*8*
Justin szukał Cassie na korytarzu, przy planie, jej szafce,
na stołówce, niestety bez rezultatów. Widocznie nie przyszła do szkoły. Nie
zaprzątał sobie zbytnio tym głowy. Ruszył w kierunku klasy, miał już dość
siedzenia w szkole całymi dniami. A to dopiero początek roku. Westchnął.
Otworzył drzwi sali i usiadł na swoim miejscu. Wystukał SMS’a do Cass, po czym
schował telefon i zaczął bazgrać po zeszycie. Matematyka, najgorszy przedmiot.
Jeszcze z tym starym babskiem bez męża. Idzie oszaleć, może przechodzi menopauzę?
Zaśmiał się do siebie. Całe życie menopauza. Biedaczka. Może jej koty to
rozumieją. Brian podsunął mu pod nos kartkę. „Kiedy powtarzamy wczorajszy
wieczór?” wziął długopis i odpisał. „Oby jak najszybciej.” Oddał kartke
przyjacielowi i sprawdził telefon. Cassie nie odpisała. Dziwne. Po szkole do
niej zajrzy.
Po lekcjach pożegnał się ze wszystkimi, wsiadł na motor i
udał się do przyjaciółki. Odstawił motocykl przed jej domem, wszedł na schody i
zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Chwilę później w drzwiach ukazała się Ela.
-Cześć Justin, czegoś potrzebujesz?
-Dzień dobry, właściwie chciałem spytać czy zastałem Cassie?
– zapytał z nutą nadziei w głosie.
-Niestety, nie ma jej. Przekazać coś?
-Nie. Chociaż właściwie, niech pani jej powie, żeby do mnie
zadzwoniła, gdy znajdzie chwilkę.
-Na pewno przekaże, dowidzenia.
-Mhm. Dowidzenia.
Jus odwrócił się i odjechał, ciekawe co robiła Cass?
Gdy wszedł kilkanaście minut później do domu, powitała go
cisza.
-Jest ktoś? – zawołał, ale nie dostał odpowiedzi. Zajrzał do
salonu, a później udał się w stronę kuchni. Także pusto. Wszedł po schodach na
piętro i poszedł do pokoju Lizzie. Nacisnął klamke, ale drzwi były zakluczone.
Zmarszczył brwi, przecież Lizzie nigdy się nie zamykała. Zapukał.
-Lizz? Jesteś?
-Ta!
-Otworzysz?
-Nie! Idź stąd!
-Otwieraj! – Justin zaczął walić w drzwi. – Bo je wywarze. –
nie czekał długo, kiedy usłyszał zgrzytanie zamka. Lizz była sama. W pokoju
było nakopcone dymem papierosowym.
-Od kiedy palisz? – spojrzał się na nią.
-Nie interesuj się, bo kociej mordki dostaniesz. –
powiedziała zapalając kolejną fajkę.
-Co się z tobą dzieje? Co? – zapytał siadając na łóżku.
-Nic, jejku… O co ci chodzi? – zauważalnie unikała jego
wzroku. Patrzyła się w inną stronę, spuszczała oczy w dół.
-Lizz… Coś nie tak? Źle się czujesz?
-Nie, dlaczego? – dziewczyna szybko się odwróciła. – Jestem
zajęta, wyjdź stąd. – powiedziała za głośno. Justin wstał i podszedł do
siostry.
-Spójrz się na mnie.
-O co ci chodzi?!
-Spójrz! – wziął jej papierosa i zgasił w popielniczce,
która stała na komodzie.
-Ja pierdole… Wynoś się! – krzyknęła. – To mój pokój,
rozumiesz?! – wrzeszczała. Jus złapał siostrę i odwrócił w swoją stronę,
mocował się z nią chwilę, złapał za twarz, ale ta zamknęła oczy.
-Otwórz, albo zrobie to siłą.
-Nie! Nie możesz mi dac świętego spokoju?! Zawsze się
mieszasz!
-Okej. – puścił ją. Wziął paczkę jej papierosów i rzucił
wychodząc. – Braun będzie na pewno zadowolony z kochanej córeczki.
-Justin, nie!
-To spójrz się na mnie.
-Fajki. – mruknęła. Wzięła od brata papierosy i zajrzała mu
w oczy.
-Co ty brałaś?! – chłopak, gdy zauważył jej czarne,
rozszerzone źrenice szybko przysunął się i ponownie złapał jej twarz. – Lizzie!
-Nic, nic, obiecuje, już nigdy więcej, tylko błagam nic nie
mów, nikomu! – Lizzie pociekły łzy z oczu.
-Przykro mi, ale nie mogę milczeć. – przytulił łkającą
siostrę.
-Ty nigdy niczego nie brałeś? Dla zabawy? – pytała załamana.
On też nie był czysty. Zastanowił się po czym powiedział.
-Dobrze, nic nikomu nie powiem. Ale już nigdy więcej, jasne?
Nigdy. Nie chce Cie widzieć w
takim stanie. Jesteś agresywna. Jak ty wyglądasz.? – pytał z
czułością.
-Wyjdź już, proszę cię… - odsunęła się od niego pospiesznie.
Jus patrzył chwilę na młodszą siostrę, po czym opuścił jej pokój.
Kolejny dzień nie było Cassie. Ale wczoraj u niej był,
wszystko było w porządku, jej mama nie wyglądała na zmartwioną. Może po prostu
zachorowała. Ta myśl go trochę uspokoiła. Wyszedł z budynku szkoły. Wsiadł na
maszynę, kiedy poczuł wibrację telefonu w kieszeni. Odczytał wiadomość od Jo.
„Czekaj na mnie pod szkołą.” Nie odpisał. Oparł się o motor i tak jak kazała,
czekał. 10 minut później podeszła do niego Jo i pocałowała go w usta. Złapał ją
za talie i przytulił.
-Musisz mi pomóc. Nie wiem do kogo się zgłosić. Mam
przejebane…
-Jak to? – zapytał, nie rozumiejąc. – Co zrobiłaś?
Jo westchnęła i zwiesiła głowę. Miała mocny makijaż, ciemny
odcień czerwieni na ustach i czarny cień do powiek oraz długie rzęsy. Włosy,
krótkie i jasne, postawione na żel. Wyglądała seksownie. Ubrana w długie,
czarne legginsy, ciemne glany, biały t-shirt i kamizelkę.
-Cóż… - spojrzała na niego. – Zajebałam trochę towaru
ostatnio… Nie zapłaciłam. Wszystko już wiedzą. Nie wiem co mi zrobią, ale nie
będzie to przyjemne.
-Dużo tego było?
-Nie.
-To oddaj.
-Ale tego już nie ma!
-Sprzedałaś?
-Zużyłam… Potrzebuje tego coraz więcej… jebane gówna, jak
dropsy czy LSD jakoś na mnie nie robią wrażenia.
-Oddaj pieniądze… - zaproponował.
-Nie mam aż tyle… Ostatnio sprzedałam troche tego pewnej małolacie,
nowa klientka. Przed chwilą też troche wzięła. Ale to co mam to nadal za mało.
Nie wiem, kurwa co robić! – powiedziała z paniką w głosie. – Nie mam co ze sobą
zrobić! Usiadła na chodniku, głowę chowając między nogi. Jus usiadł obok niej i
objął ją.
-Chodź do mnie. Na noc. – szepnął. Jo spojrzała na niego
i uśmiechnęła się lekko. Naiwny…
Wsiedli razem na motor i odjechali.
-To mój pokój. – zawiadomił Jus. Jo rzuciła się na łóżko.
-Boże, jak cudnie! – odwróciła się i przytuliła do puchowej
poduszki. Jus uśmiechnął się. Jo tu się podobało. Usiadł obok niej i nagle
otworzyły się drzwi, wbiegła Lizzie.
-Jus, są wyniki badań! – krzyczała uradowana. – Jestem
zdrowa… - zamilkła, kiedy zobaczyła Jo.
-To twoja siostra? – zapytała blondynka Jus’a.
-Tak, to Lizzie. Lizzie, to Jo.
-Miło mi cię poznać. – powiedziała szybko Jo. Lizz patrzyła
się, widać, że była w szoku. Wydukała tylko.
-Hej. – i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
-Znacie się? – zapytał brat Lizzie.
-Nie! –odpowiedziała za szybko Jo. – Urocza…
-Wydawało mi się… - Justin nie dokończył, ponieważ Jo szybko go pocałowała.
-Wydawało. Tylko. – powiedziała. – Obejrzymy jakiś film?
-Jasne. – chłopak włożył pendrive’a z filmami do telewizora
i usiadł obok Jo.
Dwie godziny później, po filmie dziewczyna ziewnęła.
-Idziemy spać? – powiedziała z uśmiechem na ustach.
-Tak, pewnie. Zaprowadzę cię do toalety i dam jakąś
koszulkę.
-Będę wdzięczna. – wstała i udała się za chłopakiem. Kiedy
wyszła z łazienki położyła się do łóżka i obróciła w stronę okna. Chwilę
później do pokoju wszedł Jus. Spojrzał się na nią i położył obok. Przytulił się
do niej i zaczął jeździć ręką po jej biodrze. Dziewczyna odwróciła się w jego
stronę odepchnęła go i usiadła na nim.
-Co jest? – zapytał.
-Mam na Ciebie ochotę. – powiedziała całując go. Justin
szybko ściągnął z niej za dużą koszulkę, była w samych majtkach. Zaczął ją
całować po piersiach, gryzł sutki.
-Ej, nie tak mocno… - zaśmiała się.
-To dopiero początek.
-Wstawaj! – Braun rankiem obudził Jus’a. Jedziemy na zakupy.
Posprzątasz dom z Lizz.
Justin szybko wstał i zauważył, że po Jo nie ma śladu. Jego
koszula była poskładana, leżała na biurku. Coś mu jednak nie pasowało. Podszedł
do komody, gdzie kładł kluczyki i portfel. Po pieniądzach nie było śladu.
-Kurwa. – zaklął tylko. – Mała dziwka.
*
Bardzo się cieszymy, że pod ostatnim postem było tyle komentarzy, a liczba wyświetleń stale rośnie :) To wszystko okropnie motywuje do dalszego pisania i wstawiania naszych wypocin. :) GG 46319932. :) We wtorek kolejny rozdział! + dodałyśmy ankietę i zapraszamy do oddania swojego głosu! /K&S
Uh ciekawe co z Cassie :c:c
OdpowiedzUsuńW końcu Justin przejrzał na oczy.
Wtorek to tak długo :(
OdpowiedzUsuńUwielbiam to czytać ♥
Czekam na nn :D
I tak wydaje nam się, że dodajemy za często :D
UsuńCieszy nas to bardzo! :) /K
Nie mogę się doczekać, szczerze mówiąc XD
OdpowiedzUsuń