wtorek, 3 września 2013

*3*




 *3*



Cassie zauważyła małą koperte pikającą na ekranie. Kliknęła „otwórz” i przeczytała SMS’a. Od Justina. Na szczęście wszystko OK. Odpisała mu szybko i przyłożyła głowę do poduszki, teraz wreszcie zaśnie. Zamknęła oczy i usłyszała pikanie komórki, sygnał SMS. Otworzyła go i zupełnie nie wiedziała co odpisać. Miała mętlik w głowie. Tak bardzo go kochała, za żadne skarby nie chciała, by się o tym dowiedział. To by zniszczyło ich przyjaźń. A teraz miała okazje. Odpisała „Nie wiem... A ty?” i kliknęła wyślij. Gdy doszła odpowiedź, ręcę jej się trzęsły, gdy otwierała wiadomość. „Nie… Chociaż jesteś moją przyjaciółką i nie chce tego zmieniać, jest dobrze jak jest. Słodkich snów, Cass.;*” Cassie wyłączyła telefon i zasnęła z nadzieją, że jutro będzie lepiej.




Justin wstał jak zwykle po 11, jak to w soboty. Wreszcie będzie mógł się wyszaleć! Ma okazje, dzisiaj na imprezie wypróbować towar z kumplami. Włożył czarny t’shirt, jeansy i czarne Nike’i po czym zszedł na dół, w całym domu panowała cisza, tylko pies drapał w drzwi, żeby go wypuścić.
-Hej, kolego – Justin poklepał psa po pysku – chcesz wyjść na spacer?
Pies radośnie zaszczekał i zamachał ogonem. Jus przypiął smycz do obroży dalmatyńczyka i wyszedł na dwór. Jego nogi automatycznie podążyły w kierunku 19 Alei,  tam mieszkała Cassie. Po 20 minutach był już obok jej domu, niestety pies ciągnął w stronę parku, Jus westchnął i poddał się woli psa.
-Justin! – chłopak usłyszał za sobą znajomy głos.
-Cass… Hej, co tam? – zapytał niepewnie.
-Wszystko okej… W sumie… Chciałam tylko z tobą chwilę pogadać, spytać czy u ciebie wszystko gra…
-Tak, jest w porządku. Cass, nie chce, żeby między nami była taka atmosfera… Wyluzujmy troche, zapomnijmy, co się stało… Nie naprawimy tego. Jesteśmy tylko ludźmi.
-Tak, to jest dobry pomysł – dziewczyna spuściła wzrok z Justina – niech będzie tak jak wcześniej…
-Ciesze się. Ta noc była okropna. – podszedł i objął przyjaciółkę – Dzisiaj jest impreza, zamierzałem się na nią wybrać, chcesz jechać ze mną?
Cassie zabiło mocniej serce.
-Tak, oczywiście, z chęcią – uśmiechnęła się krzywo. – gdzie?
-W samym centrum naszego pięknego Nowego Jorku! Saturn.
-Jeszcze tam nie byłam, możemy spróbować, okej, zgadzam się. Koksowi się chyba śpieszy…
-Taaak, chce iść do parku, idziesz z nami?
-Nie, dzięki, musze pomóc mamie…
-No to jestem po ciebie o 21, okej? Tylko nie przesadź z ciuchami, jeszcze się napale – mrugnął do niej po czym się roześmiał – Do zobaczenia!



Po 3 godzinach Jus wszedł do domu.
-Gdzie cie wywiało, głupku! Miałeś pomóc mi sprzątać! Tata z Azylis zaraz wrócą! Musiałam sama wszystko zrobić! – wyrzuciła z siebie wszystkie żale Lizzie – A ty sobie chodzisz z psem!
-Też cie kocham, mała. – rzucił Justin wchodząc po schodach.
-Ejże, a ty dokąd? Myślisz, że odpuszcze ci to tak łatwo? – Lizzie uniosła brwi, uśmiechając się szelmowsko.
Justin stanął, obrócił się i powiedział:
-Czego chcesz?
-Masz mnie wziąć dzisiaj na impreze.
-Chyba śnisz! Sam tam nigdy nie byłem. Biore Cassie tak przy okazji. Nie ma mowy! – odwrócił się i już chciał pokonać ostatnie stopnie, kiedy siostra powiedziała.
-Weźmiesz auto, masz prawko. Poza tym, albo mnie bierzesz, albo nie jedziesz w ogóle! To słowa taty. Poza tym, jak powiem, że wszystko ja posprzątałam, nie ruszysz się nawet do Cass. – uśmiechnęła się, wiedziała, że wygrała tę bitwę.
-Jesteś okropna. – westchnął Justin. – ale umowa stoi. Jedziesz z nami. Tylko nie wchodzisz mi w droge, kumasz?
-Dzięki, kocham cię! – Lizz zapiszczała i wyjęla telefon, by napisać o tym Steph.
-W sumie… - Lizzie spojrzała się na brata. – mam całkiem ładna siostrę. – po czym Jus odwrócił i udał się do pokoju.-Palant. – wystukała sms’a do przyjaciółki w drodze do siebie.



-To jak, gotowa jesteś, młoda? – zawołał Justin z dołu.
-Juuż schoodze! – zawołała Lizz. – momencik!
Zbiegła na dół i obróciła się przed Jus’em podnosząc ręcę do góry. –Bosko?
-Bosko. – Uśmiechnął się Justin do siostry. – Jedziemy?
Wyszli z domu i pojechali w stronę Cassie. Justin stanął przed domem przyjaciółki i nacisnął klakson. Za moment w drzwiach wyrosła piękna blondynka, w skąpej, obcisłej, czarnej sukience i wysokich, czerwonych obcasach, włosy miała upięte w kitke i idealny, mocny makijaż, który podkreślał jej piękny uśmiech i głębokie spojrzenie. Justin’owi serce zabiło szybciej i poczuł że miejsca w spodniach, a dokładniej bokserkach jest coraz mniej. „Ogarnij się, chłopie, to Cassie!”. Justin otarł ręką czoło i wysiadł z auta.
-No, no, ta jak się odwaliła… - spojrzał się na nią i zagwizdał.
-Haha, nie przesadzaj! Widziałeś mnie w takim wydaniu tysiąc razy! To nie pierwsza impreza. – faktycznie, jeździł już z nią na dyskoteki wiele razy, ale jeszcze nigdy nie zwrócił uwagi na jej wygląd i kobiece kształty. To z pewnością nie jest już dziewczynka.
-Tak, racja, ale dzisiaj wyglądasz wyjątkowo… Seksownie. – uniósł jedną brew i wyszczerzył się do niej, na co ona się roześmiała.
-Uważaj, bo się zarumienie! – chociaż była pewnie już tak czerwona, jak jej buty.
Pod dyskoteką byli godzine później, Lizzie wychodziła z auta, Justin złapał ją za ramie:
-Tylko bez przegięcia, jasne? O 3 jesteśmy wszyscy pod autem. Czaisz?
-Taaaa? Wyluzuj! – wybiegła z auta i pognała do grupki chłopaków. Przywitała się z nimi, dosyć intymnie i zniknęła Justin’owi z oczu. Przebiegł go dreszcz.
-Co jest, idziemy? – wytrąciła go z rozmyślań Cassie.
-Jasne. – Jus wysiadł z auta i razem z Cass poszli w stronę wejścia, nagle Jus’owi mignęło przed oczami coś znajomego. Krótkie blond włosy. Odwrócił się szybko. To ona. Dziewczyna od towaru. – Przepraszam Cie, Cass, zobaczymy się później. - cmoknął ją w policzek i pobiegł za nieznajomą.
-Hej, zaczekaj! – krzyknął za blondynką. Ta odwróciła się, lecz gdy go zobaczyła próbowała mu uciec. Przeszła przez tłum ludzi i zniknęła za budynkiem. Justin pobiegł za nią, słyszał jej kroki i zdał się na intuicję. Znał tę okolicę, ale nigdy nie chodził tędy nocą. Tajemnicza dziewczyna skręciła w prawo, Jus niewiele myśląc pognał „na skróty” wybiegł na chodnik i za kilka sekund wpadła na niego tajemnicza piękność.
-No, wiedziałem, że na mnie lecisz! – uśmiechnął się do niej szeroko.
-Spierdalaj! Weź łapy! – odsunęła się od niego – wiedziałam, że będą z Tobą problemy. Odkąd cie pierwszy raz zobaczyłam. Kurwa, czemu chociaż raz nie mogłam się pomylić?!
-Taka ładna, drobna dziewczynka, a taki niewyparzony język… - spojrzał na nią chłopak.
-Daj mi spokój, okej? Wiedziałeś, że tu będę? Od kogo?! – krzyknęła – mów!
-Ogarnij się, ślicznotko, nie miałem pojęcia, to wolny kraj, nie mogę przyjechać na impreze?
-Jasne. – rzuciła dziewczyna, troche się rumieniąc. – Możesz.
-I wszystko, to jak, masz ochotę ze mną troche się dzisiaj zabawić? – przysunął się do dziewczyny bliżej.
-Hahahahaha, chyba cie pała swędzi! Wynoś się. – wyminęła Jus’a i szybkim krokiem ruszyła w strone klubu.
-No dawaj, podziele się z tobą tym, co mam.
-Dokładniej, proszę?
-Od was to dostałem, trzymałem na wyjątkową okazje. Doczekałem się.
Dziewczyna pomyślała, że to niezły pomysł. Towar za darmo, a gdy tamten się zaćpa, zwyczajnie ucieknie.
-Zgoda. Możemy tę jedną noc razem się zabawić. – uśmiechnęła się, po czym zapaliła papierosa. – najpierw towar.
-Nie tutaj. Chodź. – Justin poszedł z dziewczyną za klub, tam połknęli tabletki. Po kilku minutach ich źrenice były jak spodki. Pierwszy jego odlot. Nieziemsko.
Nie wiedział, gdzie się znajduje, co się z nim dzieje. Ta dawka na dziewczynie nie zrobiła wrażenia, ale zauważyła, że ten marny ćpunek ma już fajnie. Nagle poczuła coś w rodzaju troski o niego. Nie mogła go zostawić w takim stanie. Tłumaczyła sobie, że to strach, że ja sypnie, gdyby nakryła go policja, to absurd, nawet nie znał jej imienia... Zabrała go i wprowadziła do klubu. Poszli tańczyć. Setki osób, z głośników muzyka na full’a. Ona przy nim. Tańczyli tak długo, dziewczyna potrzebowała czegoś więcej. Pociągnęła Justina za sobą, nieprzytomnego. Przed klubem dała mu papierosa. W sumie, młodzik był całkiem niezły.  Nagle podbiegła do nich jakaś roztrzęsiona wariatka, łapiąc chłopaka za koszule i szarpiąc.
-Czego chcesz?! – odepchnęła ją krótko ścięta blondynka.
-Nie do Ciebie mówie! Justin! Lizzie jest nieprzytomna, coś jej się stało, była z tamtymi chłopakami!


*


 Kolejny wpis, tak jak mówiłyśmy, wyszedł dość długi. Niektórzy z was nie mogli wytrzymać, dosłownie :D Stwierdziłyśmy, że dodawać będziemy we wtorki, czwartki i niedziele, ponieważ całkiem szybko i zgrabnie idzie nam pisanie. :) Myślimy też nad zmianą szablonu, nagłówka itd oraz dodaniem ankiety... Ale wszystko w swoim czasie. :) Po prawej stronie możecie nas zaobserwować na twitterze, gdzie będziemy informować o nn. :))/K&S

Nadal możecie pisać na GG. 46319932. /K.

4 komentarze: