środa, 25 września 2013

*12*



*12*



-Justin, stój! Nie chciałam!
-Daj mi spokój! - Jus odwrócił się i powiedział - Z nami koniec. Zapomnij o mnie. I nie zbliżaj sie do mojej siostry.
-Wytłumaczę Ci to!
-Ja rozumiem. Pieniądze. Ale to moja siostra... Nie wiedziałem, że stać cię na coś takiego.  - i odszedł zostawiając płaczącą dziewczynę.
-Ale ja cie kocham!
-To juz jest nieważne.


-Lizzie, musimy pogadać, poważnie.
-Wychodzę. - przeszła obok niego żując gumę.
-Nie, teraz musimy. - złapał ja za rękę i pociągnął.
-Dobra... ale szybko.
-Koniec dostawy.
-O co ci chodzi? -  dziewczyna zmarszczyla brwi.
-Rozstałem się z Jo. Ma sie do ciebie nie zbliżać.
-Ale... Jak to?! Dlaczego?! Co sie stało?!
-Nie będę chodzić z dziewczyną, która sprzedaje narkotyki mojej siostrze. - Lizz otwarła szeroko oczy i zastygła. - Niech wszystko wróci do normy... Tak bardzo bym chciał. Ale to nie zależy ode mnie. To nie ja sprawiam przykrość Azylis. - rzucił Jus i odszedł. Lizzie stała oparta o framuge drzwi. Nie wiedziała co sie właśnie wydarzyło. Zbiegła szybko po schodach, wbiegła do kuchni i przytuliła macochę. Zaczęła płakać.
-Lizzie, co sie stało?! - powiedziała wystraszona Az.
-Przepraszam Cię, za wszystko! To wszystko mnie przerosło! Nie wiem co sie ze mną dzieje! Tak bardzo chciałabym by wszystko było jak przedtem... Nim to sie wydarzyło! Nie chce cie tak traktować! Czuje sie tak podle!
-O czym ty mówisz? Co sie wydarzyło?! Nie mam ci tego za złe! Kocham cię!
-Na imprezie, już dawno... Zostałam zgwałcona i... od tamtego czasu nie radze sobie z niczym... Nie chcialam wam mówić... Nie mów tacie! Prosze! Wszystko jest okej!
-Boże! To straszne! Nic nie wiedzialam! Obiecuje, że nie powiem, ale dlaczego?! Nadal malo rozumiem. Mi mogłaś zaufać! Myślałam, że mamy dobry kontakt... Wiem, że nie zastąpie ci...
-Przestań... Nie chciałam cie urazić. Jesteś najlepsza na świecie, kocham cie mocno! Zapomnij o tych wszystkich złych słowach i przykrościach... Nie chciałam...
Azylis przytuliła do siebie Lizzie jeszcze mocniej, w końcu dziewczyna wykończona płaczem łkała cicho. Az zaprowadziła ją do pokoju i zostawiła tam. Nastolatka położyła się do łóżka i zasnęła. Ciężki dzień.
W tym samym czasie Justin był w drodze do Cassie. Zapukał do drzwi jej domu. Otworzyła mu Ela i wpuściła do środka. Patrzyła na niego z uśmiechem i nieskrywaną sympatią.
-Cassie jest do góry, u siebie.
Justin wszedł po schodach i udał się do pokoju dziewczyny.
-Cześć... Jak się czujesz?
-Hej. Całkiem dobrze, coraz lepiej. A ty?
-Tak sobie. Zerwałem z Jo. - powiedział. Cass podniosła się z łóżka i usiadła.
-Jak to...
-Narkotyki... Dłuższa sprawa. Nie chce cię w to mieszać, masz dosyć swoich kłopotów.
-Tak... W każdym razie na pewno wszystko będzie dobrze.
-Teraz już tak. Przynajmniej powinno.
-Ale jednak chciałabym się dowiedzieć wszystkiego, jeśli mogę.
Chłopak streścił jej wydarzenia z ostatnich dni, zachowania Lizzie, problemy Jo, kradzież i całą reszte.
-Nie wiem co powiedzieć... To okropne.
-Wiem. Wiedziałem od początku w co się mieszam. Nie wiedziałem jednak, że posunie sie tak daleko. Wiedziała, że to moja siostra i robiła to nadal.
-Różni są ludzie... Wiesz, nie przepadam za nia, ale może na naprawdę miała ku temu powody...
-Bronisz jej...?
-Nie! Tylko patrząc na to z boku mogę inaczej to ocenić... Skoro sama bierze, nie ma wyjścia. To jest właśnie uzależnienie. Inaczej musiałaby robić coś innego dla pieniędzy. Chciałbyś tego? Na pewno nie było jej z tym łatwo... Ale była do tego zmuszona...
-Ale mojej siostrze?! Wie, jak ją kocham! To nie są jakieś kapsylki na gardło! Tylko heroina!
-Wiem... Mówie tylko, ze jej też nie jest łatwo... Ale Lizzie ma Ciebie. Ma Brauna i Azylis... A Jo?
-Miała mnie...
-A teraz nie ma nikogo. Ona też ma uczucia, nie jest robotem. Nie wyjdzie sama z nałogu.
-Cassie, namieszałaś mi w głowie, nie wiem już co robić!
-To, co uznasz za słuszne! W szpitalu dużo myślałam, nie patrz na innych... Tylko na siebie!
-Ja wiem! Ale to takie trudne wybrać między nią, a Lizzie.
-Justin! Nikt ci nie każe wybierać!
-Gdybym zaczął pomagać Jo to tak, jakbym zdradził Lizz. A to jej chce pomóc.
-Ona jest mądra... Nie odbierze tego tak. Porozmawiaj z nią...
-Nie wiem, muszę pomyśleć. Dzięki za rozmowę. - Jus pocałował przyjaciółkę w policzek i wyszedł. 
Cassie wiedziała, że sama sobie wbija nóż w serce.

Justin przygotował się na rozmowę z Lizzie. Wszedł po schodach i zapukał do niej. Nie odpowiedziała, więc zajrzał co robi siostra. Spała. A miała wyjść. Zszedł na dół do salonu.
-Cześć Az...
-Nie wiesz co sie dzisiaj stało, Lizzie mnie przeprosiła, wszystko wreszcie staje sie normalne!
Jus ucieszył się, ale zrozumiał, że po części to Jo stwarzała problemy. A na pewno ich dokładała. Westchnął, skinął głową i wrócił do siebie.
Kolejnego dnia w szkole było głosowanie na przewodniczącego szkoły, dla chłopaka nie miało to wiekszego znaczenia. Rozmawiał z Cassie o jesiennym balu, który zbliżał się wielkimi krokami. Niezbyt go to wszystko interesowało, ale przyjaciółka mówiła o przygotowaniach z pasją i zawzięciem. Pomagała w dekoracji sali. Sam nie wiedział jeszcze czy na niego pójdzie, ale stwierdził, ze będzie musiał się poświęcić dla Cass. Nagle podbiegła do nich Steph, przyjaciółka Lizzie.
-Cześć  Cassie, gratuluje! Jak przygotowania do balu?
-Cześć Stephanie! Wszystko idzie tak jak powinno, ale czekaj... Czego mi gratulujesz?
-Wywiesili już liste z kandydatkami na Królową Balu. Jesteś jedną z księżniczek. Masz szanse na wygraną!
-To musi być jakaś pomyłka...
-Nie! Na pewno mój głos masz! - zaśmiała się po czym zwróciła się do Justina. - Możemy porozmawiać?
-Tak, jasne, o co chodzi? - zapytał.
-O Lizz. Jak sie trzyma?
-Właściwie sama ją o to zapytaj.
-Nie rozmawiałam z nią od wielu tygodni.
-Najwyższy czas, idzie tu.
Stephanie odwróciła się szybko i zobaczyła przyjaciółkę, podbiegła do niej i przytuliła ją.
-Widzę, że wszystko z nią w porządku? - zapytała z lekkim uśmiechem Cassie.
-Tak... Powoli w strone światła.
-A co z Jo...?
-Nie rozmawiałem z nią i chyba nie mam zamiaru. Najlepiej będzie, jak o niej zapomne.
-Chcesz tego?
-Wiesz, po tym co zrobiła mojej siostrze...
-Nie pytam o Lizzie. Czy Ty tego chcesz?
-Nie wiem. Nadal mi na niej zależy.
-Więc powiedz jej to.
-Ale co z tego? I tak nic, a nic to nie zmieni. Takie są fakty Cassie. Chce sie dobrze bawić na balu, nie rozmawiajmy o tym więcej.
-Okej, rozumiem. Hej! - klasnęła w dłonie. - Co ty na to, żeby poprawić sobie humor... wesołym miasteczkiem?
-Ej, całkiem niezły pomysł. Dobra, możemy jechać.
-A czy mógłby z nami pojechać ktoś jeszcze?
-Kto taki?
-Przyjechała moja kuzynka, na wymiane. Zostanie u nas jakieś 2 miesiące. Jest naprawdę fajna. Rok młodsza. Będzie mieszkała u mnie. Nikogo nie zna, więc pomyślałam, że może mogłaby...
-Nie ma najmniejszego problemu. Dzisiaj?
-Może być dzisiaj. Uciekam na lekcje, przyjedź po nas o 18. Buziaki!


Kilka minut po 18 Justin zaparkował pod domem Cass. Zadzwonił dzwonkiem i oddalił się od drzwi. 10 minut później wyszły dziewczyny. Cassie z kuzynką. Niższa od Cass, ciemne włosy, ostry, ale nie przesadzony makijaż, piękny uśmiech i zgrabna szczupła sylwetka. Urocza. Nie, śliczna, cudowna.
-Justin, to jest Brenda. Brenda, to Justin.
-Hej, miło mi Cię poznać! - przytuliła Jus'a dziewczyna. - Jesteś przystojniejszy niż Cassie mówiła!
Justinowi spodobała się szczerość Brendy.
-Nie wiedziałem, że moja przyjaciółka ma takie ładne kuzynki! - zażartował. Brenda uśmiechnęła się i usiadła na przednim siedzeniu.
-Jedziemy? - zapytała.
-Tak...
-Zapowiada się super wieczór. - szepnęa do Cass Brenda i posłała Justin'owi uśmiech.


*



Mamy nadzieję, że jest OK. :) Poza tym zapraszamy do Wprowadzenia. Dodałyśmy tam nową bohaterkę. :) Pozdrawiamy i czekamy na wasze komentarze! /K&S

3 komentarze: