wtorek, 10 września 2013

*6*



 *6*





Cassie spojrzała na Jo i zrobiła się cała czerwona. Jednak zaraz zawstydzenie przerodziło się w złość.
-Po prostu Cassie. – rzuciła tylko. Jo wyciągnęła paczkę papierosów w stronę nowej znajomej, Cass spojrzała na Justina, który trzymał w ręce pół spalonej fajki. Odetchnęła i wzięła jednego. Bała się, że się skompromituje, zacznie kaszleć i Jo ją wyśmieje. Tego by nie chciała. Pragnęła zrobić wrażenie na Jo i na Justinie. Włożyła papierosa do ust, a Jus z niechęcią jej go podpalił. Zaciągnęła się dymem do samych płuc. Po kilku buchach miała faze. Justin zauważył to i dyskretnie ją podtrzymywał za ramię.
-To co, kiedy balujemy, gołąbeczki? – zapytała Jo patrząc na ulicę, jakby kogoś szukała.
-Gołąbeczki? – Justin zastopował ją. – Cassie to moja przyjaciółka, tylko i wyłącznie. – zakończył. Cass ogarnął smutek, zrobiło jej się cholernie przykro. Udała, że nie ruszyło jej to. Skończyła papierosa i wyrzuciła niedopałek.
-Wracam do środka. – zawiadomiła Justina.
-Okej, zaraz przyjde. – powiedział nie patrząc na nią. Dziewczyna weszła do knajpy i udała się w stronę łazienki. Pomalowała usta, poprawiła tuszem rzęsy i wróciła do stolika. Czekała kilka minut, po czym spojrzała na wyświetlacz telefonu. Minęło dopiero 5 minut. Westchnęła. Na stoliku stały dwa piwa. „No tak, zapomnieliśmy wypić” Wzięła jeden kufel i pociągnęła kilka łyków. Sięgnęła po kawałek pizzy, miałoby się zmarnować? Kiedy skończyła jeść drugi kawałek postanowiła wypić piwo Jus’a. Czas leciał, a jego nie było. Zamówiła kolejnego browara. Sączyła powoli mając nadzieję, że za moment wróci Justin. Gdy wypiła do końca, wstała i udała się do drzwi. Wyjrzała na dwór i zauważyła, że Jo śmieje się oparta o jej Justina, który siedzi na parapecie knajpy. Wróciła i w złości zamówiła coś mocniejszego. 15 minut później świat dla niej wirował. Wydawało jej się, że wszystko jest rozmyte i niewyraźne, niczym w zepsutym ekranie telewizora. Miała genialny humor. Śmiała się sama do siebie przez łzy i mówiła, że wszyscy faceci są tacy sami. Po procentach nabrała pewności siebie. Wzięła kurtke i chwiejnym krokiem opuściła pizzerię. Podeszła do Jo i pewna siebie odepchnęła ją, po czym ta się przewróciła.
-Morda w piach i kiełkujesz, szmato! – krzyknęła.
-Cassie, co ci odjebało?! – powiedział Justin podnosząc Jo. – Oszalałaś? Dlaczego to zrobiłaś?
-Spieeerdaaalanto! – odepchnęła Jus’a. Chłopak odsunął się, kiedy tylko poczuł zapach alkoholu od Cass. – Ide do domu, cześć!
-Przecież to kilkanaście kilometrów! – powiedział łapiąc ją i śmiejąc się z pijanej przyjaciółki.
-Zostaw ją, niech idzie! – powiedziała Jo. - Jej sprawa. – uśmiechała się szyderczo przybliżając się do chłopaka.
-Jak można być taką suką? Justin, ty też jesteś stracony i ja już idę, cześć! – rzuciła na odchodne. Justin patrząc na nią wybuchnął śmiechem, choć próbowała być poważna, alkohol niestety psuł cały efekt. Za chwilę dołączyła do niego nowa znajoma.
-Zamknij się, chłopczyco, muchy się zlatują! – krzyknęła Cassie i zniknęła za budynkiem.
-Idź. Pilnuj swojej dziewczyny, Romeo… - Jo odsunęła się od chłopaka, gdy tylko tamta zniknęła z jej pola widzenia. – Do kiedyś!
-Stój, już mi uciekasz? A może spotkamy się? – zaproponował. W tym samym momencie z knajpy wyszły typki, które były z Jo.
-Raczej nie. – odwróciła się do nich.
-Przeestań… - przysunął się do niej bliżej.
-Spadaj ode mnie!
Dwóch fagasów wyszło mu naprzeciw, Jus wycofał się.
-Miło było, ale się skończyło!
Po chwili odjechali autem z piskiem opon. Chłopak stał kilka minut zdezorientowany, przetwarzając fakty i to co się przed chwilą wydarzyło. Nie minęło dużo czasu, gdy przypomniał sobie o Cassie.
-O kurwa! – ruszył biegiem po swoje rzeczy do stolika, założył kurtkę, wyszedł i odjechał na motorze. Dogonił zziębniętą Cassie, stanął obok niej i przytulił ją. Płakała. Wsadził na motor i podjechał pod jej dom.
-Dlaczego się upiłaś? – zaczął delikatnie.
-Powinieneś się cieszyć! Pijane dziewczyny są łatwiejsze. – zaczęła ze śmiechem, rzucając mu się w objęcia
-Eee, Cassie? Uspokój się. Co ty mówisz? – Justin’a bawiło zachowanie przyjaciółki.
-No, nie bądź taki sztywny, to zadanie dla kogoś innego… - powiedziała zjeżdżając ręką poniżej jego brzucha. Justin, gdy tylko to poczuł od razu odsunął dziewczynę od siebie.
-Dobra, Cass, ogarnij się. – zaczął. – Jesteś najebana.
-No, nie?! Co ty! – wybuchnęła śmiechem, ale zaraz spoważniała i przysunęła się bliżej. – Po pijaku robimy rzeczy, których nie odważymy się zrobić normalnie… - ugryzła go w ucho.
-Cassie, błagam Cię. – próbował odsunąć dziewczynę od siebie, niestety działała na niego hipnotyzująco. Szeptała mu do ucha, co go bardzo podniecało. Jus stęknął i pozwolił dziewczynie się w siebie wtulić, sam złapał za jej tyłek.
-Chodźmy do mnie, okej? – dziewczyna nalegała, patrząc na jego usta. Pociągnęła go za rękę i poprowadziła w stronę pokoju. Rodziców nie było, w domu panowała zupełna cisza.
-Będziesz żałować. – próbował, choć miał nadzieje, że to jej nie powstrzyma.
-Wiem, że tego chcesz… - zamknęła drzwi na klucz i rzuciła chłopaka na łóżko siadając na nim i zdejmując mu t-shirt. Zaczęła go delikatnie całować po torsie, klatce piersiowej, szyi, brzuchu… Błądziła ręką po jego kroczu, szukając suwaka. Znalazłszy go rozpięła i pocałowała Jus’a w usta. „Teraz się zacznie zabawa.”- uśmiechnęła się do siebie. Włożyła rękę w jego bokserki i stwierdziła, że nie musi się wysilać. Już mu stał. Od razu wzięła się do roboty, ustami.
-O kurwa…- jęknął Justin z rozkoszy, kiedy poczuł język Cassie na swoim przyrodzeniu. Złapał ją za włosy, żeby nie przeszkadzały. Chwilę później pociągnął dziewczynę do siebie i położył na plecach. Sam zszedł niżej, całując ją. Dziewczyna wiła się, stękała, czasami wyrwało jej się z ust przekleństwo. Chyba nieźle mu szło. Gdy Cassie była na skraju wytrzymałości wszedł w nią. Dziewczyna zajęczała z bólu, starał się być delikatny, całował ją i przytulał oraz szeptał do ucha. Po wszystkim zasnęli obok siebie wtuleni. Cassie tylko wyszeptała.
-Weź się, nie lubie analu. – powiedziała Cass, uśmiechając się delikatnie, na co Justin zaśmiał się w poduszkę i przytulił ją mocniej.


O świcie Justina obudziły promienie wpadające do pokoju. Odwrócił się i zobaczył Cassie. Przypomniał sobie poprzednią, długą i namiętną noc i westchnął. Zaraz jednak jego myśli zajęło coś innego. Co jeśli się obudzi i nie będzie nic pamiętać? Przestraszy się, popłacze? Nie dawało mu to spokoju. Chciał usiąść, gdy nagle przyjaciółka otworzyła oczy. Patrzyła się wprost na niego. Usiadła, cała naga i przeciągnęła się.
-Dzień dobry, mistrzu! – odchyliła głowę w tył, prężąc się.
-Cześć, mała. – jego wątpliwości rozwiały się, a na twarzy zagościł uśmiech. Patrzył na ciało dziewczyny, które teraz widział w całej okazałości. Duże piersi, płaski brzuch, długie nogi, a pomiędzy nimi ogolone krocze. Dziewczyna, gdy to zauważyła zawstydziła się i schowała pod kołdrą.
-Nie gap się tak!
-Dlaczego? Widziałem już Cię. Calutką. – cmoknął powietrze. – Te jędrne… - nie zdążył dokończyć, ponieważ usta zatkała mu poduszka.
-Cicho! – zaśmiała się Cassie. Po chwili dała za wygraną i usiadła. – Zapnij mi stanik.
-Nie masz już ochoty? – przysunął się do niej, całując ją. – Ja mam.
-Widzę. – objęła go rękoma i przytuliła się. Nagle usłyszeli trzask drzwi.
-Cassie, wróciliśmy!

 

*


Przepraszamy, że dzisiaj tak późno, ale brak czasu, ze względu na szkołę itd. Dzisiejszy rozdział dedykujemy naszej przyjaciółce, Oli. :D Mamy nadzieję, że wam się spodoba, jest nieco inny od pozostałych...  Jeżeli nie chcecie taki scen, piszcie na GG. 46319932. / K&S

1 komentarz: