PROLOG
Justin zbiegł na dół, tak jak codziennie. Porwał plecak z przedpokoju i ucałował Azylis, swoją macochę. Ojciec był już w pracy.
-Jak się spało?-uśmiechnęła się do niego Azylis podając mu świeżo wyciśnięty sok i naleśniki.
-Całkiem spoko, pół nocy zarwałem pisząc wypracowanie, tragedia...-westchnął, chowając głowe w rękach opartych o blat.
-Widać... Nie postawiłeś nawet włosów na żel. Jedz, bo się spóźnisz.
-Dzięki-uśmiechnął się krzywo w odpowiedzi- Jadę dzisiaj motorem.
-Ojciec nie będzie zadowolony, gdy sie dowie...-spojrzała się na niego.
-To sie nie dowie, tak?-ucałował Azylis i wybiegł z domu, popychając lekko w przejściu młodszą siostrę.
-Palaaaant! - krzyknęła beztrosko Lizzie, nawet się nie odwracając.
Dzień wydawał się taki piękny, nie zapowiadało się na nic
szczególnego, na coś, co zupełnie odmieniłoby życie Justina...
Dawaj, dawaj rozdział ;D Zapowiada się ciekawie <3 Zapraszam na mój blog ;*
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie: http://iwillcatchyouifyoufall1994.blogspot.com/
♥
OdpowiedzUsuńCzekam na nn :D
xoxo
Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńZapowiada się Bardzooo ciekawie <3
OdpowiedzUsuńWy macie talent do pisania bloga jak byście same to przeżyły Super Kocham was :* <3 !!!!!
OdpowiedzUsuńDziękujemy : *
Usuń