*6*
Cassie spojrzała na Jo i zrobiła się cała czerwona. Jednak
zaraz zawstydzenie przerodziło się w złość.
-Po prostu Cassie. – rzuciła tylko. Jo wyciągnęła paczkę
papierosów w stronę nowej znajomej, Cass spojrzała na Justina, który trzymał w
ręce pół spalonej fajki. Odetchnęła i wzięła jednego. Bała się, że się
skompromituje, zacznie kaszleć i Jo ją wyśmieje. Tego by nie chciała. Pragnęła
zrobić wrażenie na Jo i na Justinie. Włożyła papierosa do ust, a Jus z
niechęcią jej go podpalił. Zaciągnęła się dymem do samych płuc. Po kilku
buchach miała faze. Justin zauważył to i dyskretnie ją podtrzymywał za ramię.
-To co, kiedy balujemy, gołąbeczki? – zapytała Jo patrząc na
ulicę, jakby kogoś szukała.
-Gołąbeczki? – Justin zastopował ją. – Cassie to moja
przyjaciółka, tylko i wyłącznie. – zakończył. Cass ogarnął smutek, zrobiło jej
się cholernie przykro. Udała, że nie ruszyło jej to. Skończyła papierosa i
wyrzuciła niedopałek.
-Wracam do środka. – zawiadomiła Justina.
-Okej, zaraz przyjde. – powiedział nie patrząc na nią.
Dziewczyna weszła do knajpy i udała się w stronę łazienki. Pomalowała usta,
poprawiła tuszem rzęsy i wróciła do stolika. Czekała kilka minut, po czym
spojrzała na wyświetlacz telefonu. Minęło dopiero 5 minut. Westchnęła. Na
stoliku stały dwa piwa. „No tak, zapomnieliśmy wypić” Wzięła jeden kufel i
pociągnęła kilka łyków. Sięgnęła po kawałek pizzy, miałoby się zmarnować? Kiedy
skończyła jeść drugi kawałek postanowiła wypić piwo Jus’a. Czas leciał, a jego
nie było. Zamówiła kolejnego browara. Sączyła powoli mając nadzieję, że za
moment wróci Justin. Gdy wypiła do końca, wstała i udała się do drzwi. Wyjrzała
na dwór i zauważyła, że Jo śmieje się oparta o jej Justina, który siedzi na
parapecie knajpy. Wróciła i w złości zamówiła coś mocniejszego. 15 minut później
świat dla niej wirował. Wydawało jej się, że wszystko jest rozmyte i
niewyraźne, niczym w zepsutym ekranie telewizora. Miała genialny humor. Śmiała
się sama do siebie przez łzy i mówiła, że wszyscy faceci są tacy sami. Po
procentach nabrała pewności siebie. Wzięła kurtke i chwiejnym krokiem opuściła
pizzerię. Podeszła do Jo i pewna siebie odepchnęła ją, po czym ta się
przewróciła.
-Morda w piach i kiełkujesz, szmato! – krzyknęła.
-Cassie, co ci odjebało?! – powiedział Justin podnosząc Jo.
– Oszalałaś? Dlaczego to zrobiłaś?
-Spieeerdaaalanto! – odepchnęła Jus’a. Chłopak odsunął się,
kiedy tylko poczuł zapach alkoholu od Cass. – Ide do domu, cześć!
-Przecież to kilkanaście kilometrów! – powiedział łapiąc ją
i śmiejąc się z pijanej przyjaciółki.
-Zostaw ją, niech idzie! – powiedziała Jo. - Jej sprawa. –
uśmiechała się szyderczo przybliżając się do chłopaka.
-Jak można być taką suką? Justin, ty też jesteś stracony i
ja już idę, cześć! – rzuciła na odchodne. Justin patrząc na nią wybuchnął
śmiechem, choć próbowała być poważna, alkohol niestety psuł cały efekt. Za
chwilę dołączyła do niego nowa znajoma.
-Zamknij się, chłopczyco, muchy się zlatują! – krzyknęła
Cassie i zniknęła za budynkiem.
-Idź. Pilnuj swojej dziewczyny, Romeo… - Jo odsunęła się od
chłopaka, gdy tylko tamta zniknęła z jej pola widzenia. – Do kiedyś!
-Stój, już mi uciekasz? A może spotkamy się? – zaproponował.
W tym samym momencie z knajpy wyszły typki, które były z Jo.
-Raczej nie. – odwróciła się do nich.
-Przeestań… - przysunął się do niej bliżej.
-Spadaj ode mnie!
Dwóch fagasów wyszło mu naprzeciw, Jus wycofał się.
-Miło było, ale się skończyło!
Po chwili odjechali autem z piskiem opon. Chłopak stał kilka
minut zdezorientowany, przetwarzając fakty i to co się przed chwilą wydarzyło. Nie
minęło dużo czasu, gdy przypomniał sobie o Cassie.
-O kurwa! – ruszył biegiem po swoje rzeczy do stolika,
założył kurtkę, wyszedł i odjechał na motorze. Dogonił zziębniętą Cassie,
stanął obok niej i przytulił ją. Płakała. Wsadził na motor i podjechał pod jej
dom.
-Dlaczego się upiłaś? – zaczął delikatnie.
-Powinieneś się cieszyć! Pijane dziewczyny są łatwiejsze. –
zaczęła ze śmiechem, rzucając mu się w objęcia
-Eee, Cassie? Uspokój się. Co ty mówisz? – Justin’a bawiło
zachowanie przyjaciółki.
-No, nie bądź taki sztywny, to zadanie dla kogoś innego… -
powiedziała zjeżdżając ręką poniżej jego brzucha. Justin, gdy tylko to poczuł
od razu odsunął dziewczynę od siebie.
-Dobra, Cass, ogarnij się. – zaczął. – Jesteś najebana.
-No, nie?! Co ty! – wybuchnęła śmiechem, ale zaraz
spoważniała i przysunęła się bliżej. – Po pijaku robimy rzeczy, których nie
odważymy się zrobić normalnie… - ugryzła go w ucho.
-Cassie, błagam Cię. – próbował odsunąć dziewczynę od
siebie, niestety działała na niego hipnotyzująco. Szeptała mu do ucha, co go
bardzo podniecało. Jus stęknął i pozwolił dziewczynie się w siebie wtulić, sam
złapał za jej tyłek.
-Chodźmy do mnie, okej? – dziewczyna nalegała, patrząc na
jego usta. Pociągnęła go za rękę i poprowadziła w stronę pokoju. Rodziców nie
było, w domu panowała zupełna cisza.
-Będziesz żałować. – próbował, choć miał nadzieje, że to jej
nie powstrzyma.
-Wiem, że tego chcesz… - zamknęła drzwi na klucz i rzuciła
chłopaka na łóżko siadając na nim i zdejmując mu t-shirt. Zaczęła go delikatnie
całować po torsie, klatce piersiowej, szyi, brzuchu… Błądziła ręką po jego
kroczu, szukając suwaka. Znalazłszy go rozpięła i pocałowała Jus’a w usta.
„Teraz się zacznie zabawa.”- uśmiechnęła się do siebie. Włożyła rękę w jego
bokserki i stwierdziła, że nie musi się wysilać. Już mu stał. Od razu wzięła
się do roboty, ustami.
-O kurwa…- jęknął Justin z rozkoszy, kiedy poczuł język
Cassie na swoim przyrodzeniu. Złapał ją za włosy, żeby nie przeszkadzały. Chwilę
później pociągnął dziewczynę do siebie i położył na plecach. Sam zszedł niżej, całując
ją. Dziewczyna wiła się, stękała, czasami wyrwało jej się z ust przekleństwo. Chyba
nieźle mu szło. Gdy Cassie była na skraju wytrzymałości wszedł w nią. Dziewczyna
zajęczała z bólu, starał się być delikatny, całował ją i przytulał oraz szeptał
do ucha. Po wszystkim zasnęli obok siebie wtuleni. Cassie tylko wyszeptała.
-Weź się, nie lubie analu. – powiedziała Cass, uśmiechając
się delikatnie, na co Justin zaśmiał się w poduszkę i przytulił ją mocniej.
O świcie Justina obudziły promienie wpadające do pokoju. Odwrócił
się i zobaczył Cassie. Przypomniał sobie poprzednią, długą i namiętną noc i westchnął.
Zaraz jednak jego myśli zajęło coś innego. Co jeśli się obudzi i nie będzie nic
pamiętać? Przestraszy się, popłacze? Nie dawało mu to spokoju. Chciał usiąść,
gdy nagle przyjaciółka otworzyła oczy. Patrzyła się wprost na niego. Usiadła,
cała naga i przeciągnęła się.
-Dzień dobry, mistrzu! – odchyliła głowę w tył, prężąc się.
-Cześć, mała. – jego wątpliwości rozwiały się, a na twarzy
zagościł uśmiech. Patrzył na ciało dziewczyny, które teraz widział w całej
okazałości. Duże piersi, płaski brzuch, długie nogi, a pomiędzy nimi ogolone
krocze. Dziewczyna, gdy to zauważyła zawstydziła się i schowała pod kołdrą.
-Nie gap się tak!
-Dlaczego? Widziałem już Cię. Calutką. – cmoknął powietrze. –
Te jędrne… - nie zdążył dokończyć, ponieważ usta zatkała mu poduszka.
-Cicho! – zaśmiała się Cassie. Po chwili dała za wygraną i
usiadła. – Zapnij mi stanik.
-Nie masz już ochoty? – przysunął się do niej, całując ją. –
Ja mam.
-Widzę. – objęła go rękoma i przytuliła się. Nagle usłyszeli
trzask drzwi.
-Cassie, wróciliśmy!
*
Przepraszamy, że dzisiaj tak późno, ale brak czasu, ze względu na szkołę itd. Dzisiejszy rozdział dedykujemy naszej przyjaciółce, Oli. :D Mamy nadzieję, że wam się spodoba, jest nieco inny od pozostałych... Jeżeli nie chcecie taki scen, piszcie na GG. 46319932. / K&S
Omg Zajebisty!! Czekam na nn :D ♥♥
OdpowiedzUsuń