek wiedział. Po co?!
-Czyli mam ja jechać.
-Nie! Dogadajmy się... 
-Naprawdę? Pójdziesz na kompromis? - zapytał z sarkazmem.
-Tak. Dla niego zrobię wszystko. Może beze mnie będzie mu lepiej. Ma dosyć zmartwień... Tak by sie wszystko pewnie sypnęło, przynajmniej będzie miał o mnie dobre zdanie. 
-Mądra dziewczynka.
-Będę z Tobą, jeżeli mu nic nie powiesz. Ale musisz mi dać czas.
-Ile dokładnie chcesz?
-Starczy tydzień.
-Dobra. Nawet lepiej. Wyjeżdżam na jakiś czas, gdy wrócę będziesz moja.
-Umowa stoi.
-A tak z innej beczki... Jak z twoim nałogiem?
-Nie biorę, dla niego.
-Zobaczymy jak długo. Do zobaczenia za tydzień, kochanie.
Gdy Stephen zniknął Jo poleciały łzy. Wstała i ruszyła biegiem do Justina. Wzięła taksówkę i podała jego adres. 40 min później stała pod jego domem. Zadzwoniła dzwonkiem i czekała. Otworzył jej sam Justin. Rzuciła się na niego z płaczem.
-Mogę u Ciebie nocować? Proszę... Nie chcę być sama.
-Zawsze. - Jus przytulał dziewczynę mocno do siebie.


*




Brak czasu, przepraszamy. / K&S

środa, 30 października 2013

*14*




*14*



Justin wysiadł z auta i udał się w stronę domu byłej dziewczyny. Przeszedł kilka kroków po czym się zatrzymał. Nie wiedział, po co właściwie tu jest. Czego pragnie i czego oczekuje? Jo nie może nim tak manipulować. Odwrócił się i chciał wracać do samochodu, lecz coś go powstrzymywało. To, że z nią zerwał i kazał trzymać się z dala od Lizz nic nie zmieniło. Siostra nadal ćpała, a on nie mógł nic na to poradzić. Znalazła kogoś innego. To w końcu Nowy Jork. Wiedział, że Jo żałowała i nie popełni więcej tych samych błędów, ale sama też brała. Jego serce było rozdarte. Była jeszcze Cassie, która nie przepadała za Jo, a jej zdanie było dla Jus'a ważne, to najlepsza przyjaciółka. Poza tym poznał Brendę, uroczą walijkę. Była piękną dziewczyną. Podobała mu sie. Z Lizz kontakt był coraz gorszy, ale to nie zależało od niego... Nic do niej nie docierało. Skończył rozmyślać i spojrzał się w jedno z okien, w którym paliło się światło. Możliwe, że to pokój Jo... Wyjął szybko telefon i napisał SMS'a. "Wyjdziesz na papierosa?". Długo nie musiał czekać, kilka minut później stał już z Jo na dworze i rozmawiali. Była świeżo po kąpieli. Mokre włosy opadające na czoło, twarz naturalnie zarumieniona, lekko mokra bokserka, pod którą na pewno nie było stanika, to Justin zauważył na początku, majtki i bose stopy. Okrywał ją tylko krótki szlafrok. Siedziała na krześle, nogi, idealnie wydepilowane oparła na stoliku. Patrzyła się w dal paląc papierosa i rozmawiając z Jus'em.
-Po co przyjechałeś? - spojrzała mu w oczy, jej twarz nie miała cienia falszywości. Była zdziwiona.
-Sama mi to sugerowałaś w samochodzie.
Dziewczyna odwróciła twarz i zaciągnęła się fajką.
-Po prostu chciałam wzbudzić zazdrość tych dwóch, nie myślałam, że przyjedziesz. Taka gra, rozumiesz.
-Ale po co ci to? Za wszelką cenę chcesz coś sobie udowodnić?
-Nie... Może niekoniecznie sobie.
-Komu w takim razie, Cassie? Wiesz, co do mnie czuła.
-Chyba czuje...
-Nieważne, wiesz o co chodzi.
-Ta, może to ma coś wspólnego ale nie do końca.
-Wytłumacz mi. - zgasił niedopałek w stojącej na stole popielniczce. Oparł łokcie na nogach i spojrzał się na Jo.
-Tęsknie za tobą.
-Nie zmieniaj tematu. - Justin przewrócił oczami i oparł się o krzesło.
-Ale tylko o to chodzi. Chce, żebyśmy znowu byli razem. Nadal cie kocham.
-Zraniłbym tym Cassie...
-Cały czas to robisz?
-Nie!
-Jasne, a flirt z Brendą był jej obojętny... To, że zostawiliście ją samą w wesołym miasteczku...
-Pewnie już o tym nie pamięta, nie znasz jej.
-Nie chce poznawać.
-Jo. Po tym, co się wydarzło... Z Lizzie...
-Zrozumiałam, okej!? Człowiek uczy się na błędach, dostałam nauczkę! - dziewczyna wstała. - Jedź już, jeżeli masz pieprzyć bez sensu.
-Nie chce, uspokój się. To nie jest bez sensu.
-Zapomnij o tym co powiedziałam, chyba będzie lepiej.
-Jo... - Jus wstał i podszedł do dziewczyny. Przytulił ją od tyłu i szepnął na ucho. - Kocham Cię. Nadal. Rozumiesz? Nie chce krzywdzić ludzi, na których mi zależy. W tym ciebie. Ale co ja mam zrobić?
-Przestać myśleć o innych i zacznij o sobie! - odepchnęła go i szybko wbiegła do domu, zostawiając Justin'a samego. Chłopak chwilę się wahał, jednak wrócił do auta i odjechał do domu. Długo myślał nad tym, co powiedziała Jo. Chciał z nią być. Każda jego cząstka jej pragnęła. Jej obecności, jej zapachu, jej śmiechu, jej błysku w oczach. Nie wiedział co ma robić, kogo miał się poradzić?!



We wtorek późnym popołudniem Jus siedział w salonie z Azylis, która oglądała coś w TV. Chłopak nie mógł się skupić, cały czas jego myśli zaprzątała Jo. Chyba zwariował. Westchnął ciężko. Az spojrzała się na niego, wzięła do ręki pilota i wyłączyła telewizor.
-Co jest? Dawno razem nie rozmawialiśmy...
-Mini problemy, nic poważnego.
-Mam się przejmować?
-Raczej nie.
-I tak chce wiedzieć o co chodzi, może pomogę.
-Po prostu mam kryzys w kontaktach towaszyskich...
-Dokładniej?
-Chciałbym z kimś się spotykać, ale boje się, że inni ważni dla mnie ludzie nie będą zadowoleni...
-Jeżeli jesteś dla nich ważny to zrozumieją. Najwyżej się nie odezwą.
-Ale to mogłoby ich zranić.
-Nie dogodzisz wszystkim. Przyjaciele to nie problem do bycia szczęśliwym, Justin.
-Nie tylko przyjaciół może to zranić.
-Cóż, zrób tak, abyś później  nie żałował podjetej decyzji.
Nagle w pokoju rozdźwięczał sygnał SMS. Justin sprawdził telefon, to nie jego. Macocha odblokowała komórkę, jej twarz zastygła po czym rozpromieniła się.
-Przepraszam, musze zadzwonić.
-Jasne...
-Powodzenia.




Justin przemyślał wszystko i zdecydował. Stał w parku i czekał za Jo. Gdy zauważył ją, ruszył w jej kierunku. Stanęli naprzeciw siebie. Jus wyjął zza pleców czerwoną różę. Jo nie wiedziała skąd ta zmiana. Uśmiechnęła się krzywo, podeszłą do chłopaka i dała mu buziaka. Była szczęśliwa.


*



Mamy nadzieję, że pozytywnie po rozdziale? :) /K&S

czwartek, 24 października 2013

*13*



*13*



-Jesteśmy, zbierać się, dziewczyny! - Jus zawiadomił Cass i Brendę.
-Nareszcie! - westchnęła Brenda i wyskoczyła z samochodu. - Ale to wszystko wielkie... U mnie nie ma takich luksusów.
-Tak właściwie to gdzie mieszkasz? - zapytał z uśmiechem Justin, gdy wysiadł z auta.
-Wielka Brytania, dokładniej Walia. - odpowiedziała.
-Zawsze chciałem zwiedzić UK, ale raczej Anglię...
-No to fajnie... - odwróciła głowę i udała się w stronę wejścia do miasteczka. Jus pobiegł za dziewczyną.
-Brenda, do kiedy tu zostajesz?
-Góra 2 miesiące, będziesz tęsknić jak będę musiała wrócić? - mrugnęła do niego. Cassie spojrzała się na kuzynke z grymasem, po czym odwróciła szybko głowe w drugą stronę.
-Jaka pewna siebie! - zaśmiał sie.-Pewnie, już tęsknie.
-Tak ma być! - wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Idziemy już? - szybko zagadnęła Cassie odchodząc kilka kroków.
-Tak, gdzie najpierw?
-Rollercoaster! - zawołała głośno Brenda i pociągnęła Jus'a za rękę.
-Trzy bilety prosze. Stawiam. - zajmować miejsca! - Brenda usiadła, ale Cassie ominęła ja i zajęła miejsce z tyłu. Justin jednak wybrał siodełko obok kuzynki. Cassie zrobiło się przykro. Kolejka ruszyła, słyszała krzyk Brendy i zauważyła, że Justin trzyma ją za rękę. Ogarnęło ją poczucie winy, ten wieczór miał przyjacielowi poprawić humor, a ona wszystko zepsuje. Musi się ogarnąć. Kilka minut później rollercoaster się zatrzymał.
-Jezu, ale było zajebiście! - powiedziała z entuzjazmem brunetka.
-Też tak sądzę. -uśmiechnęła się delikatnie Cassie. -Chcecie popcorn?
-Chętnie.
-No to zaczekajcie chwilkę.
Gdy Cassandra oddaliła się na odległość kilku metrów Brenda zaproponowała Jus'owi, by poszli na młyńskie koło.
-Ale...
-Zdążymy wrócić, no chodź! Proszę, dla mniee!
-No dobra, ale szybko.
-Jesteś świetny! - cmoknęła go w policzek. Ruszyli w stronę koła. Nie mieli pojęcia, że ktoś ważny ich zobaczył. Blond włosy i zgrabna sylwetka ruszyły powoli za nimi. Kupili bilety, wsiedli do jednej z kabiny i po chwili koło ruszyło. Na samej górze zauważyli, że niedaleko koła idzie Cassie, mieli świetne humory, zaczęli jej machać i krzyczeć. Po chwili ich zauważyła. Mina jej zrzedła, ale odmachała. Zaraz odwrócili wzrok. Cassie chciała odejść i poczekać na ławce, ale dostrzegła znajomą twarz. Jo. Także patrzyła sie na pare w kabinie. Westchnęła i odeszła. Jo popłynęła łza z oka. Miała tego dość, wiedziała, że popełniła błąd, przez który straciła wszelkie szanse na odzyskanie zaufania chłopaka i jego miłości.. Chociaż... Straciła tylko zaufanie, które da rade odbudować. Chciała wyjść z wesołego miasteczka, lecz zobaczyła Cassie. Uśmiechnęła się szyderczo, otarła łzę i podeszła do ławki, na której siedziała samotna dziewczyna. Usiadła obok i wzięła garśc popcornu.
-Co tam, co tak siedzisz? - wsadziła sobie popcorn do ust.
-Nie twój interes.
-Ojej, twój przyjaciel cię zostawił? Smuteczek...
-Ojej, twój chłopak cie zostawił? Smuteczek... - przedrzeźniała Jo Cassie.
-Możliwe. Tyle, że ja na towarzystwo nie narzekam książniczko. A co tutaj masz? - wzięła rękę Cassie i pokazała rany. Blondynka szybko cofnęła rękę.
-Spierdalaj, nie masz własnych problemów?
-Moim problemem jesteś ty i twoja mała przyjaciółka.
-Zazdrosna? Że ktoś inny niż ty jest szczęśliwy?
-Ty nie wyglądasz na szczęśliwą.
-Ale Brenda tak.
-Ona wyjedzie, a on i tak cie nie pokocha.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Bo on nie chce nic więcej. Zgadłam? Rozumiem te rany. - uśmiechnęła się.
-Myślisz, że mam tylko takie problemy? Mylisz sie. Nic o mnie nie wiesz, nie znasz mnie.
-Jus mi dużo opowiedział, wystarczająco.
-Chcesz go tak bardzo? To sobie go bierz, nie jest mnie warty. Za to ciebie tak.
-No i wszystko, miło, że się zgadzamy.
-Niestety z Brendą nie będzie ci tak łatwo. A na pewno ja tego dopilnuje.
-Ta mała dziunia? Przestań mnie rozśmieszać.
-Zawsze dostaje to, czego chce. - spojrzała Jo w oczy. Nagle zauważyli zbliżających się znajomych. Gdy Jus dojrzał Jo serce mu zabiło 2 razy szybciej. Zwolnił kroku. Miał ochotę ją przytulić. Jo zareagowała podobnie, oczy jej się zaszkliły, ale nie okazała tęsknoty. Wstała i podeszła do Brendy.
-Cześć. Jestem Jo.
-Brenda, miło mi. - uśmiechnęła się.
-Jestem byłą dziewczyną Justina, niedawno się rozstaliśmy. I znajomą Cassie, prawda? Justin?
-Tak. Prawda.
Brendy mina wskazywała na małe rozczarowanie.
-Rozumiem. Jedziemy do domu?
-Podwieziesz mnie, Jus? Boje sie iść sama.
-Oczywiście, nie macie nic przeciwko?
Dziewczyny spojrzały na siebie, ale nie odezwały się. Jo poszła z nimi. Usadowiła się na przednim siedzeniu, obok Jus'a. Chłopak ruszył. Kilkanaście minut byli pod dużym domem w bogatej dzielnicy.
-Tu mieszkasz? - spytała z niedowierzaniem Cassie.
-Tak, czemu pytasz? Może wejdziecie?
Justin chciał się zgodzić, połowa jego ciała mówiła tak, lecz połowa wołała nie.
-My musimy wracać. - z zamyśleń wyrwała go Brenda. Jo dała buziaka w policzek Jus'owi. Wyskoczyła z auta i udała się do budynku. Chłopak odwiózł koleżanki i ruszył do siebie. W głowie huczał mu szept Jo. "Czekam...". Zdecydował. Zawrócił i udał się do byłej dziewczyny.


*


Przepraszamy, że tyle musieliście czekać. To się już nie powtórzy! /K&S

środa, 25 września 2013

*12*



*12*



-Justin, stój! Nie chciałam!
-Daj mi spokój! - Jus odwrócił się i powiedział - Z nami koniec. Zapomnij o mnie. I nie zbliżaj sie do mojej siostry.
-Wytłumaczę Ci to!
-Ja rozumiem. Pieniądze. Ale to moja siostra... Nie wiedziałem, że stać cię na coś takiego.  - i odszedł zostawiając płaczącą dziewczynę.
-Ale ja cie kocham!
-To juz jest nieważne.


-Lizzie, musimy pogadać, poważnie.
-Wychodzę. - przeszła obok niego żując gumę.
-Nie, teraz musimy. - złapał ja za rękę i pociągnął.
-Dobra... ale szybko.
-Koniec dostawy.
-O co ci chodzi? -  dziewczyna zmarszczyla brwi.
-Rozstałem się z Jo. Ma sie do ciebie nie zbliżać.
-Ale... Jak to?! Dlaczego?! Co sie stało?!
-Nie będę chodzić z dziewczyną, która sprzedaje narkotyki mojej siostrze. - Lizz otwarła szeroko oczy i zastygła. - Niech wszystko wróci do normy... Tak bardzo bym chciał. Ale to nie zależy ode mnie. To nie ja sprawiam przykrość Azylis. - rzucił Jus i odszedł. Lizzie stała oparta o framuge drzwi. Nie wiedziała co sie właśnie wydarzyło. Zbiegła szybko po schodach, wbiegła do kuchni i przytuliła macochę. Zaczęła płakać.
-Lizzie, co sie stało?! - powiedziała wystraszona Az.
-Przepraszam Cię, za wszystko! To wszystko mnie przerosło! Nie wiem co sie ze mną dzieje! Tak bardzo chciałabym by wszystko było jak przedtem... Nim to sie wydarzyło! Nie chce cie tak traktować! Czuje sie tak podle!
-O czym ty mówisz? Co sie wydarzyło?! Nie mam ci tego za złe! Kocham cię!
-Na imprezie, już dawno... Zostałam zgwałcona i... od tamtego czasu nie radze sobie z niczym... Nie chcialam wam mówić... Nie mów tacie! Prosze! Wszystko jest okej!
-Boże! To straszne! Nic nie wiedzialam! Obiecuje, że nie powiem, ale dlaczego?! Nadal malo rozumiem. Mi mogłaś zaufać! Myślałam, że mamy dobry kontakt... Wiem, że nie zastąpie ci...
-Przestań... Nie chciałam cie urazić. Jesteś najlepsza na świecie, kocham cie mocno! Zapomnij o tych wszystkich złych słowach i przykrościach... Nie chciałam...
Azylis przytuliła do siebie Lizzie jeszcze mocniej, w końcu dziewczyna wykończona płaczem łkała cicho. Az zaprowadziła ją do pokoju i zostawiła tam. Nastolatka położyła się do łóżka i zasnęła. Ciężki dzień.
W tym samym czasie Justin był w drodze do Cassie. Zapukał do drzwi jej domu. Otworzyła mu Ela i wpuściła do środka. Patrzyła na niego z uśmiechem i nieskrywaną sympatią.
-Cassie jest do góry, u siebie.
Justin wszedł po schodach i udał się do pokoju dziewczyny.
-Cześć... Jak się czujesz?
-Hej. Całkiem dobrze, coraz lepiej. A ty?
-Tak sobie. Zerwałem z Jo. - powiedział. Cass podniosła się z łóżka i usiadła.
-Jak to...
-Narkotyki... Dłuższa sprawa. Nie chce cię w to mieszać, masz dosyć swoich kłopotów.
-Tak... W każdym razie na pewno wszystko będzie dobrze.
-Teraz już tak. Przynajmniej powinno.
-Ale jednak chciałabym się dowiedzieć wszystkiego, jeśli mogę.
Chłopak streścił jej wydarzenia z ostatnich dni, zachowania Lizzie, problemy Jo, kradzież i całą reszte.
-Nie wiem co powiedzieć... To okropne.
-Wiem. Wiedziałem od początku w co się mieszam. Nie wiedziałem jednak, że posunie sie tak daleko. Wiedziała, że to moja siostra i robiła to nadal.
-Różni są ludzie... Wiesz, nie przepadam za nia, ale może na naprawdę miała ku temu powody...
-Bronisz jej...?
-Nie! Tylko patrząc na to z boku mogę inaczej to ocenić... Skoro sama bierze, nie ma wyjścia. To jest właśnie uzależnienie. Inaczej musiałaby robić coś innego dla pieniędzy. Chciałbyś tego? Na pewno nie było jej z tym łatwo... Ale była do tego zmuszona...
-Ale mojej siostrze?! Wie, jak ją kocham! To nie są jakieś kapsylki na gardło! Tylko heroina!
-Wiem... Mówie tylko, ze jej też nie jest łatwo... Ale Lizzie ma Ciebie. Ma Brauna i Azylis... A Jo?
-Miała mnie...
-A teraz nie ma nikogo. Ona też ma uczucia, nie jest robotem. Nie wyjdzie sama z nałogu.
-Cassie, namieszałaś mi w głowie, nie wiem już co robić!
-To, co uznasz za słuszne! W szpitalu dużo myślałam, nie patrz na innych... Tylko na siebie!
-Ja wiem! Ale to takie trudne wybrać między nią, a Lizzie.
-Justin! Nikt ci nie każe wybierać!
-Gdybym zaczął pomagać Jo to tak, jakbym zdradził Lizz. A to jej chce pomóc.
-Ona jest mądra... Nie odbierze tego tak. Porozmawiaj z nią...
-Nie wiem, muszę pomyśleć. Dzięki za rozmowę. - Jus pocałował przyjaciółkę w policzek i wyszedł. 
Cassie wiedziała, że sama sobie wbija nóż w serce.

Justin przygotował się na rozmowę z Lizzie. Wszedł po schodach i zapukał do niej. Nie odpowiedziała, więc zajrzał co robi siostra. Spała. A miała wyjść. Zszedł na dół do salonu.
-Cześć Az...
-Nie wiesz co sie dzisiaj stało, Lizzie mnie przeprosiła, wszystko wreszcie staje sie normalne!
Jus ucieszył się, ale zrozumiał, że po części to Jo stwarzała problemy. A na pewno ich dokładała. Westchnął, skinął głową i wrócił do siebie.
Kolejnego dnia w szkole było głosowanie na przewodniczącego szkoły, dla chłopaka nie miało to wiekszego znaczenia. Rozmawiał z Cassie o jesiennym balu, który zbliżał się wielkimi krokami. Niezbyt go to wszystko interesowało, ale przyjaciółka mówiła o przygotowaniach z pasją i zawzięciem. Pomagała w dekoracji sali. Sam nie wiedział jeszcze czy na niego pójdzie, ale stwierdził, ze będzie musiał się poświęcić dla Cass. Nagle podbiegła do nich Steph, przyjaciółka Lizzie.
-Cześć  Cassie, gratuluje! Jak przygotowania do balu?
-Cześć Stephanie! Wszystko idzie tak jak powinno, ale czekaj... Czego mi gratulujesz?
-Wywiesili już liste z kandydatkami na Królową Balu. Jesteś jedną z księżniczek. Masz szanse na wygraną!
-To musi być jakaś pomyłka...
-Nie! Na pewno mój głos masz! - zaśmiała się po czym zwróciła się do Justina. - Możemy porozmawiać?
-Tak, jasne, o co chodzi? - zapytał.
-O Lizz. Jak sie trzyma?
-Właściwie sama ją o to zapytaj.
-Nie rozmawiałam z nią od wielu tygodni.
-Najwyższy czas, idzie tu.
Stephanie odwróciła się szybko i zobaczyła przyjaciółkę, podbiegła do niej i przytuliła ją.
-Widzę, że wszystko z nią w porządku? - zapytała z lekkim uśmiechem Cassie.
-Tak... Powoli w strone światła.
-A co z Jo...?
-Nie rozmawiałem z nią i chyba nie mam zamiaru. Najlepiej będzie, jak o niej zapomne.
-Chcesz tego?
-Wiesz, po tym co zrobiła mojej siostrze...
-Nie pytam o Lizzie. Czy Ty tego chcesz?
-Nie wiem. Nadal mi na niej zależy.
-Więc powiedz jej to.
-Ale co z tego? I tak nic, a nic to nie zmieni. Takie są fakty Cassie. Chce sie dobrze bawić na balu, nie rozmawiajmy o tym więcej.
-Okej, rozumiem. Hej! - klasnęła w dłonie. - Co ty na to, żeby poprawić sobie humor... wesołym miasteczkiem?
-Ej, całkiem niezły pomysł. Dobra, możemy jechać.
-A czy mógłby z nami pojechać ktoś jeszcze?
-Kto taki?
-Przyjechała moja kuzynka, na wymiane. Zostanie u nas jakieś 2 miesiące. Jest naprawdę fajna. Rok młodsza. Będzie mieszkała u mnie. Nikogo nie zna, więc pomyślałam, że może mogłaby...
-Nie ma najmniejszego problemu. Dzisiaj?
-Może być dzisiaj. Uciekam na lekcje, przyjedź po nas o 18. Buziaki!


Kilka minut po 18 Justin zaparkował pod domem Cass. Zadzwonił dzwonkiem i oddalił się od drzwi. 10 minut później wyszły dziewczyny. Cassie z kuzynką. Niższa od Cass, ciemne włosy, ostry, ale nie przesadzony makijaż, piękny uśmiech i zgrabna szczupła sylwetka. Urocza. Nie, śliczna, cudowna.
-Justin, to jest Brenda. Brenda, to Justin.
-Hej, miło mi Cię poznać! - przytuliła Jus'a dziewczyna. - Jesteś przystojniejszy niż Cassie mówiła!
Justinowi spodobała się szczerość Brendy.
-Nie wiedziałem, że moja przyjaciółka ma takie ładne kuzynki! - zażartował. Brenda uśmiechnęła się i usiadła na przednim siedzeniu.
-Jedziemy? - zapytała.
-Tak...
-Zapowiada się super wieczór. - szepnęa do Cass Brenda i posłała Justin'owi uśmiech.


*



Mamy nadzieję, że jest OK. :) Poza tym zapraszamy do Wprowadzenia. Dodałyśmy tam nową bohaterkę. :) Pozdrawiamy i czekamy na wasze komentarze! /K&S

niedziela, 22 września 2013

*11*



*11*



-Przecież Ciebie to i tak nic nie obchodzi... - powiedziała cicho Cassie, wyrwała rękę z uścisku Justina i zniknęła mu z pola widzenia. Wszystko zjebał. Miał wielką ochotę przytulić tę małą, bezbronną dziewczynę. Była mu taka bliska, a teraz wydawalo mu się, że jej w ogóle nie zna, nic o niej nie wie. Uderzył pięścią o drzwi szafki, odwrócił się i wyszedł ze szkoły. Nie wiedział, co wstąpiło w jego przyjaciółke, dlaczego sie okaleczyła? Nie mógł tego tak zostawić. Ale widocznie musiał. Ona nie chce go widzieć. Wyjął telefon i kliknął ikonkę Nowe Wiadomości. Napisze do Jo. Szedł chodnikiem, aż znalazł się za budynkiem szkoły, już miał kliknąć "Wyślij" gdy zauważył Jo z jakąś dziewczyną. Zmarszczył brwi i szybkim krokiem ruszył  w ich stronę. Jo, która była odwrócona do niego twarzą wystraszyła się, gdy zauważyła go. Wyszeptała coś i dziewczyna, która stała z nią uciekła. Jus nie widział jej twarzy. Z pewnością była młodsza.
-Kto to był? Czemu uciekła? - Jus zapytał Jo.
-Jakaś małolata... Nie poznałam cię z daleka, myślałam, że idzie nauczyciel i dowie się co robilyśmy...
-Czyli co...?
-Kupiła trochę ode mnie hery, tak jakby stała klientka. - zaśmiała się.
-Jakoś mnie to nie bawi... Od kiedy sprzedajesz młodszym?
-Od jakiegoś czasu... Właściwie to nie każdemu. Tylko jej, poprosiła mnie o to.
-Nieważne z resztą. Mam zjebany humor.
-Coś się stało? - powiedziała obojętnie, chowając woreczek do torby.
-Cassie wróciła. - Jo spojrzała się na Jus'a po czym wyprostowała się i go przytuliła.
-Co w związku z tym? - powiedziała cicho patrząc sie na jego oczy, nos i usta.
-Miała ślady na rękach...
-Czyżby się buntowała? - Jo uśmiechnęła się słodko.
-Nie mów tak. Już jej nie obchodzę... Urwała kontakt.
-Mhm. - dziewczyna gryzła Jus'a po wargach. - Co ty teraz biedaku zrobisz?
-Jo... Przestań. Nie mam ochoty.
Dziewczyna lekko go pocałowała. Jus mocno ją do siebie przytulił i przygwoździł do muru. Zaczęli się całować.
-Widzę. - zamruczała w międzyczasie. Po chwili chłopak odsunął się od niej.
-Zależy mi na niej, to moja przyjaciółka. - przejechał ręką po włosach.
-To do niej idź, ja pierdole. - dziewczyna podniosła z ziemi torbe i oddaliła się szybkim krokiem.
Jus spojrzał się na nią i zwiesił głowe. Na ten moment to nie było to.


Justin stał pod drzwiami. Nie wiedział czy zadzwonić, czy ktoś otworzy... Wziął głęboki oddech i nacisnął dzwonek. Czekał chwilę, po czym w drzwiach ukazała się Cassie.
-Po co przyszedłeś? - zapytała zimno.
-Porozmawiać. Mogę?- zapytał z nadzieją. Dziewczyna wahała się. Jednak wpuściła chłopaka do środka.
-Jus wszedł do domu i udał się do jej pokoju, w mieszkaniu panowała cisza, nikogo nie było.
-Więc?
-Tęskniłem za Tobą.
-Co w związku z tym? - dziewczyna odwróciła głowę.
-Ty za mną nie?
W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Pytanie zawisło nad Cassie, nie wiedziała co odpowiedzieć. Zdenerwowała się.
-Tęskniłam.
-Domyśliłem się. - posłał w jej strone usmiech.
-Arogancki jesteś. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
-Cassie. Czemu to zrobiłaś? - Jus przysunął się do przyjaciółki i złapał jej ręcę. Przejechał palcem po ranach. Ogarnęła ją fala czułości. Miała ochotę przytulić go, ale wiedziała, że to marne pragnienia. Kilka miesięcy wcześniej zrobiła by to bez wahania. Ale teraz...
-Tak wyszło. - odburknęła. Nagle chłopak ją przytulił, mocno. Cassie przeżyła wielki szok. Nie wiedziała czy odwzajemnić uścisk. Ale tak bardzo tęskniła. Wtuliła się w Jus'a i powiedziała.
-Nie zostawiaj mnie, tak okropnie tęskniłam. Każdego dnia. To był koszmar.
-Nigdy Cie nie zostawie. - głaskał ją po głowie.
-To wszystko jest chore... - szlochała. - Nie wiem już, co mam robić... Co z nami będzie
-Pożyjemy, zobaczymy... Tylko obiecaj, nigdy więcej.
-Obiecuje, przynajmniej... sie postaram...
Stali tak przytuleni kilka minut, nagle do Justina doszedł SMS.
-Poczekaj. - powiedział sprawdzając telefon. To była Azylis. "Nie wiesz co z Lizzie?" odpisał "Nie." i wyłączył telefon. Reszte dnia spędził z dziewczyną.


Justin trzasnął drzwiami wchodząc do domu.
-Jest ktoś? - zawołał zdejmując bluzę. Udał się do kuchni. - Hej Lizz, co tam słychać?
-Nie interesuj się
-O co chodzi...? Spytałem tylko...
-No i chuj Ci do tego!
-Coś jest nie tak, znowu ćpałaś.
-Boże, nasza "rodzina" jest taka popierdolona - zaczęła się śmiać. - A czy wcześniej tego nie robiłam?
-Obiecałaś...
-Obiecanki, cacanki...
-Lizzie. Powiem Braunowi.
-Chuj mnie to boli, wiesz? Co on mi zrobi? Zamknie w pokoju, a sam pójdzie do pracy? Naśle na mnie Azylis, a może ciebie? Nie bądź śmieszny. - zaśmiała się. W tym momencie do kuchni weszla Azylis, uśmiechała się.
-Hej, dzieciaki, co tam słychać?
-Nic szczególnego Az. - odpowiedział Justin.
-A jak tam u Ciebie, Lizz?
-Nie twoja sprawa!
-Lizzie, co w ciebie wstąpiło? Tylko pytam.
-Ale kiedy nie powinnaś się tym w ogóle przejmować?
-Ale sie przejmuje, jestem za ciebie odpowiedzialna!
-Nie jesteś moją matką, nigdy nie będziesz, rozumiesz?! Jesteś beznadziejna, nigdy mi jej nie zastąpisz!  Pogódź się z tym! Nawet nie masz własnych dzieci, mój ojciec cie unika! - wykrzyczała dziewczyna patrząc w oczy macochy. Azylis patrzyła chwilę na Lizzie i wybiegła z kuchni. Jus stał osłupiały. "Jak mogła coś takiego powiedzieć?"
-Lizz... Co ci odbiło...?
-Ona i tak ma nas gdzieś, jest egoistką! Jak ty! Ha... - uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia. Jus przesunął ręką po czole. Miał dosyć siostry. Od kilku tygodni to było nie do wytrzymania. Poszedł za nią i wbiegł do jej pokoju, był pusty. Udał się do łazienki. Ładowała sobie. Jus'a ogarnęła furia. Podbiegł i popchnął siostrę. Wziął od niej strzykawkę oraz wszystko co miała przy sobie. Siostra lezała na podłodze. Zostawił ja tam, a jej "ekwipunek" wyrzucił do pieca. Zaraz jednak przybiegła Lizz.
-Co ty, kurwa, zrobiłeś?! Nie wiesz nawet co! - krzyczała głośno. - Co ja teraz zrobie?!
-Jesteś uzależniona. Musisz z tym skończyć.
Dziewczyna wyjęła telefon i uciekła do siebie. Pół godziny później wyszła z domu. Chłopak zadzwonił do Jo.
"-Cześć, spotkamy się? Najlepiej u mnie.
-Nie ma sprawy, muszę tylko coś załatwić i przyjdę.
-Czekam."


Godzinę później Jus siedział w pokoju z Jo, na dworze zapowiadało się na burze. Wypytywał dziewczyne o narkotyki, zwłaszcza heroine. Wydawała mu się cicha, unikała spojrzeń.
-Jo... Co jest?
-Nic, a co ma być?
-Widzę, że coś nie gra. Stało się...
-Nie, nic! Naprawdę.
-Od kilku dni jesteś taka dziwna. - powiedział przytulając ją od tyłu.
-Wydaje ci sie.
-Nie, raczej nie.
Dziewczyna milczała. Czuła, że już dłużej nie wytrzyma.
-Justin, musimy... się rozstać.
-Co? O czym ty mówisz? Dopiero co odzyskałem jedną osobę, a mam stracić kolejną?
-Tak będzie lepiej. Uwierz...
-Nie, nie będzie. Zależy dla kogo. Co zrobiłem?
-Ty nic, chodzi tu o mnie i... - zamilkła.
-I...? Jest ktoś inny.
-Nie, nie w tym sensie. To dziewczyna.
-Super! Jeszcze lepiej.
Jo zaśmiała się.
-Nie o to chodzi!
-Więc mi wytłumacz.
-Bo... to takie trudne. Chodzi o twoją siostrę. Ale wiedz, że cie bardzo kocham. I będę kochać. Ja po prostu... potrzebuje pieniędzy na narkotyki bardziej niż kiedykolwiek i...
-I?!
-To ja sprzedaje Twojej siostrze heroine... Od początku. Dzisiaj rano... To też była ona.

*


Mam nadzieję, że wam się podoba. Jestem chora i do tego nie mam chęci oraz weny... Musicie mi wybaczyć. Postaram się poprawić w następnych notkach. Poza tym wydaje mi się, że jest dość krótki. No cóż, nie mam humoru.../K.

Zachęcamy do głosowania. /K&S

czwartek, 19 września 2013

*10*



*10*



Jo wyszła z domu Jus'a. Na zewnątrz było chłodno, dało się wyczuć październik. Dostała gęsiej skórki. Było jej cholernie zimno. Nie chciała okłamywać chłopaka. Ogarnął ją nagły smutek. Zależało jej na nim. Wiedziała, że niedługo i tak wszystko się rypnie. Przez nią. I jej ćpanie. Założyła na głowę kaptur. Źle się czuła, chciała to wszystko skończyć.


Justin w tym czasie wszedł do kuchni. Była tam Azylis, płakała. Jego humor automatycznie się zepsuł. Nie lubił patrzeć na macochę w takim stanie. Nie wiedział nawet co się dzieje, skad jej łzy. Kiedy Az go zauważyła szybko otarła oczy i uśmiechnęła się. Udał, że nic nie widział. Było mu głupio. Zapytał ją, kiedy obiad. Próbował być jak najbardziej naturalny i spontaniczny.
-Za pół godziny. - pociągnęła nosem. - Przepraszam, łapie mnie jakieś przeziębienie. - Jej opuchnięte od płaczu oczy zdradzały ją. Jus uśmiechnął się i skinął głową. Chciał udać się do pokoju, ale kobieta go zatrzymała.
-Mógłbyś coś dla mnie zrobić?
-Tak? Co takiego?
-Podwieziesz mnie do szpitala? Kończą mi się leki. Musze jechać do lekarza na wizyte i po recepte.
-No jasne, nie ma sprawy. Kiedy?
-Najlepiej po obiedzie, zanim Braun wróci.
-Dlaczego tak?
-Ostatnio trochę się kłócimy. Wolałabym jechać z kimś innym.
-Unikasz go...
-Tak, można to tak nazwać. - Azylis nawet nie próbowała ukryć faktu, że za wszelką cenę nie chce spotkać Brauna.
-No, nie odmówie przecież. Pojedziemy razem.
-Super. - uśmiechnęła się, chyba pierwszy raz szczerze.
Po obiedzie, Justin i Azylis pojechali do Szpitala św. Piotra. Chłopak zaparkował i wyszedł razem z macochą, trzaskając drzwiami auta.
-A ty dokąd?
-Poczekam za tobą w środku.
Weszli do dużego budynku, gdzie kobieta udała się do recepcji. Pokazała Jus'owi gdzie jest gabinet i zniknęła w jego drzwiach.  Justin rozejrzał się troche po korytarzu i usiadł w końcu w poczekalni. Nagle zauważył znajomą twarz, Ele. Matke Cassie. Wstał i szybkim krokiem poszedł za oddalającą się kobietą. Zaczął biec, może wreszcie dowie się co z jego przyjaciółką?
-A Pan dokąd? To skrzydło wyłącznie dla pacjentów, odwiedzających lub rodziny. Szuka Pan kogoś?
-Nie... Chyba coś mi się przewidziało.
-Może Pan wrócić do poczekalni?
-Tak, już ide. Przepraszam za kłopot.
Pielęgniarka wyglądała nieufnie. Odwróciła się i zniknęła za ścianą. Godzinę później z gabinetu wyszła macocha Justin'a. Wyglądała na odmienioną. Na jej ustach gościł uśmiech. Śladu po łzach nie było widać. W ręku trzymała torebkę i receptę. Wyszli ze szpitala i udali się do domu, najpierw wstępując do apteki po potrzebne rzeczy. Kiedy wrócili chłopak był zmęczony. Miał ochotę położyć się do łóżka i spać. Tak też zrobił.
Obudził się kolejnego dnia.
-Kurwa... - zaklął. Wstał i poszedł wziąć prysznic. W szkole wypadałoby jakoś wyglądać. Może wróci  Cass? Z tą myślą ogarnął siebie, lekcje i pojechał motorem do szkoły. Zawiódł się. Kolejny dzień nie było w szkole przyjaciółki. Dni bez jej uśmiechu wydawały mu się strasznie szare i nudne.


Przez kilka kolejnych dni nic się nie zmieniało. Juz spotykał się z Jo, która także wydawała się smutna i zamknięta w sobie, zdawało mu się, że dziewczyna chce coś przed nim ukryć. Jej twarz wyglądała tak samo, ale spojrzenie gasło. Coraz mniej mówiła i unikała spotkań. Lizzie stawała się agresywna. Azylis nie potrafiąc sobie poradzić z dziewczyną płakała i łykała więcej tabletek niż powinna. Także z Braunem coraz mniej rozmawiała. Ojciec nie przejmował się tym, co działo się w domu. Mimo wszystko macocha wyglądała dobrze. Częściej była w dobrym humorze, zaczęła także wychodzić wieczorami z domu. Próbowała rozmawiać z Lizz, ale bez rezultatów. Dziewczyna odzywkami odbierała jej humor, więc zrezygnowała z prób nawiązania kontaktu. Chociaż nie bardzo jej to pasowało. Bardzo kochała Lizzie.


Justin przeżył szok widząc Cassie w szkole. Szybko do niej podbiegł i przytulił ją. Dziewczyna jednak była zimna. Dużo schudła, nie miała makijażu, była ubrana w golf, a włosy związała w kitkę. Nie wyglądała dobrze. Jus chciał jej oddać całe swoje ciepło, którym kiedyś emitowała ona.
-Gdzieś ty była, Cass?! Byłem u Ciebie, dzwoniłem, pisałem, martwiłem się cholernie!
 -Nic takiego. Wszystko jest w porządku. - odpowiedziała mu oschle. Jus odsunął się i spojrzał jej w oczy.
-Nic takiego? Ty chyba nie wiesz, co mówisz.
-Wiem, doskonale wiem co mówie. - uśmiechnęła się. - Nic, o czym powinieneś wiedzieć się nie wydarzyło.
-O czym powinienem wiedzieć? Nie rozumiem Cię, Cassie, powiedz, gdzie byłaś? Dlaczego nie chodziłaś do szkoły?
-Nie powiem Ci, zapomnij o mnie. Dobrze? - Cass zwiesiła głowe i próbowała odejść. Justin złapał jej ręke, był od niej dużo silniejszy.
-Jak to zapomnij? O czym ty mówisz?! Nic nie rozumiem...
-Normalnie! Nie chce już się z Tobą przyjaźnić. Tylko tyle mam ci do powiedzenia.
-Nie widze sensu! Skąd taka decyzja do chuja!? Zależy mi na Tobie!
-Kurwa, nie denerwuj mnie! Zależy Ci?! Na mnie?! Przecież miałeś mnie w dupie przez ostatnie tygodnie! Zabawiałeś się z Jo! Nie obchodzę Cię! Nie ma już dla mnie miejsca w twoim życiu! Nie chce się czuć, do chuja, jak piąte koło u wozu, rozumiesz?! - ostatnie słowa wykrzyczała, oczy jej się zaszkliły. Justin po usłyszeniu tych słów kompletnie osłupiał. Nie wiedział co wstąpiło w Cass. Ogarnął go strach przed utratą dziewczyny.
-Nie chce cie tracić. Te ostatnie tygodnie były już mega straszne i puste bez ciebie. - powiedział cicho.
-Nie wiesz co ja czuje. Nie bądź egoistą. Daj mi żyć normalnie.
-A nie możesz ze mną?
-Nie. Zrozum, jeżeli chcesz bym była szczęśliwa, zostaw mnie w spokoju. Nie pisz do mnie, nie mów do mnie, nie patrz na mnie, nie mów mi cześć, nie znaj mnie.
-Gadasz głupoty, powiedz, że żartujesz. - Jus szeptał, był załamany.
-Nie, nie żartuje, chce to skończyć. Najwyższy czas. Byłam głupia, ze nie zrobiłam tego wcześniej... Zanim...
-Zanim co? Doszło pomiędzy nami do czegoś?
-Do czegoś? Jesteś beznadziejny. Zostaw mnie już. Wcale nie o to mi chodzi. Nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Z tobą i Jo! - powiedziała, a po policzku popłynęła jej łza. Jus nie wiedział co robić, dziewczyna uciekła. Wpadł w dołek, pobiegł za dziewczyną i desperackim ruchem złapał ją za rękę. Szarpnęła się, a jej rękaw poszedł do góry. Chłopak zauważył ślady na wewnętrznej stronie jej ręki. Blizny, nie do końca zagojone. Nagle wszystko zrozumiał.
-Cassie, coś ty zrobiła...


*



Kolejny, już 10 rozdział za nami. Dużo się wydarzyło, a jeszcze wiecej wydarzy! :) Głosujcie w ankiecie, piszcie na gadu, obserwujcie na Twitterze.
GG -46319932 :) /K&S

wtorek, 17 września 2013

*9*





 *9*



-Co jest? – zapytał Braun Justin’a.
-Nic takiego. – Jus założył bluzę, spodnie i zszedł na dół. Podeszła do niego siostra.
-Jus, musimy pogadać… Chce ci coś ważnego powiedzieć.
-Nie mam teraz czasu. – powiedział wychodząc z domu.
-Ale to o Jo! – niestety odpowiedział jej huk zamykanych drzwi. Udała się do swojego pokoju, w którym przesiedziała do wieczora. Po 20 wyszła z domu, nikomu nic nie mówiąc. W tym samym czasie jej brat pukał do drzwi Cassie. Nikt nie otworzył.
-Cassie! - krzyknął. Widocznie nikogo nie było w środku. Wrócił do siebie. Ostatnie dni były monotonne.

Tydzień później atmosfera w domu Bieber’ów nadal była napięta. Braun ciągle w pracy, gdy gościł w domu towarzyszyły mu kłótnie z Azylis. Macocha chodziła załamana, ciągle płacząc i unikając spojrzeń. Lizzie przez większość czasu zamknięta w swoim pokoju, bądź poza domem i Justin, który nie miał najmniejszego kontaktu z Jo, czy Cassie. Kiedy wreszcie będzie dobrze?

-Dzień dobry, jest Justin? – powiedziała wesoło dziewczyna do Az, która otworzyła jej drzwi.
-Tak, u siebie. Wejdź. – powiedziała kobieta wpuszczając ją do środka. Nastolatka przekroczyła próg i udała się na piętro. Kilka razy zapukała do pokoju Jus'a
-Wejdź! – usłyszała zza drzwi. Otworzyła je i weszła.
-Cześć!
-Steph, dawno cię nie widziałem, co słychać? – Jus wstał i przytulił się z koleżanką.
-U mnie wszystko w porządku. Naprawdę, jest dobrze! Stosunki pomiędzy mną a Brian’em się polepszyły, od tamtego wieczoru, dzięki Tobie! Czasami nie dało się z nim wytrzymać.
-Cieszę się. Ale na pewno nie przyszłaś tu bez powodu.
-No tak… Chciałam się dowiedzieć co u Lizz. Nie mam z nią nadal kontaktu od dwóch tygodni. Jest w szkole co prawda, ale często wagaruje, pali w łazience lub siedzi sama… Zmieniła się. – powiedziała smutno. – To nie wygląda dobrze. Stało się coś?
-W ostatnich dniach nie. Cały czas nuda i monotonia, przydałoby Się coś porobić, ale nawet nie mam ochoty,.
-Rozumiem. A co u Cassie? Jo?
-Nie mam pojęcia. Cassie nie daje znaku życia od ponad tygodnia. Byłem u niej kilka razy, zawsze pusty dom. Telefonu nie odbiera. Martwię się. Z Jo… Cóż, sprawa jest ciężka, pokomplikowało się troche.
-Współczuje. Ale nie rozumiem, jak to Cassie się nie odzywa?
-No po prostu. Jednego dnia jest dobrze, a drugiego cisza. Brak kontaktu. Nie wiem dlaczego, co zrobiłem nie tak…
-Może poczekaj trochę? Odezwie się niedługo. Lub wróci do szkoły, przecież nie może jej opuszczać cały czas.
-O tym nie pomyślałem. Poza tym mamy maturę. Niedługo mam nadzieje się pojawi.
-Spokojna głowa. Jakbym ją zobaczyła, dam ci znać. – poklepała chłopaka po plecach i spojrzała na telefon, 2 nieodebrane połączenia od Brian’a.
-Kurde… Brian dzwonił. Musze spadać, mieliśmy się spotkać. Do zobaczenia, postaram się zajrzeć do ciebie wkrótce. – dała chłopakowi całusa na pożegnanie i wyszła z pokoju. Na korytarzu natrafiła na Lizzie. Ta spojrzała się na nią i bez słowa zniknęła u siebie.



Justin chociaż nie chciał, myślał o Jo. Dlaczego go okradła? Nawet nie wiedział gdzie jej szukać. W sumie nawet nie chciał. Był wieczór i Jus był sam w domu, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł otworzyć. Ku jego zdziwieniu to była Jo. Chciał zamknąć jej drzwi przed nosem, ale była szybsza.
-Przepraszam! – powiedziała wchodząc do środka. – Nie chciałam wziąć tych pieniędzy, naprawdę! Ale potrzebowałam ich. Nie miałam wyboru.
-Nie tłumacz się. Jesteś zwykłą ćpunką i tyle. Wyjdź.
-Mam tę kase dla ciebie. Tyle ile wzięłam, tyle oddaje… - powiedziała błagalnie.
-Nie ufam ci.
-Przecież oddaje! – podała kopertę chłopakowi.
-Wyjdź lepiej.
-Nie chcę żeby tak było, proszę cie. – odwróciła się i weszła szybko po schodach do pokoju Jus’a.
-Stój! – Justin szybko pobiegł za nią. Złapał ją przy łóżku. – Jesteś pojebana.
-Tak, bardzo możliwe. – wyrwała się i położyła pieniądze na komodzie. – Mogę iść, jeśli tak bardzo tego chcesz. – przysunęła się bliżej do niego.
-Tak, chcę. – powiedział stanowczo.
-Nie bądź taki. Sprawiasz mi przykrość.
-Idź szukaj zabawy gdzieś indziej. – złapał ją za nadgarstki i popchnął.
-Sukinsynu, to bolało! – złapała się za ręce. – Nie wiem o co ci chodzi!
-Wypierdalaj stąd, mała dziwko! – wykrzyczał. Zapiekł go nagle policzek. Dziewczyna go uderzyła. Dość mocno.
-Nie masz prawa tak mówić! – zauważył w oczach dziewczyny łzy. Wybiegła z jego pokoju, zaraz można było usłyszeć trzaśnięcie drzwiami. Chyba przegiął. Zorientował się, że grubo przesadził i wybiegł za Jo. Niestety już jej nie było. Co jeżeli więcej jej nie zobaczy? Stracił kontakt, jak z Cassie? Pobiegł i usiadł na motor, odpalił go i zaczął szukać dziewczyny. Znalazł ją kilka alei dalej. Stanął obok, zdjął kask i zgasił maszyne.
-Jo! – zawołał.
-Spadaj, nie mam ochoty na rozmowe z tobą, dupku. Przynosisz same problemy.
-Przestań, nie mów tak! Przepraszam. Frajer ze mnie, przesadziłem. Grubo.
-No raczej. – Jo stanęła obok niego. – Muszę lecieć.
-Dokąd?
-Jeszcze nie wiem. Przed siebie. Muszę sprzedać troche hery.
-Chodź do mnie.
-Nie.
-Chodź.
-Nie!
-Nie bądź uparta!
-Ty za to upierdliwy! – Jus nie wytrzymał, zarzucił sobie krzyczącą Jo na plecy, posadził na motor i ruszył.
-Trzymaj się, mała.
-Nigdy ciebie! – wysyczała, po czym mocno się do niego przytuliła. Pojechali do domu Jus’a. Na podjeździe stało auto Az. Poszli do pokoju. Jo padła zmęczona na łóżko.
-Przepraszam cię, Jo, naprawdę, nie myśle tak o tobie... Jo? Spójrz na mnie. – usiadł obok leżącej dziewczyny i zauważył, że śpi. Przykrył ją i położył się obok. Chwilę później już spał.


Justin obudził się około jedenastej. Przeanalizował poprzedni wieczór i zerwał się na nogi. Jo znowu nie było. Szybko sprawdził portfel. Zgadzało się.
-Nie okradłabym cię. – usłyszał zza pleców. Odetchnął z ulgą, podszedł do Jo i ją przytulił. Cieszył się, że ją widzi. Nie była mu obojętna.
-Twoi rodzice wyszli do pracy. Lizzie do szkoły.
-Ja sobie zrobie wolne. – dał jej buziaka. – Poza tym Azylis to nie moja matka, to macocha. Moja matka nie żyje.
-No to gafa… Przepraszam.
-Nic się nie stało. Mówisz, że mamy cały dom dla siebie?
-Na to wygląda. – wskoczyła na chłopaka i zaczęli się całować.


-Nowy rekord. – spojrzała chłopakowi w oczy.
-Słaby dość.
-Racja, tylko 5 razy. – zaśmiała się
-No, raczej… - Jus patrzył się na dziewczynę. Miała idealne rysy twarzy, była szczupła i śliczna. Nie znał ładniejszej dziewczyny. Posmutniał, odsunął się od niej i usiadł.
-Co jest, ej, dupku?
-Nic. Po prostu jesteś dla mnie ważna.
-I to powód do smutku? – uśmiechnęła się krzywo.
-Chce cie mieć na własność. – dziewczyna spojrzała się poważnie na chłopaka, wstała, usiadła mu na kolanach i pocałowała go. Delikatnie.
-Nikt ci nie zabrania. Jestem tylko twoja.
-To mi pasuje. Na zawsze?
-Na zawsze. – westchnęła.

 

*

 Zachęcamy do zagłosowania w ankiecie! :) Wiemy, że na pewno wielu osobom, a zwłaszcza takim, które ubóstwiają Cassie nie spodoba się taki tok zdarzeń... Ale głowa do góry. :) Pracujemy także  nadal nad nowym szablonem. Poza tym życzymy wszystkiego najlepszego Anicie! Sto lat!/K&S

niedziela, 15 września 2013

*8*




 *8*



Justin szukał Cassie na korytarzu, przy planie, jej szafce, na stołówce, niestety bez rezultatów. Widocznie nie przyszła do szkoły. Nie zaprzątał sobie zbytnio tym głowy. Ruszył w kierunku klasy, miał już dość siedzenia w szkole całymi dniami. A to dopiero początek roku. Westchnął. Otworzył drzwi sali i usiadł na swoim miejscu. Wystukał SMS’a do Cass, po czym schował telefon i zaczął bazgrać po zeszycie. Matematyka, najgorszy przedmiot. Jeszcze z tym starym babskiem bez męża. Idzie oszaleć, może przechodzi menopauzę? Zaśmiał się do siebie. Całe życie menopauza. Biedaczka. Może jej koty to rozumieją. Brian podsunął mu pod nos kartkę. „Kiedy powtarzamy wczorajszy wieczór?” wziął długopis i odpisał. „Oby jak najszybciej.” Oddał kartke przyjacielowi i sprawdził telefon. Cassie nie odpisała. Dziwne. Po szkole do niej zajrzy.

Po lekcjach pożegnał się ze wszystkimi, wsiadł na motor i udał się do przyjaciółki. Odstawił motocykl przed jej domem, wszedł na schody i zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Chwilę później w drzwiach ukazała się Ela.
-Cześć Justin, czegoś potrzebujesz?
-Dzień dobry, właściwie chciałem spytać czy zastałem Cassie? – zapytał z nutą nadziei w głosie.
-Niestety, nie ma jej. Przekazać coś?
-Nie. Chociaż właściwie, niech pani jej powie, żeby do mnie zadzwoniła, gdy znajdzie chwilkę.
-Na pewno przekaże, dowidzenia.
-Mhm. Dowidzenia.
Jus odwrócił się i odjechał, ciekawe co robiła Cass?
Gdy wszedł kilkanaście minut później do domu, powitała go cisza.
-Jest ktoś? – zawołał, ale nie dostał odpowiedzi. Zajrzał do salonu, a później udał się w stronę kuchni. Także pusto. Wszedł po schodach na piętro i poszedł do pokoju Lizzie. Nacisnął klamke, ale drzwi były zakluczone. Zmarszczył brwi, przecież Lizzie nigdy się nie zamykała. Zapukał.
-Lizz? Jesteś?
-Ta!
-Otworzysz?
-Nie! Idź stąd!
-Otwieraj! – Justin zaczął walić w drzwi. – Bo je wywarze. – nie czekał długo, kiedy usłyszał zgrzytanie zamka. Lizz była sama. W pokoju było nakopcone dymem papierosowym.
-Od kiedy palisz? – spojrzał się na nią.
-Nie interesuj się, bo kociej mordki dostaniesz. – powiedziała zapalając kolejną fajkę.
-Co się z tobą dzieje? Co? – zapytał siadając na łóżku.
-Nic, jejku… O co ci chodzi? – zauważalnie unikała jego wzroku. Patrzyła się w inną stronę, spuszczała oczy w dół.
-Lizz… Coś nie tak? Źle się czujesz?
-Nie, dlaczego? – dziewczyna szybko się odwróciła. – Jestem zajęta, wyjdź stąd. – powiedziała za głośno. Justin wstał i podszedł do siostry.
-Spójrz się na mnie.
-O co ci chodzi?!
-Spójrz! – wziął jej papierosa i zgasił w popielniczce, która stała na komodzie.
-Ja pierdole… Wynoś się! – krzyknęła. – To mój pokój, rozumiesz?! – wrzeszczała. Jus złapał siostrę i odwrócił w swoją stronę, mocował się z nią chwilę, złapał za twarz, ale ta zamknęła oczy.
-Otwórz, albo zrobie to siłą.
-Nie! Nie możesz mi dac świętego spokoju?! Zawsze się mieszasz!
-Okej. – puścił ją. Wziął paczkę jej papierosów i rzucił wychodząc. – Braun będzie na pewno zadowolony z kochanej córeczki.
-Justin, nie!
-To spójrz się na mnie.
-Fajki. – mruknęła. Wzięła od brata papierosy i zajrzała mu w oczy.
-Co ty brałaś?! – chłopak, gdy zauważył jej czarne, rozszerzone źrenice szybko przysunął się i ponownie złapał jej twarz. – Lizzie!
-Nic, nic, obiecuje, już nigdy więcej, tylko błagam nic nie mów, nikomu! – Lizzie pociekły łzy z oczu.
-Przykro mi, ale nie mogę milczeć. – przytulił łkającą siostrę.
-Ty nigdy niczego nie brałeś? Dla zabawy? – pytała załamana. On też nie był czysty. Zastanowił się po czym powiedział.
-Dobrze, nic nikomu nie powiem. Ale już nigdy więcej, jasne? Nigdy. Nie chce Cie widzieć w
takim stanie. Jesteś agresywna. Jak ty wyglądasz.? – pytał z czułością.
-Wyjdź już, proszę cię… - odsunęła się od niego pospiesznie. Jus patrzył chwilę na młodszą siostrę, po czym opuścił jej pokój.


Kolejny dzień nie było Cassie. Ale wczoraj u niej był, wszystko było w porządku, jej mama nie wyglądała na zmartwioną. Może po prostu zachorowała. Ta myśl go trochę uspokoiła. Wyszedł z budynku szkoły. Wsiadł na maszynę, kiedy poczuł wibrację telefonu w kieszeni. Odczytał wiadomość od Jo. „Czekaj na mnie pod szkołą.” Nie odpisał. Oparł się o motor i tak jak kazała, czekał. 10 minut później podeszła do niego Jo i pocałowała go w usta. Złapał ją za talie i przytulił.
-Musisz mi pomóc. Nie wiem do kogo się zgłosić. Mam przejebane…
-Jak to? – zapytał, nie rozumiejąc. – Co zrobiłaś?
Jo westchnęła i zwiesiła głowę. Miała mocny makijaż, ciemny odcień czerwieni na ustach i czarny cień do powiek oraz długie rzęsy. Włosy, krótkie i jasne, postawione na żel. Wyglądała seksownie. Ubrana w długie, czarne legginsy, ciemne glany, biały t-shirt i kamizelkę.
-Cóż… - spojrzała na niego. – Zajebałam trochę towaru ostatnio… Nie zapłaciłam. Wszystko już wiedzą. Nie wiem co mi zrobią, ale nie będzie to przyjemne.
-Dużo tego było?
-Nie.
-To oddaj.
-Ale tego już nie ma!
-Sprzedałaś?
-Zużyłam… Potrzebuje tego coraz więcej… jebane gówna, jak dropsy czy LSD jakoś na mnie nie robią wrażenia.
-Oddaj pieniądze… - zaproponował.
-Nie mam aż tyle… Ostatnio sprzedałam troche tego pewnej małolacie, nowa klientka. Przed chwilą też troche wzięła. Ale to co mam to nadal za mało. Nie wiem, kurwa co robić! – powiedziała z paniką w głosie. – Nie mam co ze sobą zrobić! Usiadła na chodniku, głowę chowając między nogi. Jus usiadł obok niej i objął ją.
-Chodź do mnie. Na noc. – szepnął. Jo spojrzała na niego i  uśmiechnęła się lekko. Naiwny…
Wsiedli razem na motor i odjechali.

-To mój pokój. – zawiadomił Jus. Jo rzuciła się na łóżko.
-Boże, jak cudnie! – odwróciła się i przytuliła do puchowej poduszki. Jus uśmiechnął się. Jo tu się podobało. Usiadł obok niej i nagle otworzyły się drzwi, wbiegła Lizzie.
-Jus, są wyniki badań! – krzyczała uradowana. – Jestem zdrowa… - zamilkła, kiedy zobaczyła Jo.
-To twoja siostra? – zapytała blondynka Jus’a.
-Tak, to Lizzie. Lizzie, to Jo.
-Miło mi cię poznać. – powiedziała szybko Jo. Lizz patrzyła się, widać, że była w szoku. Wydukała tylko.
-Hej. – i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
-Znacie się? – zapytał brat Lizzie.
-Nie! –odpowiedziała za szybko Jo. – Urocza…
-Wydawało mi się… - Justin nie dokończył, ponieważ Jo  szybko go pocałowała.
-Wydawało. Tylko. – powiedziała. – Obejrzymy jakiś film?
-Jasne. – chłopak włożył pendrive’a z filmami do telewizora i usiadł obok Jo.
Dwie godziny później, po filmie dziewczyna ziewnęła.
-Idziemy spać? – powiedziała z uśmiechem na ustach.
-Tak, pewnie. Zaprowadzę cię do toalety i dam jakąś koszulkę.
-Będę wdzięczna. – wstała i udała się za chłopakiem. Kiedy wyszła z łazienki położyła się do łóżka i obróciła w stronę okna. Chwilę później do pokoju wszedł Jus. Spojrzał się na nią i położył obok. Przytulił się do niej i zaczął jeździć ręką po jej biodrze. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę odepchnęła go i usiadła na nim.
-Co jest? – zapytał.
-Mam na Ciebie ochotę. – powiedziała całując go. Justin szybko ściągnął z niej za dużą koszulkę, była w samych majtkach. Zaczął ją całować po piersiach, gryzł sutki.
-Ej, nie tak mocno… - zaśmiała się.
-To dopiero początek.


-Wstawaj! – Braun rankiem obudził Jus’a. Jedziemy na zakupy. Posprzątasz dom z Lizz.
Justin szybko wstał i zauważył, że po Jo nie ma śladu. Jego koszula była poskładana, leżała na biurku. Coś mu jednak nie pasowało. Podszedł do komody, gdzie kładł kluczyki i portfel. Po pieniądzach nie było śladu.
-Kurwa. – zaklął tylko. – Mała dziwka.

 

*



 Bardzo się cieszymy, że pod ostatnim postem było tyle komentarzy, a liczba wyświetleń stale rośnie :) To wszystko okropnie motywuje do dalszego pisania i wstawiania naszych wypocin. :) GG 46319932. :) We wtorek kolejny rozdział!  + dodałyśmy ankietę i zapraszamy do oddania swojego głosu! /K&S

czwartek, 12 września 2013

*7*


*7*



-O nie! - Cassie w jednej chwili zbladła. Oboje wyskoczyli z łóżka, jak poparzeni. - Ubieraj się! Szybko! - rzuciła w Justin'a jego spodniami. Sama chwyciła stanik i bielizne. Chwilę mocowała się z zapięciem.
-Daj. - powiedział Jus. - Pomogę Ci.
-Dzięki. - zarumieniła się, gdy zapiął narzuciła na siebie sukienkę. Wszystko trwało ok. 20 sekund. Cassie odkluczyła drzwi i wyszła z pokoju. Krzyknęła do rodziców, zawiadamiając ich, że jest w domu razem z Justin'em.
-Chcecie coś na śniadanie?! - zawołała mama Cassie.
-Nie, ja chyba spadam. - powiedział cicho chłopak do dziewczyny.
-Zostań, jeszcze chwilę. Proszę.
-Nie, muszę już iść. Zobaczyć co się dzieje z Lizz.
-Rozumiem, odprowadzę Cię. - powiedziała nieco zgaszona Cassie. Zeszli razem na dół. Gdy Justin otwierał drzwi wyjściowe z kuchni wyszła Elizabth, matka Cass.
-Już idziesz? Tak szybko? - zapytała zdziwiona.
-Tak... Wpadłem tylko na chwilę po... przepis. - próbował wybrnąć z sytuacji.
-Przepis...? - pytała dalej kobieta nie rozumiejąc.
-Dla Azylis. Cassie obiecała dać jej ten przepis, a ja cały czas zapominałem o nim. Dlatego przyjechałem tak wcześnie, po południu już ten... placek będzie gotowy, rozumie pani. - gubił się w zeznaniach, ale Ela zdawała się mu wierzyć.
-No tak, dobrze, szkoda, ale rozumiem. - uśmiechnęła się i zniknęła ponownie w kuchni. Para wyszła na dwór i podeszła do motoru. Cass chciała pocałowac Justin'a na pożegnanie, ale on się odsunął.
-Starczy Ci... Cassie. - powiedział ze współczuciem do przyjaciółki. - Lece.
Dziewczyna stała osłupiała i zła na siebie. Najpierw wspólna noc, a teraz udawanie, że nic między nimi nie zaszło. Dobijało ją to. Wróciła do pokoju, włączyła muzykę i położyła się do łóżka.


Jus wchodząc do domu wyczuł napiętą atmosferę. 5 sekund później usłyszał krzyki dobiegające z kuchni. Wszedł szybko do środka i zobaczył Lizzie i Azylis. Kłóciły się. "Lizz tak wcześnie na nogach?" był trochę w szoku.
-Dlaczego nie wróciłaś na noc?! - patrzyła się Az z wyrzutem na siostrę Jus'a.
-To moja sprawa. - odparła.
-Masz 16 lat, dziewczyno!
Chłopak jeszcze nigdy nie widział macochy tak załamanej i wściekłej.
-Lizz, to prawda? Nie wróciłaś do domu? - zapytał ze spokojem marszcząc brwi.
-Może, Jezu! Robicie problem z niczego. - przewróciła oczami. - Ciebie też nie było.
-Ja jestem dorosły i mam trochę oleju w głowie.
-Jaka ściema! Widać, zwłaszcza po tym, co masz na szyi! - powiedziała złośliwie. Chłopak szybko się odwrócił w stronę lustra. Na jego szyi widniała "malinka" Dość duża. ''Cassie..." pomyślał.
-Skończ. Akurat to nie powinno Cię obchodzić. Uderzyłem się.
-Nie jestem głupia, braciszku... - westchnęła. - Ja chociaż uważam, kiedy się zabawiam...
-Skończ! Nie mogę tego wszystkiego już słuchać! Nie mam do Ciebie siły! - Az wyszła z kuchni wycierając oczy od łez.
-Gdzie byłaś? - zapytał Justin, kiedy macocha się oddaliła.
-U chłopaka.
-Na noc? Jakiego chłopaka, ty nie masz chłopaka!
-Tak, a o co chodzi? Mojego nowego chłopaka. A co się tak dziwisz?
Justin rękami zakrył twarz.
-Boże, dopomóż! Daj tej kobiecie rozumu! - powiedział. - Co robiliście?
-Spaliśmy.
-Cały wieczór?!
-Nie Twój zasrany interes!
-Lizzie, kurwa, gadaj!
-No co, co chcesz wiedzieć? W jakiej pozycji to robiliśmy?! - wykrzyczała po czym zaśmiała się.
Jus stał otępiały, patrząc, jak siostra wychodzi z pomieszczenia. Nie wiedział, co ma robić. Jego życie było puste. Poszedł do pokoju, położył się i zasnął. Obudził się późnym popołudniem, na sygnał SMS'a. "Hej, robisz coś dzisiaj? :)" to od Cassie, westchnął i odłożył telefon na szafkę. Wpatrywał się w sufit bez chęci do życia. Nie chciał się z nią spotkać. Nie chciał się z nikim spotkać. Z żadną dziewczyną. Może najwyższy czas odezwac się do kumpli? Wystukał SMS'a do kilku z nich i wysłał. Kilka chwil później miał odpowiedź od 3. Zgodzili się. Miał ochotę się rozluźnić. Wziął resztę LSD, które mu zostało i umówił się z chłopakami na piwo. Wziął szybki prysznic i wyszedł z domu. Po drodze do baru zatankował, nie chce pchać motoru do domu.
-Siema! - przywitał się ze wszystkimi, dwoje z nich było ze swoimi dziewczynami, jedna z nich to najlepsza przyjaciółka jego siostry. Steph. Zagadnęła do niego.
-Hej Jus! Jak tam Twoja siostra? Chora jest?
-Hej Steph! - objął ją na powitanie. - Nie, dlaczego?
-Nie chodzi do szkoły... Nie odbiera moich telefonów. Nie wiem co się dzieje, martwie się.
-Nic o tym nie wiedziałem. Popołudnia spędza... myślałem, że także z Tobą. Mówi, ze ze znajomymi.
-Ah... Mówiła w szkole, kiedy jeszcze do niej uczęszczała... Coś o jakichś chłopakach... Poznała ich w internecie. A ten jej nowy chłopak? Frajer. Zachowuje się jak dupek. Przerżnął połowe dziewczyn z miasta.- pokiwała głową smutna.
-Pogadam z nią... Na pewno. Wiesz może coś jeszcze?
-Tak. To znaczy... Strasznie się tymi knypkami ekscytowała. Chyba mają coś wspólnego z narkotykami, nie wiem dokładnie.
-Co ty gadasz? Lizzie i narkotyki? Wątpie.
-Naprawdę. Może trochę koloryzowała. W każdym razie, obyś miał rację. Nie mówiła o miękkich narkotykach.
-Porozmawiam z nią. Z ojcem też. Wszystko się wyjaśni. Wróci do normy, ale dziś zabawmy się troche, za dużo stresu. -uśmiechnął się i zamówił piwo.
Śmiał się ze znajomymi, pił, żartował. Wszystko było jak za dawnych czasów. Nagle dostał SMS'a.
"-Hej Romeo... Gdzie dzisiaj balujesz?" doznał szoku, tylko jedna osoba tak na niego mówiła. Jo. Skąd miała jego numer? Wysłał jej adres lokalu. Zamiast odpowiedzi pojawiła się Jo, sama. Podeszła do Jus'a i cmoknęła go.
-Idziemy na dwór? - mrugnęła.
-Jasne. Chodźcie! - powiedział do kumpli. Wyszli z baru i poszli w stronę parku. Usiedli na ławkach umieszczonych naprzeciw siebie. Jo usiadła Justin'owi na kolanach, co go nieco zdezorientowało, ale i mile zaskoczyło. Palili papierosy, po czym Jo wyjęła z kieszeni małą paczkę.
-Ktoś chętny? - powiedziała.
-Co to jest? - zapytała Steph.
-Dropsy. - uśmiechnęła się krzywo Jo.
Justin niestety wiedział o co chodzi.
-Dawaj! - powiedział Brian. Wziął pigułkę od Jo i połknął. Popił piwem i usiadł na ławce. Reszta przyjaciół spojrzała po sobie i także sięgnęli po narkotyk.
-Skąd to masz? - zapytał Jus.
-Zwinęłam. - wzruszyła ramionami Jo. - Pomyślałam wtedy o Tobie, chłopczyku.
Oboje jako ostatni zażyli tabletki i rozmawiali. Jo wiedziała, że szybko zacznie działać. Sama miała po chwili dobry humor, a nawet lepszy. W parku zrobiło się głośno. Stephanie leciały z oczu łzy, śmiała się najgłośniej ze wszystkich. Kilka minut później Jo odciągnęła Justina od tłumu i poszli ścieżką.


Cassie szła cichą uliczka. Myślała o Jus'ie. Dlaczego taki jest? Było jej cholernie smutno. Nagle usłyszała głośne krzyki i śmiech. Zauważyła parę idącą przed nią od strony parku. Szła w ich stronę, byli naprawdę głośno. Cass nie przejęła się tym, pijana bądź zwyczajnie szczęśliwa para. Wpadła w jeszcze większy dołek. Usiadła na ławce i podwinęła nogi do góry. Obserwowała zbliżających się zakochanych. Gdy byli w odległości ok. 15 metrów spostrzegła, że chłopakiem jest nie kto inny, a Justin. Wstała i udała się w jego stronę, nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Był z Jo. Załamana patrzyła jak chłopak łapie Jo i namiętnie całuje, a ona obejmuje go. Jus usiadł na ławce, a dziewczyna na nim okrakiem, wtulała się w niego najmocniej jak umiała, a jego ręce wędrowały po jej ciele. Cass zatkała usta ręką by zdławić płacz i pobiegła w stronę domu, nie mogła uwierzyć w to, co właśnie zobaczyła.


*

Dzięki, za 1000 wyświetleń! Naprawdę bardzo nam miło, że tak chętnie czytacie i komentujecie naszego bloga! Miałyśmy mały zastój w wenie, ale wróciła i to z podwójną siłą! :D Piszcie, polecajcie, udostępniajcie! GG 46319932 /K&S

wtorek, 10 września 2013

*6*



 *6*





Cassie spojrzała na Jo i zrobiła się cała czerwona. Jednak zaraz zawstydzenie przerodziło się w złość.
-Po prostu Cassie. – rzuciła tylko. Jo wyciągnęła paczkę papierosów w stronę nowej znajomej, Cass spojrzała na Justina, który trzymał w ręce pół spalonej fajki. Odetchnęła i wzięła jednego. Bała się, że się skompromituje, zacznie kaszleć i Jo ją wyśmieje. Tego by nie chciała. Pragnęła zrobić wrażenie na Jo i na Justinie. Włożyła papierosa do ust, a Jus z niechęcią jej go podpalił. Zaciągnęła się dymem do samych płuc. Po kilku buchach miała faze. Justin zauważył to i dyskretnie ją podtrzymywał za ramię.
-To co, kiedy balujemy, gołąbeczki? – zapytała Jo patrząc na ulicę, jakby kogoś szukała.
-Gołąbeczki? – Justin zastopował ją. – Cassie to moja przyjaciółka, tylko i wyłącznie. – zakończył. Cass ogarnął smutek, zrobiło jej się cholernie przykro. Udała, że nie ruszyło jej to. Skończyła papierosa i wyrzuciła niedopałek.
-Wracam do środka. – zawiadomiła Justina.
-Okej, zaraz przyjde. – powiedział nie patrząc na nią. Dziewczyna weszła do knajpy i udała się w stronę łazienki. Pomalowała usta, poprawiła tuszem rzęsy i wróciła do stolika. Czekała kilka minut, po czym spojrzała na wyświetlacz telefonu. Minęło dopiero 5 minut. Westchnęła. Na stoliku stały dwa piwa. „No tak, zapomnieliśmy wypić” Wzięła jeden kufel i pociągnęła kilka łyków. Sięgnęła po kawałek pizzy, miałoby się zmarnować? Kiedy skończyła jeść drugi kawałek postanowiła wypić piwo Jus’a. Czas leciał, a jego nie było. Zamówiła kolejnego browara. Sączyła powoli mając nadzieję, że za moment wróci Justin. Gdy wypiła do końca, wstała i udała się do drzwi. Wyjrzała na dwór i zauważyła, że Jo śmieje się oparta o jej Justina, który siedzi na parapecie knajpy. Wróciła i w złości zamówiła coś mocniejszego. 15 minut później świat dla niej wirował. Wydawało jej się, że wszystko jest rozmyte i niewyraźne, niczym w zepsutym ekranie telewizora. Miała genialny humor. Śmiała się sama do siebie przez łzy i mówiła, że wszyscy faceci są tacy sami. Po procentach nabrała pewności siebie. Wzięła kurtke i chwiejnym krokiem opuściła pizzerię. Podeszła do Jo i pewna siebie odepchnęła ją, po czym ta się przewróciła.
-Morda w piach i kiełkujesz, szmato! – krzyknęła.
-Cassie, co ci odjebało?! – powiedział Justin podnosząc Jo. – Oszalałaś? Dlaczego to zrobiłaś?
-Spieeerdaaalanto! – odepchnęła Jus’a. Chłopak odsunął się, kiedy tylko poczuł zapach alkoholu od Cass. – Ide do domu, cześć!
-Przecież to kilkanaście kilometrów! – powiedział łapiąc ją i śmiejąc się z pijanej przyjaciółki.
-Zostaw ją, niech idzie! – powiedziała Jo. - Jej sprawa. – uśmiechała się szyderczo przybliżając się do chłopaka.
-Jak można być taką suką? Justin, ty też jesteś stracony i ja już idę, cześć! – rzuciła na odchodne. Justin patrząc na nią wybuchnął śmiechem, choć próbowała być poważna, alkohol niestety psuł cały efekt. Za chwilę dołączyła do niego nowa znajoma.
-Zamknij się, chłopczyco, muchy się zlatują! – krzyknęła Cassie i zniknęła za budynkiem.
-Idź. Pilnuj swojej dziewczyny, Romeo… - Jo odsunęła się od chłopaka, gdy tylko tamta zniknęła z jej pola widzenia. – Do kiedyś!
-Stój, już mi uciekasz? A może spotkamy się? – zaproponował. W tym samym momencie z knajpy wyszły typki, które były z Jo.
-Raczej nie. – odwróciła się do nich.
-Przeestań… - przysunął się do niej bliżej.
-Spadaj ode mnie!
Dwóch fagasów wyszło mu naprzeciw, Jus wycofał się.
-Miło było, ale się skończyło!
Po chwili odjechali autem z piskiem opon. Chłopak stał kilka minut zdezorientowany, przetwarzając fakty i to co się przed chwilą wydarzyło. Nie minęło dużo czasu, gdy przypomniał sobie o Cassie.
-O kurwa! – ruszył biegiem po swoje rzeczy do stolika, założył kurtkę, wyszedł i odjechał na motorze. Dogonił zziębniętą Cassie, stanął obok niej i przytulił ją. Płakała. Wsadził na motor i podjechał pod jej dom.
-Dlaczego się upiłaś? – zaczął delikatnie.
-Powinieneś się cieszyć! Pijane dziewczyny są łatwiejsze. – zaczęła ze śmiechem, rzucając mu się w objęcia
-Eee, Cassie? Uspokój się. Co ty mówisz? – Justin’a bawiło zachowanie przyjaciółki.
-No, nie bądź taki sztywny, to zadanie dla kogoś innego… - powiedziała zjeżdżając ręką poniżej jego brzucha. Justin, gdy tylko to poczuł od razu odsunął dziewczynę od siebie.
-Dobra, Cass, ogarnij się. – zaczął. – Jesteś najebana.
-No, nie?! Co ty! – wybuchnęła śmiechem, ale zaraz spoważniała i przysunęła się bliżej. – Po pijaku robimy rzeczy, których nie odważymy się zrobić normalnie… - ugryzła go w ucho.
-Cassie, błagam Cię. – próbował odsunąć dziewczynę od siebie, niestety działała na niego hipnotyzująco. Szeptała mu do ucha, co go bardzo podniecało. Jus stęknął i pozwolił dziewczynie się w siebie wtulić, sam złapał za jej tyłek.
-Chodźmy do mnie, okej? – dziewczyna nalegała, patrząc na jego usta. Pociągnęła go za rękę i poprowadziła w stronę pokoju. Rodziców nie było, w domu panowała zupełna cisza.
-Będziesz żałować. – próbował, choć miał nadzieje, że to jej nie powstrzyma.
-Wiem, że tego chcesz… - zamknęła drzwi na klucz i rzuciła chłopaka na łóżko siadając na nim i zdejmując mu t-shirt. Zaczęła go delikatnie całować po torsie, klatce piersiowej, szyi, brzuchu… Błądziła ręką po jego kroczu, szukając suwaka. Znalazłszy go rozpięła i pocałowała Jus’a w usta. „Teraz się zacznie zabawa.”- uśmiechnęła się do siebie. Włożyła rękę w jego bokserki i stwierdziła, że nie musi się wysilać. Już mu stał. Od razu wzięła się do roboty, ustami.
-O kurwa…- jęknął Justin z rozkoszy, kiedy poczuł język Cassie na swoim przyrodzeniu. Złapał ją za włosy, żeby nie przeszkadzały. Chwilę później pociągnął dziewczynę do siebie i położył na plecach. Sam zszedł niżej, całując ją. Dziewczyna wiła się, stękała, czasami wyrwało jej się z ust przekleństwo. Chyba nieźle mu szło. Gdy Cassie była na skraju wytrzymałości wszedł w nią. Dziewczyna zajęczała z bólu, starał się być delikatny, całował ją i przytulał oraz szeptał do ucha. Po wszystkim zasnęli obok siebie wtuleni. Cassie tylko wyszeptała.
-Weź się, nie lubie analu. – powiedziała Cass, uśmiechając się delikatnie, na co Justin zaśmiał się w poduszkę i przytulił ją mocniej.


O świcie Justina obudziły promienie wpadające do pokoju. Odwrócił się i zobaczył Cassie. Przypomniał sobie poprzednią, długą i namiętną noc i westchnął. Zaraz jednak jego myśli zajęło coś innego. Co jeśli się obudzi i nie będzie nic pamiętać? Przestraszy się, popłacze? Nie dawało mu to spokoju. Chciał usiąść, gdy nagle przyjaciółka otworzyła oczy. Patrzyła się wprost na niego. Usiadła, cała naga i przeciągnęła się.
-Dzień dobry, mistrzu! – odchyliła głowę w tył, prężąc się.
-Cześć, mała. – jego wątpliwości rozwiały się, a na twarzy zagościł uśmiech. Patrzył na ciało dziewczyny, które teraz widział w całej okazałości. Duże piersi, płaski brzuch, długie nogi, a pomiędzy nimi ogolone krocze. Dziewczyna, gdy to zauważyła zawstydziła się i schowała pod kołdrą.
-Nie gap się tak!
-Dlaczego? Widziałem już Cię. Calutką. – cmoknął powietrze. – Te jędrne… - nie zdążył dokończyć, ponieważ usta zatkała mu poduszka.
-Cicho! – zaśmiała się Cassie. Po chwili dała za wygraną i usiadła. – Zapnij mi stanik.
-Nie masz już ochoty? – przysunął się do niej, całując ją. – Ja mam.
-Widzę. – objęła go rękoma i przytuliła się. Nagle usłyszeli trzask drzwi.
-Cassie, wróciliśmy!

 

*


Przepraszamy, że dzisiaj tak późno, ale brak czasu, ze względu na szkołę itd. Dzisiejszy rozdział dedykujemy naszej przyjaciółce, Oli. :D Mamy nadzieję, że wam się spodoba, jest nieco inny od pozostałych...  Jeżeli nie chcecie taki scen, piszcie na GG. 46319932. / K&S

niedziela, 8 września 2013

*5*





 *5*



-Co jest? – zapytał Justin z niepewną miną. – No mówcie!
Lizzie podeszła do drzwi i bez słowa wyszła, nawet na moment nie spojrzała na brata.
-Ja pierdolę! Czyli się nie dowiem, tak? – Jus podszedł do Cassie. – Widzę, że coś jest nie tak!
-Nie krzycz, wszyscy się na nas patrzą. – złapała chłopaka za rękę i wyprowadziła z budynku, nerwy Justina były na skraju wytrzymałości. Wszyscy troje wsiedli do auta.
-No, ruszaj. – pogoniła go Cassie, widząc, że przyjacielowi donikąd się nie śpieszy.
-Nie ruszę stąd, dopóki się wszystkiego nie dowiem. – odpowiedział. Cassie spojrzała się na Lizzie, ale jej wzrok był wbity w szybę. Puste, bez emocji, ciemne oczy patrzyły się w dal.
-Lucy przebadała Lizzie, sprawdziła ją. Wyniki badań będą za jakiś czas do odebrania.
-Wyniki badań? – zapytał.
-Tak, Lizzie musiała je zrobić, by sprawdzić, czy nie jest chora…
-Chora?! O czym Ty mówisz? Czemu miałaby być chora?!
-Justin… Lizzie została zgwałcona… - powiedziała smutna Cass, spoglądając chłopakowi w oczy. Lizzie nawet nie drgnęła. Cassandra bała się, że Justin wpadnie w szał, ale on tylko zwiesił głowę i po chwili odwrócił się i spojrzał na siostrę.
-Lizzie, tak bardzo mi przykro…
Dziewczyna przestała wpatrywać się w okno i spojrzała na Jus’a. Po chwili cicho powiedziała.
-Mi też jest przykro. – zamilkła. Justin odpalił samochód i odwiózł Cassie do domu. Wysiedli we dwoje z auta, zostawiając Lizzie w środku.
-Dziękuję Ci, Cass… Za wszystko… Za to co robisz, dla mnie i dla Lizzie… Bardzo to sobie cenię. Nie wiem, jak to teraz będzie… Trzeba powiedzieć Braunowi i Azylis.
-Słuchaj, jestem twoją przyjaciółką, będę z tobą zawsze.
-Wiem i wierze. – Justin przytulił Cassie, przez co jej serce na chwilę zabiło szybciej.
-Słuchaj, jest jeszcze jedna sprawa… - zaczęła, odsuwając się od niego. – Nie mów nic na razie rodzicom.
-Jak to? Dlaczego… - zapytał zdziwiony Jus.
-Lizzie nie jest w ciąży, wstydzi się… Nie kazała nikomu nic mówić. Próbowałyśmy z Lucy ją przekonać, że sprawa musi trafić na policje, ale ona nie chce o tym słyszeć. – westchnęła. – To jej decyzja. Jeżeli wyniki przyjdą i Lizz okaże się czysta, nie powinniśmy nic nikomu mówić. Jeśli będzie chciała to powie. Nie możemy ingerować w jej życie. Możesz spróbować ją jedynie przekonać.
-No… nie wiem. Nie mam do tego głowy. Poczekajmy na wyniki.
-Mhm. – dziewczyna pożegnała się z chłopakiem i zniknęła w drzwiach domu.



Na drugi dzień Justin postanowił porozmawiać ze siostrą. Zapukał do jej pokoju, ale odpowiedziała mu tylko cisza. Nie było jej w domu. Koksa też nie.
-Azylis, gdzie jest Lizz? – Jus wszedł do salonu, gdzie siedziała macocha.
-Poszła na zakupy. To dziwne, trochę… No ale...
-Dziwne? Dlaczego? – Justin zmarszczył brwi.
-Wyrzuciła prawie wszystkie swoje ubrania… Szczerze, byłam w szoku i do tego nieźle wkurzona, ale co mogłam zrobić?
-Jak to? Nie powiedziała czemu to zrobiła? A gdzie Koks?
-Nie… Nieważne. Braun miał dzisiaj wolne, wziął go na szczepienie. Justin odetchnął z ulgą. „Może z Lizz już lepiej?”
-O której będą w domu? – zapytał.
-Braun powinien być za pół godziny, a Lizz mówiła, że idzie gdzieś ze znajomymi… Cały dzień chodzi jakaś struta i smutna, więc pozwoliliśmy jej iść. – wytłumaczyła mu Az patrząc na film i przegryzając popcorn.
-Też wieczorem wychodzę. – oznajmił. Skoro z Lizz wszystko okej, to czemu nie mógłby wyluzować, chociaż na chwilę?
-Dokąd? – spojrzała się na niego kobieta. – Codziennie cie nie ma w domu…
-Muszę, naprawdę. Teraz lece. – wziął w rękę garść popcornu i wyszedł na zewnątrz. Wyciągnął telefon i wybrał numer. Po dwóch sygnałach usłyszał Cass.
„-No, co tam? Jak Lizz?
-Z nią chyba OK., poszła na zakupy. Potem ma się spotkać ze znajomymi.
-No to świetnie! Dobrze, że nie zamknęła się w sobie.
-Taa… Wiem, też tak sądzę. Ale nie o tym chciałem gadać.
-Oh, no to o co chodzi? – zapytała zaciekawiona.
-Cały czas mi pomagasz, wspierasz… Może wyskoczymy wieczorem na pizze?
-Hmmm, w sumie dobry pomysł. Jestem za!
-To o 19 jestem po Ciebie. Pojedziemy motorem.
-Tak jest! – odpowiedziała dziewczyna i rozłączyła się. „Genialnie!” – pomyślała z ekscytacją, idąc do pokoju zadowolona z siebie. „Tylko co ja ubiorę?!”


Równo o 19 pod dom Cassie podjechał Justin na motorze. Dziewczyna wybiegła z domu, przywitała się z przyjacielem, usiadła z tyłu i ruszyli. Niedługo potem byli już na miejscu, weszli do pizzerii i zajęli stolik.
-To co zamawiamy? Jaką pizze?
-To co zwykle. – mruknął do niej chłopak. Złożyli zamówienie i pogrążyli się w rozmowie. Justin patrzył się na przyjaciółkę, jak się śmieję i podziwiał jej piękno. Lubił słuchać jej głosu, opowiadała, żartowała, śmiała się. „Nie ma chyba nic piękniejszego” – pomyślał. Zaraz jednak przypomniała mu się tajemnicza blondynka. Ostatnimi czasy dużo o niej myślał, czy ją jeszcze kiedyś spotka? Wspominał jej oczy, patrzące za nim i zupełnie zapomniał o tym, gdzie jest. Nagle ogarnął go smutek, wyrzuty sumienia i poczucie winy. Jego siostra przeżyła koszmar, a on zachwyca się dziewczynami! Stwierdził, że trzeba coś domówić.
-Przepraszam, dwa piwa proszę! – zawołał do kelnera, który zapisał zamówienie.
-Przecież prowadzisz… - zaniepokoiła się Cassie.
-Spokojnie, jedno jest dla ciebie. Dam radę! To tylko jedno piwo. – uspokoił ją.
Kiedy przynieśli ich pizzę Justin spojrzał w okno. Otworzył szeroko oczy, do pizzerii wchodziła ta sama piękna dziewczyna, którą porzucił przed klubem. Była z dwoma fagasami, spostrzegła go i uśmiechnęła się. Przez cały czas Jus obserwował ją ukradkiem, a ona co jakiś czas zerkała na niego.
-Muszę zapalić! – powiedziała blondynka. – Sama! – dodała, widząc, że jej koledzy także chcą wstać. Justin także wyszedł, pod pretekstem telefonu.
-Cześć, mała. – powiedział do dziewczyny, już na dworze. – Czy my się nie znamy? – zażartował.
-Możliwe, Romeo. – poczęstowała go papierosem. Cass wyszła na zewnątrz do Jus’a, ponieważ długo go nie było. Zauważyła parę na dworze, a oni ją.
-Oooo, Cass. – powiedział chłopak do nowej znajomej. – To moja przyjaciółka, Cassie. – pokazał na nią. -  A to… - nie znał nawet imienia tajemniczej piękności.
-Jo, jestem Jo. – zaciągnęła się papierosem. – A ciebie pamiętam, jesteś tą beksą z imprezy.

czwartek, 5 września 2013

*4*


*4*





Nagle wszystko zaczęło docierać do Justina. Jakby ktoś oblał go zimną wodą. Wszystko z niego momentalnie wyparowało.
-Gdzie ona jest? – zdołał tylko z siebie wyrzucić. Cassie złapała go za rękę i poprowadziła w stronę auta. Justin odwrócił się gwałtownie i rzucił ostatnie spojrzenie na bezimienną dziewczynę, która stała zdezorientowana przed klubem, nie wiedząc co się dzieje, patrzyła się w jego stronę.
Cassie zaprowadziła Jus’a do auta, gdzie po drugiej stronie siedziała oparta o oponę nieprzytomna Lizzie. Justin podbiegł szybko i chwycił siostrę, miała puste spojrzenie. Potrząsnął ją, była jakby nieobecna.
-Lizzie, spójrz na mnie, powiedz coś! – chłopak nie wiedział co robić, był zagubiony, jego siostra wydawała się taka mała i biedna – Ej!
-Justin, musimy ją zabrać do domu, teraz! – powiedziała zrozpaczona Cass klękając przy przyjacielu.
-Otwórz auto – rozkazał Justin, biorąc siostrę na ręcę. Położył ją na tylnim siedzeniu i zamknął drzwi. – Boże, gdyby nie ty nie wiem co by się stało, gdzie ją znalazłaś?
-W łazience, siedziała oparta o ścianę, dziewczyny, które tam były powiedziały, że siedzi już dobre pół godziny. – wyrzuciła z siebie szybko dziewczyna. – Nie wiedziałam co zrobić! Justin, oni mogli jej coś dosypać! Coś zrobić…
Justina ogarnął nagły gniew, miał ochotę znaleźć tych kolesi i zrobić im lekko mówiąc, krzywdę. –Nie mów tak nawet, Cass, już jestem dosyć wkurwiony! Wsiadaj, jedziemy.
Całą droge przejechali w ciszy. Chłopak odwiózł Cassandrę do domu i wrócił do siebie. Wziął Lizzie na ręcę  i najciszej jak się dało zaniósł do jej pokoju i ułożył w łóżku. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, nikt się nie zorientuje, co się wydarzyło.



Justin otworzył szeroko oczy, powoli zrozumiał wszystko co stało się tej nocy. Spojrzał na wyświetlacz telefonu. 7:15. Ojciec już w pracy, Azylis powinna zaraz wychodzić.  Odczekał kilka minut, aż usłyszał trząśnięcie drzwiami i warkot silnika. Wstał i ruszył do pokoju Lizzie. Otworzył powoli drzwi i zobaczył ją, słodko śpiącą. Z lekko rozmazanym makijażem i ciuchami z poprzedniego wieczoru. Podszedł po cichu do jej łóżka i usiadł na nim. Patrzył jak jego siostra spokojnie oddycha. Trącił ją lekko, na co ona tylko się odwróciła.
-Lizzie, obudź się – powiedział Justin łapiąc siostre za ramię – Dalej.
Dziewczyna powoli się odwróciła i z zamkniętymi oczami przeciągnęła, ziewnęła i otworzyła oczy.
-Jak się czujesz? – spytał cicho Justin. Lizzie spojrzała na Justina i bez słowa wstała z łóżka i pobiegła do łazienki. Justin zwiesił głowę słysząc odgłosy dobiegające z niej. „Nieźle się nawaliła”
-Boże, łeb mi pęka! – oznajmiła Lizz wychodząc z łazienki. – Co jest? – stanęła, gdy zobaczyła minę Justina.
-Najebałaś się, to jest. Pamiętasz w ogóle coś z wczoraj? – spytał ją brat. – martwiłem się jak cholera!
Lizzie usiadła obok brata i przytuliła się do niego.
-Mało z tego wszystkiego pamiętam…
-Powiedz to, co zapamiętałaś.
Odetchnęła i zaczęła:
-No więc, byli tam moi kumple, niedawno ich poznałam, właściwie przez Internet… Mieliśmy się tam spotkać. No i bawiliśmy się razem, wydawali się okej… - opowiadała Lizz. – poszliśmy do baru… Zamówili mi drinka, właściwie tacy dwaj, reszta wyszła na dwór… Rozmawiałam z jednym, było naprawdę fajnie… Wyciągnął z kieszeni jakeś pigułki, powiedział, że to ecstasy… Faktycznie, poprawił mi się po tym humor, było zajebiście, wszystko wtedy wydawało się takie zajebiste! Ale… potem wypiłam drinka. Poszłam tańczyć i… koniec. Nic nie pamiętam… Obudziłam się tutaj w łóżku… - Lizzie się rozpłakała, wtulając w Justina.
Jus doznał szoku. Nie wiedział co powiedzieć. Wykrztusił tylko. – Nic więcej nie pamiętasz…?
-Nie – załkała Lizz.
-Przypomnij coś sobie, pamiętasz Cass, drogę powrotną?! Cokolwiek! – krzyknął chłopak
-Nic, nie rozumiesz?! Nie krzycz na mnie! – Odepchnęła go dziewczyna, była roztrzęsiona – najlepiej stąd wyjdź!
-Przepraszam, nie chciałem. – zaczęli się szarpać, na koniec przytulił ją i zostawił samą. Musiał zadzwonić do Cassie. Dowiedzieć się czegoś więcej. Wybrał jej numer i po trzech sygnałach usłyszał głos.
„-No, co tam? Mów! Co z nią, jak się czuje, pamięta coś? – zarzuciła chłopaka pytaniami.
-Nie, nic nie pamięta, chyba właśnie znowu zasnęła, dużo płakała. Podejrzewam, że chujowo. Nie tyle fizycznie, co psychicznie. – odpowiedział Jus.
-Co teraz? Przecież oni mogli ją zgwałcić… - Justin usłyszał to, o czym sam bal się pomyśleć.
-Nie mów tak. Jeszcze nic nie wiemy
-Co teraz, co zamierzasz zrobić? Może być nawet w ciąży…
-Skończ! Myślisz, że o tym nie myślałem?! Cały czas myśle. – krzyknął chłopak – wiem jedno, Azylis i ojciec nie mogą się dowiedzieć, jasne?
-Nie mogę ci tego obiecać…
-Cass, zrób to dla mnie, proszę cie, kurwa!
-Dobrze, ale tylko jeśli wykluczymy najgorsze możliwe opcje. Ciąże, chorobe… - zgodziła się przyjaciółka.
-Nie znam się na kobietach, pomóż mi, błagam cie! – Justin nie wiedział co zrobić.
-Test ciążowy kupisz w aptece. W sumie mam lepszy pomysł, pójdę z nią do lekarza, jutro. Moja kuzynka zajmuje się tym, pomoże nam. Zgadzasz się
-Tak, Boże, dzięki ci, jesteś wielka. – Justinowi spadł kamień z serca.
-Jeszcze Lizzie musi się zgodzić…
-Dopilnuję tego. Załatw wszystko. Przyjadę z nią jutro o 15. Do zobaczenia. „


-Jesteś gotowa, Lizz? Możemy jechać? – Justin wszedł do pokoju siostry. Stała przed lustrem, ubrana w przewiewną niebieską sukienkę, włosy związała w kucyk.
-Tak. Boję się. Bardzo. – odwróciła się w jego stronę, podeszła i przytuliła się do niego.
-Wszystko będzie okej. – objął ją i pocałował w czoło. – Zobaczysz.
40 min później Lizzie, Justin i Cassie stali w poczekalni.
-Następna, proszę! – usłyszeli kobiecy głos dobiegający z gabinetu.
Lizzie odwróciła się jakby chciała uciec.  Cassie objęla Lizzie i zaprowadziła do środka. Jus został na zewnątrz. Czas mu się okropnie dłużył. Po około godzinie dziewczyny wyszły z gabinetu, niestety ich miny nie wskazywały na pozytywne wiadomości…


*


Kolejny rozdział za nami, mam nadzieję, że wszystko jest OK. Pomysłów nie brakuje na kolejne, o to sie martwić nie musicie ;) Myślimy o zmianie szablonu coraz poważniej, więc niedługo możliwe, że zrobi się tu przyjemniej. Piszcie na gg(46319932), obserwujcie na TT. Jest nam również bardzo miło, że tak chętnie komentujecie :) Dziękujemy, że liczba wyświetleń stale rośnie! Polecajcie naszego bloga, to wszystko bardzo motywuje, bez was nie byłoby tu nas! :) /K