*14*
Justin wysiadł z auta i udał się w stronę domu byłej dziewczyny. Przeszedł kilka kroków po czym się zatrzymał. Nie wiedział, po co właściwie tu jest. Czego pragnie i czego oczekuje? Jo nie może nim tak manipulować. Odwrócił się i chciał wracać do samochodu, lecz coś go powstrzymywało. To, że z nią zerwał i kazał trzymać się z dala od Lizz nic nie zmieniło. Siostra nadal ćpała, a on nie mógł nic na to poradzić. Znalazła kogoś innego. To w końcu Nowy Jork. Wiedział, że Jo żałowała i nie popełni więcej tych samych błędów, ale sama też brała. Jego serce było rozdarte. Była jeszcze Cassie, która nie przepadała za Jo, a jej zdanie było dla Jus'a ważne, to najlepsza przyjaciółka. Poza tym poznał Brendę, uroczą walijkę. Była piękną dziewczyną. Podobała mu sie. Z Lizz kontakt był coraz gorszy, ale to nie zależało od niego... Nic do niej nie docierało. Skończył rozmyślać i spojrzał się w jedno z okien, w którym paliło się światło. Możliwe, że to pokój Jo... Wyjął szybko telefon i napisał SMS'a. "Wyjdziesz na papierosa?". Długo nie musiał czekać, kilka minut później stał już z Jo na dworze i rozmawiali. Była świeżo po kąpieli. Mokre włosy opadające na czoło, twarz naturalnie zarumieniona, lekko mokra bokserka, pod którą na pewno nie było stanika, to Justin zauważył na początku, majtki i bose stopy. Okrywał ją tylko krótki szlafrok. Siedziała na krześle, nogi, idealnie wydepilowane oparła na stoliku. Patrzyła się w dal paląc papierosa i rozmawiając z Jus'em.
-Po co przyjechałeś? - spojrzała mu w oczy, jej twarz nie miała cienia falszywości. Była zdziwiona.
-Sama mi to sugerowałaś w samochodzie.
Dziewczyna odwróciła twarz i zaciągnęła się fajką.
-Po prostu chciałam wzbudzić zazdrość tych dwóch, nie myślałam, że przyjedziesz. Taka gra, rozumiesz.
-Ale po co ci to? Za wszelką cenę chcesz coś sobie udowodnić?
-Nie... Może niekoniecznie sobie.
-Komu w takim razie, Cassie? Wiesz, co do mnie czuła.
-Chyba czuje...
-Nieważne, wiesz o co chodzi.
-Ta, może to ma coś wspólnego ale nie do końca.
-Wytłumacz mi. - zgasił niedopałek w stojącej na stole popielniczce. Oparł łokcie na nogach i spojrzał się na Jo.
-Tęsknie za tobą.
-Nie zmieniaj tematu. - Justin przewrócił oczami i oparł się o krzesło.
-Ale tylko o to chodzi. Chce, żebyśmy znowu byli razem. Nadal cie kocham.
-Zraniłbym tym Cassie...
-Cały czas to robisz?
-Nie!
-Jasne, a flirt z Brendą był jej obojętny... To, że zostawiliście ją samą w wesołym miasteczku...
-Pewnie już o tym nie pamięta, nie znasz jej.
-Nie chce poznawać.
-Jo. Po tym, co się wydarzło... Z Lizzie...
-Zrozumiałam, okej!? Człowiek uczy się na błędach, dostałam nauczkę! - dziewczyna wstała. - Jedź już, jeżeli masz pieprzyć bez sensu.
-Nie chce, uspokój się. To nie jest bez sensu.
-Zapomnij o tym co powiedziałam, chyba będzie lepiej.
-Jo... - Jus wstał i podszedł do dziewczyny. Przytulił ją od tyłu i szepnął na ucho. - Kocham Cię. Nadal. Rozumiesz? Nie chce krzywdzić ludzi, na których mi zależy. W tym ciebie. Ale co ja mam zrobić?
-Przestać myśleć o innych i zacznij o sobie! - odepchnęła go i szybko wbiegła do domu, zostawiając Justin'a samego. Chłopak chwilę się wahał, jednak wrócił do auta i odjechał do domu. Długo myślał nad tym, co powiedziała Jo. Chciał z nią być. Każda jego cząstka jej pragnęła. Jej obecności, jej zapachu, jej śmiechu, jej błysku w oczach. Nie wiedział co ma robić, kogo miał się poradzić?!
We wtorek późnym popołudniem Jus siedział w salonie z Azylis, która oglądała coś w TV. Chłopak nie mógł się skupić, cały czas jego myśli zaprzątała Jo. Chyba zwariował. Westchnął ciężko. Az spojrzała się na niego, wzięła do ręki pilota i wyłączyła telewizor.
-Co jest? Dawno razem nie rozmawialiśmy...
-Mini problemy, nic poważnego.
-Mam się przejmować?
-Raczej nie.
-I tak chce wiedzieć o co chodzi, może pomogę.
-Po prostu mam kryzys w kontaktach towaszyskich...
-Dokładniej?
-Chciałbym z kimś się spotykać, ale boje się, że inni ważni dla mnie ludzie nie będą zadowoleni...
-Jeżeli jesteś dla nich ważny to zrozumieją. Najwyżej się nie odezwą.
-Ale to mogłoby ich zranić.
-Nie dogodzisz wszystkim. Przyjaciele to nie problem do bycia szczęśliwym, Justin.
-Nie tylko przyjaciół może to zranić.
-Cóż, zrób tak, abyś później nie żałował podjetej decyzji.
Nagle w pokoju rozdźwięczał sygnał SMS. Justin sprawdził telefon, to nie jego. Macocha odblokowała komórkę, jej twarz zastygła po czym rozpromieniła się.
-Przepraszam, musze zadzwonić.
-Jasne...
-Powodzenia.
Justin przemyślał wszystko i zdecydował. Stał w parku i czekał za Jo. Gdy zauważył ją, ruszył w jej kierunku. Stanęli naprzeciw siebie. Jus wyjął zza pleców czerwoną różę. Jo nie wiedziała skąd ta zmiana. Uśmiechnęła się krzywo, podeszłą do chłopaka i dała mu buziaka. Była szczęśliwa.
*
Mamy nadzieję, że pozytywnie po rozdziale? :) /K&S