czwartek, 12 września 2013

*7*


*7*



-O nie! - Cassie w jednej chwili zbladła. Oboje wyskoczyli z łóżka, jak poparzeni. - Ubieraj się! Szybko! - rzuciła w Justin'a jego spodniami. Sama chwyciła stanik i bielizne. Chwilę mocowała się z zapięciem.
-Daj. - powiedział Jus. - Pomogę Ci.
-Dzięki. - zarumieniła się, gdy zapiął narzuciła na siebie sukienkę. Wszystko trwało ok. 20 sekund. Cassie odkluczyła drzwi i wyszła z pokoju. Krzyknęła do rodziców, zawiadamiając ich, że jest w domu razem z Justin'em.
-Chcecie coś na śniadanie?! - zawołała mama Cassie.
-Nie, ja chyba spadam. - powiedział cicho chłopak do dziewczyny.
-Zostań, jeszcze chwilę. Proszę.
-Nie, muszę już iść. Zobaczyć co się dzieje z Lizz.
-Rozumiem, odprowadzę Cię. - powiedziała nieco zgaszona Cassie. Zeszli razem na dół. Gdy Justin otwierał drzwi wyjściowe z kuchni wyszła Elizabth, matka Cass.
-Już idziesz? Tak szybko? - zapytała zdziwiona.
-Tak... Wpadłem tylko na chwilę po... przepis. - próbował wybrnąć z sytuacji.
-Przepis...? - pytała dalej kobieta nie rozumiejąc.
-Dla Azylis. Cassie obiecała dać jej ten przepis, a ja cały czas zapominałem o nim. Dlatego przyjechałem tak wcześnie, po południu już ten... placek będzie gotowy, rozumie pani. - gubił się w zeznaniach, ale Ela zdawała się mu wierzyć.
-No tak, dobrze, szkoda, ale rozumiem. - uśmiechnęła się i zniknęła ponownie w kuchni. Para wyszła na dwór i podeszła do motoru. Cass chciała pocałowac Justin'a na pożegnanie, ale on się odsunął.
-Starczy Ci... Cassie. - powiedział ze współczuciem do przyjaciółki. - Lece.
Dziewczyna stała osłupiała i zła na siebie. Najpierw wspólna noc, a teraz udawanie, że nic między nimi nie zaszło. Dobijało ją to. Wróciła do pokoju, włączyła muzykę i położyła się do łóżka.


Jus wchodząc do domu wyczuł napiętą atmosferę. 5 sekund później usłyszał krzyki dobiegające z kuchni. Wszedł szybko do środka i zobaczył Lizzie i Azylis. Kłóciły się. "Lizz tak wcześnie na nogach?" był trochę w szoku.
-Dlaczego nie wróciłaś na noc?! - patrzyła się Az z wyrzutem na siostrę Jus'a.
-To moja sprawa. - odparła.
-Masz 16 lat, dziewczyno!
Chłopak jeszcze nigdy nie widział macochy tak załamanej i wściekłej.
-Lizz, to prawda? Nie wróciłaś do domu? - zapytał ze spokojem marszcząc brwi.
-Może, Jezu! Robicie problem z niczego. - przewróciła oczami. - Ciebie też nie było.
-Ja jestem dorosły i mam trochę oleju w głowie.
-Jaka ściema! Widać, zwłaszcza po tym, co masz na szyi! - powiedziała złośliwie. Chłopak szybko się odwrócił w stronę lustra. Na jego szyi widniała "malinka" Dość duża. ''Cassie..." pomyślał.
-Skończ. Akurat to nie powinno Cię obchodzić. Uderzyłem się.
-Nie jestem głupia, braciszku... - westchnęła. - Ja chociaż uważam, kiedy się zabawiam...
-Skończ! Nie mogę tego wszystkiego już słuchać! Nie mam do Ciebie siły! - Az wyszła z kuchni wycierając oczy od łez.
-Gdzie byłaś? - zapytał Justin, kiedy macocha się oddaliła.
-U chłopaka.
-Na noc? Jakiego chłopaka, ty nie masz chłopaka!
-Tak, a o co chodzi? Mojego nowego chłopaka. A co się tak dziwisz?
Justin rękami zakrył twarz.
-Boże, dopomóż! Daj tej kobiecie rozumu! - powiedział. - Co robiliście?
-Spaliśmy.
-Cały wieczór?!
-Nie Twój zasrany interes!
-Lizzie, kurwa, gadaj!
-No co, co chcesz wiedzieć? W jakiej pozycji to robiliśmy?! - wykrzyczała po czym zaśmiała się.
Jus stał otępiały, patrząc, jak siostra wychodzi z pomieszczenia. Nie wiedział, co ma robić. Jego życie było puste. Poszedł do pokoju, położył się i zasnął. Obudził się późnym popołudniem, na sygnał SMS'a. "Hej, robisz coś dzisiaj? :)" to od Cassie, westchnął i odłożył telefon na szafkę. Wpatrywał się w sufit bez chęci do życia. Nie chciał się z nią spotkać. Nie chciał się z nikim spotkać. Z żadną dziewczyną. Może najwyższy czas odezwac się do kumpli? Wystukał SMS'a do kilku z nich i wysłał. Kilka chwil później miał odpowiedź od 3. Zgodzili się. Miał ochotę się rozluźnić. Wziął resztę LSD, które mu zostało i umówił się z chłopakami na piwo. Wziął szybki prysznic i wyszedł z domu. Po drodze do baru zatankował, nie chce pchać motoru do domu.
-Siema! - przywitał się ze wszystkimi, dwoje z nich było ze swoimi dziewczynami, jedna z nich to najlepsza przyjaciółka jego siostry. Steph. Zagadnęła do niego.
-Hej Jus! Jak tam Twoja siostra? Chora jest?
-Hej Steph! - objął ją na powitanie. - Nie, dlaczego?
-Nie chodzi do szkoły... Nie odbiera moich telefonów. Nie wiem co się dzieje, martwie się.
-Nic o tym nie wiedziałem. Popołudnia spędza... myślałem, że także z Tobą. Mówi, ze ze znajomymi.
-Ah... Mówiła w szkole, kiedy jeszcze do niej uczęszczała... Coś o jakichś chłopakach... Poznała ich w internecie. A ten jej nowy chłopak? Frajer. Zachowuje się jak dupek. Przerżnął połowe dziewczyn z miasta.- pokiwała głową smutna.
-Pogadam z nią... Na pewno. Wiesz może coś jeszcze?
-Tak. To znaczy... Strasznie się tymi knypkami ekscytowała. Chyba mają coś wspólnego z narkotykami, nie wiem dokładnie.
-Co ty gadasz? Lizzie i narkotyki? Wątpie.
-Naprawdę. Może trochę koloryzowała. W każdym razie, obyś miał rację. Nie mówiła o miękkich narkotykach.
-Porozmawiam z nią. Z ojcem też. Wszystko się wyjaśni. Wróci do normy, ale dziś zabawmy się troche, za dużo stresu. -uśmiechnął się i zamówił piwo.
Śmiał się ze znajomymi, pił, żartował. Wszystko było jak za dawnych czasów. Nagle dostał SMS'a.
"-Hej Romeo... Gdzie dzisiaj balujesz?" doznał szoku, tylko jedna osoba tak na niego mówiła. Jo. Skąd miała jego numer? Wysłał jej adres lokalu. Zamiast odpowiedzi pojawiła się Jo, sama. Podeszła do Jus'a i cmoknęła go.
-Idziemy na dwór? - mrugnęła.
-Jasne. Chodźcie! - powiedział do kumpli. Wyszli z baru i poszli w stronę parku. Usiedli na ławkach umieszczonych naprzeciw siebie. Jo usiadła Justin'owi na kolanach, co go nieco zdezorientowało, ale i mile zaskoczyło. Palili papierosy, po czym Jo wyjęła z kieszeni małą paczkę.
-Ktoś chętny? - powiedziała.
-Co to jest? - zapytała Steph.
-Dropsy. - uśmiechnęła się krzywo Jo.
Justin niestety wiedział o co chodzi.
-Dawaj! - powiedział Brian. Wziął pigułkę od Jo i połknął. Popił piwem i usiadł na ławce. Reszta przyjaciół spojrzała po sobie i także sięgnęli po narkotyk.
-Skąd to masz? - zapytał Jus.
-Zwinęłam. - wzruszyła ramionami Jo. - Pomyślałam wtedy o Tobie, chłopczyku.
Oboje jako ostatni zażyli tabletki i rozmawiali. Jo wiedziała, że szybko zacznie działać. Sama miała po chwili dobry humor, a nawet lepszy. W parku zrobiło się głośno. Stephanie leciały z oczu łzy, śmiała się najgłośniej ze wszystkich. Kilka minut później Jo odciągnęła Justina od tłumu i poszli ścieżką.


Cassie szła cichą uliczka. Myślała o Jus'ie. Dlaczego taki jest? Było jej cholernie smutno. Nagle usłyszała głośne krzyki i śmiech. Zauważyła parę idącą przed nią od strony parku. Szła w ich stronę, byli naprawdę głośno. Cass nie przejęła się tym, pijana bądź zwyczajnie szczęśliwa para. Wpadła w jeszcze większy dołek. Usiadła na ławce i podwinęła nogi do góry. Obserwowała zbliżających się zakochanych. Gdy byli w odległości ok. 15 metrów spostrzegła, że chłopakiem jest nie kto inny, a Justin. Wstała i udała się w jego stronę, nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Był z Jo. Załamana patrzyła jak chłopak łapie Jo i namiętnie całuje, a ona obejmuje go. Jus usiadł na ławce, a dziewczyna na nim okrakiem, wtulała się w niego najmocniej jak umiała, a jego ręce wędrowały po jej ciele. Cass zatkała usta ręką by zdławić płacz i pobiegła w stronę domu, nie mogła uwierzyć w to, co właśnie zobaczyła.


*

Dzięki, za 1000 wyświetleń! Naprawdę bardzo nam miło, że tak chętnie czytacie i komentujecie naszego bloga! Miałyśmy mały zastój w wenie, ale wróciła i to z podwójną siłą! :D Piszcie, polecajcie, udostępniajcie! GG 46319932 /K&S

7 komentarzy:

  1. To jest zajebiste ! Te rozdzialy sa co raz lepsze !

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, ale z niego dupek :(( Niech Cassie teraz będzie z jakimś chłopakiem, żeby t ozrobiło na złość Justinowi :c

    OdpowiedzUsuń
  3. UWIELBIAM TO, SERIO DAJ ROZDZIAŁ BŁAGAM, BO NIE MOGĘ SIE DOCZEKAĆ

    OdpowiedzUsuń