środa, 30 października 2013

*14*




*14*



Justin wysiadł z auta i udał się w stronę domu byłej dziewczyny. Przeszedł kilka kroków po czym się zatrzymał. Nie wiedział, po co właściwie tu jest. Czego pragnie i czego oczekuje? Jo nie może nim tak manipulować. Odwrócił się i chciał wracać do samochodu, lecz coś go powstrzymywało. To, że z nią zerwał i kazał trzymać się z dala od Lizz nic nie zmieniło. Siostra nadal ćpała, a on nie mógł nic na to poradzić. Znalazła kogoś innego. To w końcu Nowy Jork. Wiedział, że Jo żałowała i nie popełni więcej tych samych błędów, ale sama też brała. Jego serce było rozdarte. Była jeszcze Cassie, która nie przepadała za Jo, a jej zdanie było dla Jus'a ważne, to najlepsza przyjaciółka. Poza tym poznał Brendę, uroczą walijkę. Była piękną dziewczyną. Podobała mu sie. Z Lizz kontakt był coraz gorszy, ale to nie zależało od niego... Nic do niej nie docierało. Skończył rozmyślać i spojrzał się w jedno z okien, w którym paliło się światło. Możliwe, że to pokój Jo... Wyjął szybko telefon i napisał SMS'a. "Wyjdziesz na papierosa?". Długo nie musiał czekać, kilka minut później stał już z Jo na dworze i rozmawiali. Była świeżo po kąpieli. Mokre włosy opadające na czoło, twarz naturalnie zarumieniona, lekko mokra bokserka, pod którą na pewno nie było stanika, to Justin zauważył na początku, majtki i bose stopy. Okrywał ją tylko krótki szlafrok. Siedziała na krześle, nogi, idealnie wydepilowane oparła na stoliku. Patrzyła się w dal paląc papierosa i rozmawiając z Jus'em.
-Po co przyjechałeś? - spojrzała mu w oczy, jej twarz nie miała cienia falszywości. Była zdziwiona.
-Sama mi to sugerowałaś w samochodzie.
Dziewczyna odwróciła twarz i zaciągnęła się fajką.
-Po prostu chciałam wzbudzić zazdrość tych dwóch, nie myślałam, że przyjedziesz. Taka gra, rozumiesz.
-Ale po co ci to? Za wszelką cenę chcesz coś sobie udowodnić?
-Nie... Może niekoniecznie sobie.
-Komu w takim razie, Cassie? Wiesz, co do mnie czuła.
-Chyba czuje...
-Nieważne, wiesz o co chodzi.
-Ta, może to ma coś wspólnego ale nie do końca.
-Wytłumacz mi. - zgasił niedopałek w stojącej na stole popielniczce. Oparł łokcie na nogach i spojrzał się na Jo.
-Tęsknie za tobą.
-Nie zmieniaj tematu. - Justin przewrócił oczami i oparł się o krzesło.
-Ale tylko o to chodzi. Chce, żebyśmy znowu byli razem. Nadal cie kocham.
-Zraniłbym tym Cassie...
-Cały czas to robisz?
-Nie!
-Jasne, a flirt z Brendą był jej obojętny... To, że zostawiliście ją samą w wesołym miasteczku...
-Pewnie już o tym nie pamięta, nie znasz jej.
-Nie chce poznawać.
-Jo. Po tym, co się wydarzło... Z Lizzie...
-Zrozumiałam, okej!? Człowiek uczy się na błędach, dostałam nauczkę! - dziewczyna wstała. - Jedź już, jeżeli masz pieprzyć bez sensu.
-Nie chce, uspokój się. To nie jest bez sensu.
-Zapomnij o tym co powiedziałam, chyba będzie lepiej.
-Jo... - Jus wstał i podszedł do dziewczyny. Przytulił ją od tyłu i szepnął na ucho. - Kocham Cię. Nadal. Rozumiesz? Nie chce krzywdzić ludzi, na których mi zależy. W tym ciebie. Ale co ja mam zrobić?
-Przestać myśleć o innych i zacznij o sobie! - odepchnęła go i szybko wbiegła do domu, zostawiając Justin'a samego. Chłopak chwilę się wahał, jednak wrócił do auta i odjechał do domu. Długo myślał nad tym, co powiedziała Jo. Chciał z nią być. Każda jego cząstka jej pragnęła. Jej obecności, jej zapachu, jej śmiechu, jej błysku w oczach. Nie wiedział co ma robić, kogo miał się poradzić?!



We wtorek późnym popołudniem Jus siedział w salonie z Azylis, która oglądała coś w TV. Chłopak nie mógł się skupić, cały czas jego myśli zaprzątała Jo. Chyba zwariował. Westchnął ciężko. Az spojrzała się na niego, wzięła do ręki pilota i wyłączyła telewizor.
-Co jest? Dawno razem nie rozmawialiśmy...
-Mini problemy, nic poważnego.
-Mam się przejmować?
-Raczej nie.
-I tak chce wiedzieć o co chodzi, może pomogę.
-Po prostu mam kryzys w kontaktach towaszyskich...
-Dokładniej?
-Chciałbym z kimś się spotykać, ale boje się, że inni ważni dla mnie ludzie nie będą zadowoleni...
-Jeżeli jesteś dla nich ważny to zrozumieją. Najwyżej się nie odezwą.
-Ale to mogłoby ich zranić.
-Nie dogodzisz wszystkim. Przyjaciele to nie problem do bycia szczęśliwym, Justin.
-Nie tylko przyjaciół może to zranić.
-Cóż, zrób tak, abyś później  nie żałował podjetej decyzji.
Nagle w pokoju rozdźwięczał sygnał SMS. Justin sprawdził telefon, to nie jego. Macocha odblokowała komórkę, jej twarz zastygła po czym rozpromieniła się.
-Przepraszam, musze zadzwonić.
-Jasne...
-Powodzenia.




Justin przemyślał wszystko i zdecydował. Stał w parku i czekał za Jo. Gdy zauważył ją, ruszył w jej kierunku. Stanęli naprzeciw siebie. Jus wyjął zza pleców czerwoną różę. Jo nie wiedziała skąd ta zmiana. Uśmiechnęła się krzywo, podeszłą do chłopaka i dała mu buziaka. Była szczęśliwa.


*



Mamy nadzieję, że pozytywnie po rozdziale? :) /K&S

czwartek, 24 października 2013

*13*



*13*



-Jesteśmy, zbierać się, dziewczyny! - Jus zawiadomił Cass i Brendę.
-Nareszcie! - westchnęła Brenda i wyskoczyła z samochodu. - Ale to wszystko wielkie... U mnie nie ma takich luksusów.
-Tak właściwie to gdzie mieszkasz? - zapytał z uśmiechem Justin, gdy wysiadł z auta.
-Wielka Brytania, dokładniej Walia. - odpowiedziała.
-Zawsze chciałem zwiedzić UK, ale raczej Anglię...
-No to fajnie... - odwróciła głowę i udała się w stronę wejścia do miasteczka. Jus pobiegł za dziewczyną.
-Brenda, do kiedy tu zostajesz?
-Góra 2 miesiące, będziesz tęsknić jak będę musiała wrócić? - mrugnęła do niego. Cassie spojrzała się na kuzynke z grymasem, po czym odwróciła szybko głowe w drugą stronę.
-Jaka pewna siebie! - zaśmiał sie.-Pewnie, już tęsknie.
-Tak ma być! - wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Idziemy już? - szybko zagadnęła Cassie odchodząc kilka kroków.
-Tak, gdzie najpierw?
-Rollercoaster! - zawołała głośno Brenda i pociągnęła Jus'a za rękę.
-Trzy bilety prosze. Stawiam. - zajmować miejsca! - Brenda usiadła, ale Cassie ominęła ja i zajęła miejsce z tyłu. Justin jednak wybrał siodełko obok kuzynki. Cassie zrobiło się przykro. Kolejka ruszyła, słyszała krzyk Brendy i zauważyła, że Justin trzyma ją za rękę. Ogarnęło ją poczucie winy, ten wieczór miał przyjacielowi poprawić humor, a ona wszystko zepsuje. Musi się ogarnąć. Kilka minut później rollercoaster się zatrzymał.
-Jezu, ale było zajebiście! - powiedziała z entuzjazmem brunetka.
-Też tak sądzę. -uśmiechnęła się delikatnie Cassie. -Chcecie popcorn?
-Chętnie.
-No to zaczekajcie chwilkę.
Gdy Cassandra oddaliła się na odległość kilku metrów Brenda zaproponowała Jus'owi, by poszli na młyńskie koło.
-Ale...
-Zdążymy wrócić, no chodź! Proszę, dla mniee!
-No dobra, ale szybko.
-Jesteś świetny! - cmoknęła go w policzek. Ruszyli w stronę koła. Nie mieli pojęcia, że ktoś ważny ich zobaczył. Blond włosy i zgrabna sylwetka ruszyły powoli za nimi. Kupili bilety, wsiedli do jednej z kabiny i po chwili koło ruszyło. Na samej górze zauważyli, że niedaleko koła idzie Cassie, mieli świetne humory, zaczęli jej machać i krzyczeć. Po chwili ich zauważyła. Mina jej zrzedła, ale odmachała. Zaraz odwrócili wzrok. Cassie chciała odejść i poczekać na ławce, ale dostrzegła znajomą twarz. Jo. Także patrzyła sie na pare w kabinie. Westchnęła i odeszła. Jo popłynęła łza z oka. Miała tego dość, wiedziała, że popełniła błąd, przez który straciła wszelkie szanse na odzyskanie zaufania chłopaka i jego miłości.. Chociaż... Straciła tylko zaufanie, które da rade odbudować. Chciała wyjść z wesołego miasteczka, lecz zobaczyła Cassie. Uśmiechnęła się szyderczo, otarła łzę i podeszła do ławki, na której siedziała samotna dziewczyna. Usiadła obok i wzięła garśc popcornu.
-Co tam, co tak siedzisz? - wsadziła sobie popcorn do ust.
-Nie twój interes.
-Ojej, twój przyjaciel cię zostawił? Smuteczek...
-Ojej, twój chłopak cie zostawił? Smuteczek... - przedrzeźniała Jo Cassie.
-Możliwe. Tyle, że ja na towarzystwo nie narzekam książniczko. A co tutaj masz? - wzięła rękę Cassie i pokazała rany. Blondynka szybko cofnęła rękę.
-Spierdalaj, nie masz własnych problemów?
-Moim problemem jesteś ty i twoja mała przyjaciółka.
-Zazdrosna? Że ktoś inny niż ty jest szczęśliwy?
-Ty nie wyglądasz na szczęśliwą.
-Ale Brenda tak.
-Ona wyjedzie, a on i tak cie nie pokocha.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Bo on nie chce nic więcej. Zgadłam? Rozumiem te rany. - uśmiechnęła się.
-Myślisz, że mam tylko takie problemy? Mylisz sie. Nic o mnie nie wiesz, nie znasz mnie.
-Jus mi dużo opowiedział, wystarczająco.
-Chcesz go tak bardzo? To sobie go bierz, nie jest mnie warty. Za to ciebie tak.
-No i wszystko, miło, że się zgadzamy.
-Niestety z Brendą nie będzie ci tak łatwo. A na pewno ja tego dopilnuje.
-Ta mała dziunia? Przestań mnie rozśmieszać.
-Zawsze dostaje to, czego chce. - spojrzała Jo w oczy. Nagle zauważyli zbliżających się znajomych. Gdy Jus dojrzał Jo serce mu zabiło 2 razy szybciej. Zwolnił kroku. Miał ochotę ją przytulić. Jo zareagowała podobnie, oczy jej się zaszkliły, ale nie okazała tęsknoty. Wstała i podeszła do Brendy.
-Cześć. Jestem Jo.
-Brenda, miło mi. - uśmiechnęła się.
-Jestem byłą dziewczyną Justina, niedawno się rozstaliśmy. I znajomą Cassie, prawda? Justin?
-Tak. Prawda.
Brendy mina wskazywała na małe rozczarowanie.
-Rozumiem. Jedziemy do domu?
-Podwieziesz mnie, Jus? Boje sie iść sama.
-Oczywiście, nie macie nic przeciwko?
Dziewczyny spojrzały na siebie, ale nie odezwały się. Jo poszła z nimi. Usadowiła się na przednim siedzeniu, obok Jus'a. Chłopak ruszył. Kilkanaście minut byli pod dużym domem w bogatej dzielnicy.
-Tu mieszkasz? - spytała z niedowierzaniem Cassie.
-Tak, czemu pytasz? Może wejdziecie?
Justin chciał się zgodzić, połowa jego ciała mówiła tak, lecz połowa wołała nie.
-My musimy wracać. - z zamyśleń wyrwała go Brenda. Jo dała buziaka w policzek Jus'owi. Wyskoczyła z auta i udała się do budynku. Chłopak odwiózł koleżanki i ruszył do siebie. W głowie huczał mu szept Jo. "Czekam...". Zdecydował. Zawrócił i udał się do byłej dziewczyny.


*


Przepraszamy, że tyle musieliście czekać. To się już nie powtórzy! /K&S