*11*
-Przecież Ciebie to i tak nic nie obchodzi... - powiedziała cicho Cassie, wyrwała rękę z uścisku Justina i zniknęła mu z pola widzenia. Wszystko zjebał. Miał wielką ochotę przytulić tę małą, bezbronną dziewczynę. Była mu taka bliska, a teraz wydawalo mu się, że jej w ogóle nie zna, nic o niej nie wie. Uderzył pięścią o drzwi szafki, odwrócił się i wyszedł ze szkoły. Nie wiedział, co wstąpiło w jego przyjaciółke, dlaczego sie okaleczyła? Nie mógł tego tak zostawić. Ale widocznie musiał. Ona nie chce go widzieć. Wyjął telefon i kliknął ikonkę Nowe Wiadomości. Napisze do Jo. Szedł chodnikiem, aż znalazł się za budynkiem szkoły, już miał kliknąć "Wyślij" gdy zauważył Jo z jakąś dziewczyną. Zmarszczył brwi i szybkim krokiem ruszył w ich stronę. Jo, która była odwrócona do niego twarzą wystraszyła się, gdy zauważyła go. Wyszeptała coś i dziewczyna, która stała z nią uciekła. Jus nie widział jej twarzy. Z pewnością była młodsza.
-Kto to był? Czemu uciekła? - Jus zapytał Jo.
-Jakaś małolata... Nie poznałam cię z daleka, myślałam, że idzie nauczyciel i dowie się co robilyśmy...
-Czyli co...?
-Kupiła trochę ode mnie hery, tak jakby stała klientka. - zaśmiała się.
-Jakoś mnie to nie bawi... Od kiedy sprzedajesz młodszym?
-Od jakiegoś czasu... Właściwie to nie każdemu. Tylko jej, poprosiła mnie o to.
-Nieważne z resztą. Mam zjebany humor.
-Coś się stało? - powiedziała obojętnie, chowając woreczek do torby.
-Cassie wróciła. - Jo spojrzała się na Jus'a po czym wyprostowała się i go przytuliła.
-Co w związku z tym? - powiedziała cicho patrząc sie na jego oczy, nos i usta.
-Miała ślady na rękach...
-Czyżby się buntowała? - Jo uśmiechnęła się słodko.
-Nie mów tak. Już jej nie obchodzę... Urwała kontakt.
-Mhm. - dziewczyna gryzła Jus'a po wargach. - Co ty teraz biedaku zrobisz?
-Jo... Przestań. Nie mam ochoty.
Dziewczyna lekko go pocałowała. Jus mocno ją do siebie przytulił i przygwoździł do muru. Zaczęli się całować.
-Widzę. - zamruczała w międzyczasie. Po chwili chłopak odsunął się od niej.
-Zależy mi na niej, to moja przyjaciółka. - przejechał ręką po włosach.
-To do niej idź, ja pierdole. - dziewczyna podniosła z ziemi torbe i oddaliła się szybkim krokiem.
Jus spojrzał się na nią i zwiesił głowe. Na ten moment to nie było to.
Justin stał pod drzwiami. Nie wiedział czy zadzwonić, czy ktoś otworzy... Wziął głęboki oddech i nacisnął dzwonek. Czekał chwilę, po czym w drzwiach ukazała się Cassie.
-Po co przyszedłeś? - zapytała zimno.
-Porozmawiać. Mogę?- zapytał z nadzieją. Dziewczyna wahała się. Jednak wpuściła chłopaka do środka.
-Jus wszedł do domu i udał się do jej pokoju, w mieszkaniu panowała cisza, nikogo nie było.
-Więc?
-Tęskniłem za Tobą.
-Co w związku z tym? - dziewczyna odwróciła głowę.
-Ty za mną nie?
W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Pytanie zawisło nad Cassie, nie wiedziała co odpowiedzieć. Zdenerwowała się.
-Tęskniłam.
-Domyśliłem się. - posłał w jej strone usmiech.
-Arogancki jesteś. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
-Cassie. Czemu to zrobiłaś? - Jus przysunął się do przyjaciółki i złapał jej ręcę. Przejechał palcem po ranach. Ogarnęła ją fala czułości. Miała ochotę przytulić go, ale wiedziała, że to marne pragnienia. Kilka miesięcy wcześniej zrobiła by to bez wahania. Ale teraz...
-Tak wyszło. - odburknęła. Nagle chłopak ją przytulił, mocno. Cassie przeżyła wielki szok. Nie wiedziała czy odwzajemnić uścisk. Ale tak bardzo tęskniła. Wtuliła się w Jus'a i powiedziała.
-Nie zostawiaj mnie, tak okropnie tęskniłam. Każdego dnia. To był koszmar.
-Nigdy Cie nie zostawie. - głaskał ją po głowie.
-To wszystko jest chore... - szlochała. - Nie wiem już, co mam robić... Co z nami będzie
-Pożyjemy, zobaczymy... Tylko obiecaj, nigdy więcej.
-Obiecuje, przynajmniej... sie postaram...
Stali tak przytuleni kilka minut, nagle do Justina doszedł SMS.
-Poczekaj. - powiedział sprawdzając telefon. To była Azylis. "Nie wiesz co z Lizzie?" odpisał "Nie." i wyłączył telefon. Reszte dnia spędził z dziewczyną.
Justin trzasnął drzwiami wchodząc do domu.
-Jest ktoś? - zawołał zdejmując bluzę. Udał się do kuchni. - Hej Lizz, co tam słychać?
-Nie interesuj się
-O co chodzi...? Spytałem tylko...
-No i chuj Ci do tego!
-Coś jest nie tak, znowu ćpałaś.
-Boże, nasza "rodzina" jest taka popierdolona - zaczęła się śmiać. - A czy wcześniej tego nie robiłam?
-Obiecałaś...
-Obiecanki, cacanki...
-Lizzie. Powiem Braunowi.
-Chuj mnie to boli, wiesz? Co on mi zrobi? Zamknie w pokoju, a sam pójdzie do pracy? Naśle na mnie Azylis, a może ciebie? Nie bądź śmieszny. - zaśmiała się. W tym momencie do kuchni weszla Azylis, uśmiechała się.
-Hej, dzieciaki, co tam słychać?
-Nic szczególnego Az. - odpowiedział Justin.
-A jak tam u Ciebie, Lizz?
-Nie twoja sprawa!
-Lizzie, co w ciebie wstąpiło? Tylko pytam.
-Ale kiedy nie powinnaś się tym w ogóle przejmować?
-Ale sie przejmuje, jestem za ciebie odpowiedzialna!
-Nie jesteś moją matką, nigdy nie będziesz, rozumiesz?! Jesteś beznadziejna, nigdy mi jej nie zastąpisz! Pogódź się z tym! Nawet nie masz własnych dzieci, mój ojciec cie unika! - wykrzyczała dziewczyna patrząc w oczy macochy. Azylis patrzyła chwilę na Lizzie i wybiegła z kuchni. Jus stał osłupiały. "Jak mogła coś takiego powiedzieć?"
-Lizz... Co ci odbiło...?
-Ona i tak ma nas gdzieś, jest egoistką! Jak ty! Ha... - uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia. Jus przesunął ręką po czole. Miał dosyć siostry. Od kilku tygodni to było nie do wytrzymania. Poszedł za nią i wbiegł do jej pokoju, był pusty. Udał się do łazienki. Ładowała sobie. Jus'a ogarnęła furia. Podbiegł i popchnął siostrę. Wziął od niej strzykawkę oraz wszystko co miała przy sobie. Siostra lezała na podłodze. Zostawił ja tam, a jej "ekwipunek" wyrzucił do pieca. Zaraz jednak przybiegła Lizz.
-Co ty, kurwa, zrobiłeś?! Nie wiesz nawet co! - krzyczała głośno. - Co ja teraz zrobie?!
-Jesteś uzależniona. Musisz z tym skończyć.
Dziewczyna wyjęła telefon i uciekła do siebie. Pół godziny później wyszła z domu. Chłopak zadzwonił do Jo.
"-Cześć, spotkamy się? Najlepiej u mnie.
-Nie ma sprawy, muszę tylko coś załatwić i przyjdę.
-Czekam."
Godzinę później Jus siedział w pokoju z Jo, na dworze zapowiadało się na burze. Wypytywał dziewczyne o narkotyki, zwłaszcza heroine. Wydawała mu się cicha, unikała spojrzeń.
-Jo... Co jest?
-Nic, a co ma być?
-Widzę, że coś nie gra. Stało się...
-Nie, nic! Naprawdę.
-Od kilku dni jesteś taka dziwna. - powiedział przytulając ją od tyłu.
-Wydaje ci sie.
-Nie, raczej nie.
Dziewczyna milczała. Czuła, że już dłużej nie wytrzyma.
-Justin, musimy... się rozstać.
-Co? O czym ty mówisz? Dopiero co odzyskałem jedną osobę, a mam stracić kolejną?
-Tak będzie lepiej. Uwierz...
-Nie, nie będzie. Zależy dla kogo. Co zrobiłem?
-Ty nic, chodzi tu o mnie i... - zamilkła.
-I...? Jest ktoś inny.
-Nie, nie w tym sensie. To dziewczyna.
-Super! Jeszcze lepiej.
Jo zaśmiała się.
-Nie o to chodzi!
-Więc mi wytłumacz.
-Bo... to takie trudne. Chodzi o twoją siostrę. Ale wiedz, że cie bardzo kocham. I będę kochać. Ja po prostu... potrzebuje pieniędzy na narkotyki bardziej niż kiedykolwiek i...
-I?!
-To ja sprzedaje Twojej siostrze heroine... Od początku. Dzisiaj rano... To też była ona.
*
Mam nadzieję, że wam się podoba. Jestem chora i do tego nie mam chęci oraz weny... Musicie mi wybaczyć. Postaram się poprawić w następnych notkach. Poza tym wydaje mi się, że jest dość krótki. No cóż, nie mam humoru.../K.
Zachęcamy do głosowania. /K&S
Może Justin sobie odpuści z Jo.. Oby. Powrotu do zdrowia zycze:*:*
OdpowiedzUsuńMoże, może... Raczej bardziej was zaskoczymy. ;)
UsuńDziękuję ślicznie /K.
Zdrowiej :D
OdpowiedzUsuńWiedziałam że Lizz kupuje od Jo, wiedziałam :D
Lool :D
Kocham i głosowałam :3
Czekam na nn
xoxo
Dziękuję ;*
UsuńSpecjalnie tak pisałyśmy, byście mogli się domyślić :D
Super ^^ /K.
xd :D
UsuńCzekam :D