*5*
-Co jest? – zapytał Justin z niepewną miną. – No mówcie!
Lizzie podeszła do drzwi i bez słowa wyszła, nawet na moment
nie spojrzała na brata.-Ja pierdolę! Czyli się nie dowiem, tak? – Jus podszedł do Cassie. – Widzę, że coś jest nie tak!
-Nie krzycz, wszyscy się na nas patrzą. – złapała chłopaka za rękę i wyprowadziła z budynku, nerwy Justina były na skraju wytrzymałości. Wszyscy troje wsiedli do auta.
-No, ruszaj. – pogoniła go Cassie, widząc, że przyjacielowi donikąd się nie śpieszy.
-Nie ruszę stąd, dopóki się wszystkiego nie dowiem. – odpowiedział. Cassie spojrzała się na Lizzie, ale jej wzrok był wbity w szybę. Puste, bez emocji, ciemne oczy patrzyły się w dal.
-Lucy przebadała Lizzie, sprawdziła ją. Wyniki badań będą za jakiś czas do odebrania.
-Wyniki badań? – zapytał.
-Tak, Lizzie musiała je zrobić, by sprawdzić, czy nie jest chora…
-Chora?! O czym Ty mówisz? Czemu miałaby być chora?!
-Justin… Lizzie została zgwałcona… - powiedziała smutna Cass, spoglądając chłopakowi w oczy. Lizzie nawet nie drgnęła. Cassandra bała się, że Justin wpadnie w szał, ale on tylko zwiesił głowę i po chwili odwrócił się i spojrzał na siostrę.
-Lizzie, tak bardzo mi przykro…
Dziewczyna przestała wpatrywać się w okno i spojrzała na Jus’a. Po chwili cicho powiedziała.
-Mi też jest przykro. – zamilkła. Justin odpalił samochód i odwiózł Cassie do domu. Wysiedli we dwoje z auta, zostawiając Lizzie w środku.
-Dziękuję Ci, Cass… Za wszystko… Za to co robisz, dla mnie i dla Lizzie… Bardzo to sobie cenię. Nie wiem, jak to teraz będzie… Trzeba powiedzieć Braunowi i Azylis.
-Słuchaj, jestem twoją przyjaciółką, będę z tobą zawsze.
-Wiem i wierze. – Justin przytulił Cassie, przez co jej serce na chwilę zabiło szybciej.
-Słuchaj, jest jeszcze jedna sprawa… - zaczęła, odsuwając się od niego. – Nie mów nic na razie rodzicom.
-Jak to? Dlaczego… - zapytał zdziwiony Jus.
-Lizzie nie jest w ciąży, wstydzi się… Nie kazała nikomu nic mówić. Próbowałyśmy z Lucy ją przekonać, że sprawa musi trafić na policje, ale ona nie chce o tym słyszeć. – westchnęła. – To jej decyzja. Jeżeli wyniki przyjdą i Lizz okaże się czysta, nie powinniśmy nic nikomu mówić. Jeśli będzie chciała to powie. Nie możemy ingerować w jej życie. Możesz spróbować ją jedynie przekonać.
-No… nie wiem. Nie mam do tego głowy. Poczekajmy na wyniki.
-Mhm. – dziewczyna pożegnała się z chłopakiem i zniknęła w drzwiach domu.
Na drugi dzień Justin postanowił porozmawiać ze siostrą.
Zapukał do jej pokoju, ale odpowiedziała mu tylko cisza. Nie było jej w domu.
Koksa też nie.
-Azylis, gdzie jest Lizz? – Jus wszedł do salonu, gdzie
siedziała macocha. -Poszła na zakupy. To dziwne, trochę… No ale...
-Dziwne? Dlaczego? – Justin zmarszczył brwi.
-Wyrzuciła prawie wszystkie swoje ubrania… Szczerze, byłam w szoku i do tego nieźle wkurzona, ale co mogłam zrobić?
-Jak to? Nie powiedziała czemu to zrobiła? A gdzie Koks?
-Nie… Nieważne. Braun miał dzisiaj wolne, wziął go na szczepienie. Justin odetchnął z ulgą. „Może z Lizz już lepiej?”
-O której będą w domu? – zapytał.
-Braun powinien być za pół godziny, a Lizz mówiła, że idzie gdzieś ze znajomymi… Cały dzień chodzi jakaś struta i smutna, więc pozwoliliśmy jej iść. – wytłumaczyła mu Az patrząc na film i przegryzając popcorn.
-Też wieczorem wychodzę. – oznajmił. Skoro z Lizz wszystko okej, to czemu nie mógłby wyluzować, chociaż na chwilę?
-Dokąd? – spojrzała się na niego kobieta. – Codziennie cie nie ma w domu…
-Muszę, naprawdę. Teraz lece. – wziął w rękę garść popcornu i wyszedł na zewnątrz. Wyciągnął telefon i wybrał numer. Po dwóch sygnałach usłyszał Cass.
„-No, co tam? Jak Lizz?
-Z nią chyba OK., poszła na zakupy. Potem ma się spotkać ze znajomymi.
-No to świetnie! Dobrze, że nie zamknęła się w sobie.
-Taa… Wiem, też tak sądzę. Ale nie o tym chciałem gadać.
-Oh, no to o co chodzi? – zapytała zaciekawiona.
-Cały czas mi pomagasz, wspierasz… Może wyskoczymy wieczorem na pizze?
-Hmmm, w sumie dobry pomysł. Jestem za!
-To o 19 jestem po Ciebie. Pojedziemy motorem.
-Tak jest! – odpowiedziała dziewczyna i rozłączyła się. „Genialnie!” – pomyślała z ekscytacją, idąc do pokoju zadowolona z siebie. „Tylko co ja ubiorę?!”
Równo o 19 pod dom Cassie podjechał Justin na motorze. Dziewczyna wybiegła z domu, przywitała się z przyjacielem, usiadła z tyłu i ruszyli. Niedługo potem byli już na miejscu, weszli do pizzerii i zajęli stolik.
-To co zamawiamy? Jaką pizze?
-To co zwykle. – mruknął do niej chłopak. Złożyli zamówienie
i pogrążyli się w rozmowie. Justin patrzył się na przyjaciółkę, jak się śmieję
i podziwiał jej piękno. Lubił słuchać jej głosu, opowiadała, żartowała, śmiała
się. „Nie ma chyba nic piękniejszego” – pomyślał. Zaraz jednak przypomniała mu
się tajemnicza blondynka. Ostatnimi czasy dużo o niej myślał, czy ją jeszcze
kiedyś spotka? Wspominał jej oczy, patrzące za nim i zupełnie zapomniał o tym,
gdzie jest. Nagle ogarnął go smutek, wyrzuty sumienia i poczucie winy. Jego
siostra przeżyła koszmar, a on zachwyca się dziewczynami! Stwierdził, że trzeba
coś domówić. -Przepraszam, dwa piwa proszę! – zawołał do kelnera, który zapisał zamówienie.
-Przecież prowadzisz… - zaniepokoiła się Cassie.
-Spokojnie, jedno jest dla ciebie. Dam radę! To tylko jedno piwo. – uspokoił ją.
Kiedy przynieśli ich pizzę Justin spojrzał w okno. Otworzył szeroko oczy, do pizzerii wchodziła ta sama piękna dziewczyna, którą porzucił przed klubem. Była z dwoma fagasami, spostrzegła go i uśmiechnęła się. Przez cały czas Jus obserwował ją ukradkiem, a ona co jakiś czas zerkała na niego.
-Muszę zapalić! – powiedziała blondynka. – Sama! – dodała, widząc, że jej koledzy także chcą wstać. Justin także wyszedł, pod pretekstem telefonu.
-Cześć, mała. – powiedział do dziewczyny, już na dworze. – Czy my się nie znamy? – zażartował.
-Możliwe, Romeo. – poczęstowała go papierosem. Cass wyszła na zewnątrz do Jus’a, ponieważ długo go nie było. Zauważyła parę na dworze, a oni ją.
-Oooo, Cass. – powiedział chłopak do nowej znajomej. – To moja przyjaciółka, Cassie. – pokazał na nią. - A to… - nie znał nawet imienia tajemniczej piękności.
-Jo, jestem Jo. – zaciągnęła się papierosem. – A ciebie pamiętam, jesteś tą beksą z imprezy.
popierdolona wyzywa tak Cassie :c
OdpowiedzUsuńuwielbiam, czekam na kolejny.
bardzo nam miło i dziękujemy! /K.
Usuń♥
OdpowiedzUsuńCzekam na nn :D