*9*
-Co jest? – zapytał Braun Justin’a.
-Nic takiego. – Jus założył bluzę, spodnie i zszedł na dół. Podeszła
do niego siostra.
-Jus, musimy pogadać… Chce ci coś ważnego powiedzieć.
-Nie mam teraz czasu. – powiedział wychodząc z domu.
-Ale to o Jo! – niestety odpowiedział jej huk zamykanych
drzwi. Udała się do swojego pokoju, w którym przesiedziała do wieczora. Po 20
wyszła z domu, nikomu nic nie mówiąc. W tym samym czasie jej brat pukał do
drzwi Cassie. Nikt nie otworzył.
-Cassie! - krzyknął. Widocznie nikogo nie było w środku.
Wrócił do siebie. Ostatnie dni były monotonne.
Tydzień później atmosfera w domu Bieber’ów nadal była
napięta. Braun ciągle w pracy, gdy gościł w domu towarzyszyły mu kłótnie z
Azylis. Macocha chodziła załamana, ciągle płacząc i unikając spojrzeń. Lizzie
przez większość czasu zamknięta w swoim pokoju, bądź poza domem i Justin, który
nie miał najmniejszego kontaktu z Jo, czy Cassie. Kiedy wreszcie będzie dobrze?
-Dzień dobry, jest Justin? – powiedziała wesoło dziewczyna
do Az, która otworzyła jej drzwi.
-Tak, u siebie. Wejdź. – powiedziała kobieta wpuszczając ją
do środka. Nastolatka przekroczyła próg i udała się na piętro. Kilka razy zapukała do pokoju Jus'a
-Wejdź! – usłyszała zza drzwi. Otworzyła je i weszła.
-Cześć!
-Steph, dawno cię nie widziałem, co słychać? – Jus wstał i
przytulił się z koleżanką.
-U mnie wszystko w porządku. Naprawdę, jest dobrze! Stosunki
pomiędzy mną a Brian’em się polepszyły, od tamtego wieczoru, dzięki Tobie!
Czasami nie dało się z nim wytrzymać.
-Cieszę się. Ale na pewno nie przyszłaś tu bez powodu.
-No tak… Chciałam się dowiedzieć co u Lizz. Nie mam z nią
nadal kontaktu od dwóch tygodni. Jest w szkole co prawda, ale często wagaruje,
pali w łazience lub siedzi sama… Zmieniła się. – powiedziała smutno. – To nie
wygląda dobrze. Stało się coś?
-W ostatnich dniach nie. Cały czas nuda i monotonia,
przydałoby Się coś porobić, ale nawet nie mam ochoty,.
-Rozumiem. A co u Cassie? Jo?
-Nie mam pojęcia. Cassie nie daje znaku życia od ponad
tygodnia. Byłem u niej kilka razy, zawsze pusty dom. Telefonu nie odbiera. Martwię
się. Z Jo… Cóż, sprawa jest ciężka, pokomplikowało się troche.
-Współczuje. Ale nie rozumiem, jak to Cassie się nie odzywa?
-No po prostu. Jednego dnia jest dobrze, a drugiego cisza.
Brak kontaktu. Nie wiem dlaczego, co zrobiłem nie tak…
-Może poczekaj trochę? Odezwie się niedługo. Lub wróci do
szkoły, przecież nie może jej opuszczać cały czas.
-O tym nie pomyślałem. Poza tym mamy maturę. Niedługo mam
nadzieje się pojawi.
-Spokojna głowa. Jakbym ją zobaczyła, dam ci znać. –
poklepała chłopaka po plecach i spojrzała na telefon, 2 nieodebrane połączenia
od Brian’a.
-Kurde… Brian dzwonił. Musze spadać, mieliśmy się spotkać.
Do zobaczenia, postaram się zajrzeć do ciebie wkrótce. – dała chłopakowi całusa
na pożegnanie i wyszła z pokoju. Na korytarzu natrafiła na Lizzie. Ta spojrzała
się na nią i bez słowa zniknęła u siebie.
Justin chociaż nie chciał, myślał o Jo. Dlaczego go okradła?
Nawet nie wiedział gdzie jej szukać. W sumie nawet nie chciał. Był wieczór i
Jus był sam w domu, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł otworzyć. Ku jego
zdziwieniu to była Jo. Chciał zamknąć jej drzwi przed nosem, ale była szybsza.
-Przepraszam! – powiedziała wchodząc do środka. – Nie
chciałam wziąć tych pieniędzy, naprawdę! Ale potrzebowałam ich. Nie miałam
wyboru.
-Nie tłumacz się. Jesteś zwykłą ćpunką i tyle. Wyjdź.
-Mam tę kase dla ciebie. Tyle ile wzięłam, tyle oddaje… -
powiedziała błagalnie.
-Nie ufam ci.
-Przecież oddaje! – podała kopertę chłopakowi.
-Wyjdź lepiej.
-Nie chcę żeby tak było, proszę cie. – odwróciła się i
weszła szybko po schodach do pokoju Jus’a.
-Stój! – Justin szybko pobiegł za nią. Złapał ją przy łóżku.
– Jesteś pojebana.
-Tak, bardzo możliwe. – wyrwała się i położyła pieniądze na
komodzie. – Mogę iść, jeśli tak bardzo tego chcesz. – przysunęła się bliżej do
niego.
-Tak, chcę. – powiedział stanowczo.
-Nie bądź taki. Sprawiasz mi przykrość.
-Idź szukaj zabawy gdzieś indziej. – złapał ją za nadgarstki
i popchnął.
-Sukinsynu, to bolało! – złapała się za ręce. – Nie wiem o
co ci chodzi!
-Wypierdalaj stąd, mała dziwko! – wykrzyczał. Zapiekł go
nagle policzek. Dziewczyna go uderzyła. Dość mocno.
-Nie masz prawa tak mówić! – zauważył w oczach dziewczyny
łzy. Wybiegła z jego pokoju, zaraz można było usłyszeć trzaśnięcie drzwiami.
Chyba przegiął. Zorientował się, że grubo przesadził i wybiegł za Jo. Niestety
już jej nie było. Co jeżeli więcej jej nie zobaczy? Stracił kontakt, jak z
Cassie? Pobiegł i usiadł na motor, odpalił go i zaczął szukać dziewczyny.
Znalazł ją kilka alei dalej. Stanął obok, zdjął kask i zgasił maszyne.
-Jo! – zawołał.
-Spadaj, nie mam ochoty na rozmowe z tobą, dupku. Przynosisz
same problemy.
-Przestań, nie mów tak! Przepraszam. Frajer ze mnie,
przesadziłem. Grubo.
-No raczej. – Jo stanęła obok niego. – Muszę lecieć.
-Dokąd?
-Jeszcze nie wiem. Przed siebie. Muszę sprzedać troche hery.
-Chodź do mnie.
-Nie.
-Chodź.
-Nie!
-Nie bądź uparta!
-Ty za to upierdliwy! – Jus nie wytrzymał, zarzucił sobie
krzyczącą Jo na plecy, posadził na motor i ruszył.
-Trzymaj się, mała.
-Nigdy ciebie! – wysyczała, po czym mocno się do niego
przytuliła. Pojechali do domu Jus’a. Na podjeździe stało auto Az. Poszli do
pokoju. Jo padła zmęczona na łóżko.
-Przepraszam cię, Jo, naprawdę, nie myśle tak o tobie... Jo? Spójrz na mnie. – usiadł obok leżącej dziewczyny i zauważył,
że śpi. Przykrył ją i położył się obok. Chwilę później już spał.
Justin obudził się około jedenastej. Przeanalizował
poprzedni wieczór i zerwał się na nogi. Jo znowu nie było. Szybko sprawdził
portfel. Zgadzało się.
-Nie okradłabym cię. – usłyszał zza pleców. Odetchnął z
ulgą, podszedł do Jo i ją przytulił. Cieszył się, że ją widzi. Nie była mu
obojętna.
-Twoi rodzice wyszli do pracy. Lizzie do szkoły.
-Ja sobie zrobie wolne. – dał jej buziaka. – Poza tym Azylis
to nie moja matka, to macocha. Moja matka nie żyje.
-No to gafa… Przepraszam.
-Nic się nie stało. Mówisz, że mamy cały dom dla siebie?
-Na to wygląda. – wskoczyła na chłopaka i zaczęli się
całować.
-Nowy rekord. – spojrzała chłopakowi w oczy.
-Słaby dość.
-Racja, tylko 5 razy. – zaśmiała się
-Racja, tylko 5 razy. – zaśmiała się
-No, raczej… - Jus patrzył się na dziewczynę. Miała idealne
rysy twarzy, była szczupła i śliczna. Nie znał ładniejszej dziewczyny.
Posmutniał, odsunął się od niej i usiadł.
-Co jest, ej, dupku?
-Nic. Po prostu jesteś dla mnie ważna.
-I to powód do smutku? – uśmiechnęła się krzywo.
-Chce cie mieć na własność. – dziewczyna spojrzała się
poważnie na chłopaka, wstała, usiadła mu na kolanach i pocałowała go.
Delikatnie.
-Nikt ci nie zabrania. Jestem tylko twoja.
-To mi pasuje. Na zawsze?
-Na zawsze. – westchnęła.
*
Zachęcamy do zagłosowania w ankiecie! :) Wiemy, że na pewno wielu osobom, a zwłaszcza takim, które ubóstwiają Cassie nie spodoba się taki tok zdarzeń... Ale głowa do góry. :) Pracujemy także nadal nad nowym szablonem. Poza tym życzymy wszystkiego najlepszego Anicie! Sto lat!/K&S
Nie nie nie ! On nie może być z Cassie no..
OdpowiedzUsuńJezu, co się dzieje z Cassie?:c
Szkoda, że tkai krótkii..
Wszystkiego najlepszego :*
Chyba z Jo nie może, chciałaś/chciałeś napisać :D
UsuńOkaże się w następnych rozdziałach, pozdrawiam ;* /K.
No pomyliłam sie sorka :c On nie moze byc z Joo no :c Nie chce , zeby byl z ćpunką :c
UsuńWszystkiego najlepszego! :*
OdpowiedzUsuńGdzie Cassie? :(
Rozdział ciekawy, dużo się dzieje :D
Czekam na nn :P
Nie lubie Jo :/
xoxo
Jak można nie lubić Jo? :D /K.
UsuńPo prostu :D
UsuńNwm nie lubie jej xd
jak każdy chyba :D/K.
Usuńtaaa... :D
UsuńŚwietne :) Mam pomysł, a może zróbcie coś takiego jak 'Justin pov's' Coś w tym stylu wtedy jaśniej wiadomo o co chodzi i o czym on myśli :)
OdpowiedzUsuńKiedy jest ,,coścoścoś" to właśnie jego myśli. Zazwyczaj jest to jedno, góra dwa zdania w rozdziale, więc po to to? :)
UsuńNie widać żeby wgl martwił się o Cassie.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział ;d
http://canlivewithoutyoujb.blogspot.com/