*4*
Nagle wszystko zaczęło docierać do Justina. Jakby ktoś oblał
go zimną wodą. Wszystko z niego momentalnie wyparowało.
-Gdzie ona jest? – zdołał tylko z siebie wyrzucić. Cassie
złapała go za rękę i poprowadziła w stronę auta. Justin odwrócił się gwałtownie
i rzucił ostatnie spojrzenie na bezimienną dziewczynę, która stała
zdezorientowana przed klubem, nie wiedząc co się dzieje, patrzyła się w jego
stronę.Cassie zaprowadziła Jus’a do auta, gdzie po drugiej stronie siedziała oparta o oponę nieprzytomna Lizzie. Justin podbiegł szybko i chwycił siostrę, miała puste spojrzenie. Potrząsnął ją, była jakby nieobecna.
-Lizzie, spójrz na mnie, powiedz coś! – chłopak nie wiedział co robić, był zagubiony, jego siostra wydawała się taka mała i biedna – Ej!
-Justin, musimy ją zabrać do domu, teraz! – powiedziała zrozpaczona Cass klękając przy przyjacielu.
-Otwórz auto – rozkazał Justin, biorąc siostrę na ręcę. Położył ją na tylnim siedzeniu i zamknął drzwi. – Boże, gdyby nie ty nie wiem co by się stało, gdzie ją znalazłaś?
-W łazience, siedziała oparta o ścianę, dziewczyny, które tam były powiedziały, że siedzi już dobre pół godziny. – wyrzuciła z siebie szybko dziewczyna. – Nie wiedziałam co zrobić! Justin, oni mogli jej coś dosypać! Coś zrobić…
Justina ogarnął nagły gniew, miał ochotę znaleźć tych kolesi i zrobić im lekko mówiąc, krzywdę. –Nie mów tak nawet, Cass, już jestem dosyć wkurwiony! Wsiadaj, jedziemy.
Całą droge przejechali w ciszy. Chłopak odwiózł Cassandrę do domu i wrócił do siebie. Wziął Lizzie na ręcę i najciszej jak się dało zaniósł do jej pokoju i ułożył w łóżku. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, nikt się nie zorientuje, co się wydarzyło.
Justin otworzył szeroko oczy, powoli zrozumiał wszystko co
stało się tej nocy. Spojrzał na wyświetlacz telefonu. 7:15. Ojciec już w pracy,
Azylis powinna zaraz wychodzić. Odczekał
kilka minut, aż usłyszał trząśnięcie drzwiami i warkot silnika. Wstał i ruszył
do pokoju Lizzie. Otworzył powoli drzwi i zobaczył ją, słodko śpiącą. Z lekko
rozmazanym makijażem i ciuchami z poprzedniego wieczoru. Podszedł po cichu do
jej łóżka i usiadł na nim. Patrzył jak jego siostra spokojnie oddycha. Trącił
ją lekko, na co ona tylko się odwróciła.
-Lizzie, obudź się – powiedział Justin łapiąc siostre za
ramię – Dalej.Dziewczyna powoli się odwróciła i z zamkniętymi oczami przeciągnęła, ziewnęła i otworzyła oczy.
-Jak się czujesz? – spytał cicho Justin. Lizzie spojrzała na Justina i bez słowa wstała z łóżka i pobiegła do łazienki. Justin zwiesił głowę słysząc odgłosy dobiegające z niej. „Nieźle się nawaliła”
-Boże, łeb mi pęka! – oznajmiła Lizz wychodząc z łazienki. – Co jest? – stanęła, gdy zobaczyła minę Justina.
-Najebałaś się, to jest. Pamiętasz w ogóle coś z wczoraj? – spytał ją brat. – martwiłem się jak cholera!
Lizzie usiadła obok brata i przytuliła się do niego.
-Mało z tego wszystkiego pamiętam…
-Powiedz to, co zapamiętałaś.
Odetchnęła i zaczęła:
-No więc, byli tam moi kumple, niedawno ich poznałam, właściwie przez Internet… Mieliśmy się tam spotkać. No i bawiliśmy się razem, wydawali się okej… - opowiadała Lizz. – poszliśmy do baru… Zamówili mi drinka, właściwie tacy dwaj, reszta wyszła na dwór… Rozmawiałam z jednym, było naprawdę fajnie… Wyciągnął z kieszeni jakeś pigułki, powiedział, że to ecstasy… Faktycznie, poprawił mi się po tym humor, było zajebiście, wszystko wtedy wydawało się takie zajebiste! Ale… potem wypiłam drinka. Poszłam tańczyć i… koniec. Nic nie pamiętam… Obudziłam się tutaj w łóżku… - Lizzie się rozpłakała, wtulając w Justina.
Jus doznał szoku. Nie wiedział co powiedzieć. Wykrztusił tylko. – Nic więcej nie pamiętasz…?
-Nie – załkała Lizz.
-Przypomnij coś sobie, pamiętasz Cass, drogę powrotną?! Cokolwiek! – krzyknął chłopak
-Nic, nie rozumiesz?! Nie krzycz na mnie! – Odepchnęła go
dziewczyna, była roztrzęsiona – najlepiej stąd wyjdź!
-Przepraszam, nie chciałem. – zaczęli się szarpać, na koniec
przytulił ją i zostawił samą. Musiał zadzwonić do Cassie. Dowiedzieć się czegoś
więcej. Wybrał jej numer i po trzech sygnałach usłyszał głos.„-No, co tam? Mów! Co z nią, jak się czuje, pamięta coś? – zarzuciła chłopaka pytaniami.
-Nie, nic nie pamięta, chyba właśnie znowu zasnęła, dużo płakała. Podejrzewam, że chujowo. Nie tyle fizycznie, co psychicznie. – odpowiedział Jus.
-Co teraz? Przecież oni mogli ją zgwałcić… - Justin usłyszał to, o czym sam bal się pomyśleć.
-Nie mów tak. Jeszcze nic nie wiemy
-Co teraz, co zamierzasz zrobić? Może być nawet w ciąży…
-Skończ! Myślisz, że o tym nie myślałem?! Cały czas myśle. –
krzyknął chłopak – wiem jedno, Azylis i ojciec nie mogą się dowiedzieć, jasne?-Nie mogę ci tego obiecać…
-Cass, zrób to dla mnie, proszę cie, kurwa!
-Dobrze, ale tylko jeśli wykluczymy najgorsze możliwe opcje. Ciąże, chorobe… - zgodziła się przyjaciółka.
-Nie znam się na kobietach, pomóż mi, błagam cie! – Justin nie wiedział co zrobić.
-Test ciążowy kupisz w aptece. W sumie mam lepszy pomysł, pójdę z nią do lekarza, jutro. Moja kuzynka zajmuje się tym, pomoże nam. Zgadzasz się
-Tak, Boże, dzięki ci, jesteś wielka. – Justinowi spadł
kamień z serca.
-Jeszcze Lizzie musi się zgodzić…
-Dopilnuję tego. Załatw wszystko. Przyjadę z nią jutro o 15.
Do zobaczenia. „
-Jesteś gotowa, Lizz? Możemy jechać? – Justin wszedł do
pokoju siostry. Stała przed lustrem, ubrana w przewiewną niebieską sukienkę,
włosy związała w kucyk.
-Tak. Boję się. Bardzo. – odwróciła się w jego stronę,
podeszła i przytuliła się do niego.
-Wszystko będzie okej. – objął ją i pocałował w czoło. –
Zobaczysz.
40 min później Lizzie, Justin i Cassie stali w poczekalni.
-Następna, proszę! – usłyszeli kobiecy głos dobiegający z
gabinetu.
Lizzie odwróciła się jakby chciała uciec. Cassie objęla Lizzie i zaprowadziła do
środka. Jus został na zewnątrz. Czas mu się okropnie dłużył. Po około godzinie
dziewczyny wyszły z gabinetu, niestety ich miny nie wskazywały na pozytywne
wiadomości…
Kolejny rozdział za nami, mam nadzieję, że wszystko jest OK. Pomysłów nie brakuje na kolejne, o to sie martwić nie musicie ;) Myślimy o zmianie szablonu coraz poważniej, więc niedługo możliwe, że zrobi się tu przyjemniej. Piszcie na gg(46319932), obserwujcie na TT. Jest nam również bardzo miło, że tak chętnie komentujecie :) Dziękujemy, że liczba wyświetleń stale rośnie! Polecajcie naszego bloga, to wszystko bardzo motywuje, bez was nie byłoby tu nas! :) /K
*
Kolejny rozdział za nami, mam nadzieję, że wszystko jest OK. Pomysłów nie brakuje na kolejne, o to sie martwić nie musicie ;) Myślimy o zmianie szablonu coraz poważniej, więc niedługo możliwe, że zrobi się tu przyjemniej. Piszcie na gg(46319932), obserwujcie na TT. Jest nam również bardzo miło, że tak chętnie komentujecie :) Dziękujemy, że liczba wyświetleń stale rośnie! Polecajcie naszego bloga, to wszystko bardzo motywuje, bez was nie byłoby tu nas! :) /K
Juz nie moge sie doczekac następnego :)
OdpowiedzUsuńnapisany, będzie w niedziele! /K.
Usuńuwielbiam
OdpowiedzUsuń